•  

    Jak co sezon przygotowaliśmy dla Was listę tytułów, na które, naszym zdaniem, warto rzucić okiem. A trzeba przyznać, że zimowy sezon, jak nie imponuje wielką ilością śniegu, tak na pewno przygotował sporo dobrych serii.

    A co Wy zamierzacie obejrzeć? Napiszcie w komentarzu!

    Anime zima 2019. Co warto obejrzeć z nowego sezonu?

    pokaż spoiler #anime #animedyskusja #zima #mobpsycho100 #polecam #blog #leniwiecpisze #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

  •  

    ▶️ Głębia. Tom pierwszy – „Ułuda nadziei”

    ☀️ Całe eony w przyszłości powierzchnię Matki Ziemi czeka niewesoły los. Nasza lokalna gwiazda – Słońce, powoli umierając, zacznie się niebezpiecznie rozszerzać. Pochłonie najbliższe mu ciała niebieskie, a jego destruktywny wpływ nie ominie błękitnej planety. Bezwzględne płomienie spowodują skok temperatury i zmienią dotychczas gościnne lądy w spieczone promieniami pustynie.

    W ostatnim, rozpaczliwym ruchu – ludzkość rozesłała sondy poszukujące nowego domu, a sama skryła się przed zagładą na dnach oceanu. Gdzie w ciemniejszych i chłodniejszych partiach założyli ostatnie miasta mogące zapewnić przetrwanie gatunkowi. Jednak kolejne milenia nie przynosiły żadnych informacji z mroków kosmosu…
    Czy w tej ostatniej godzinie – ktokolwiek będzie jeszcze w stanie znaleźć resztki nadziei na nowe jutro? Komik autorstwa Ricka Remendera stara się odpowiedzieć na to pytanie. Witajcie w „Głebi”.

    Recenzja wyszła spod rąk @jaqqu7

    -----------------------------------------------------------------------------------

    Jeżeli zostawiłeś kiedyś like na fanpage Leniwec Pisze - zapraszam na nową stron! Musieliśmy zrobić mały rebranding i każdy like jest dla nas na wagę złota! Leniwapopkultura.pl - Powolna analiza kultury

    pokaż spoiler #komiks #komiksy #nonstopcomics #imagecomics #glebia #recenzja #leniwiecpisze #jaqqubizarrecontent #przyszlosc
    pokaż całość

  •  

    Lato już za nami. Ma to swoje plusy i minusy: mimo że pogoda nie dopisuje, - chociaż dzisiaj jest naprawdę ładnie — coraz dłuższe wieczory dają nam okazję poświęcić więcej czasu dla hobby. W przypadku naszej redakcji wypadło na oglądanie różnych anime.

    Twórcy więc nie próżnują i w jesiennym sezonie dostarczają nam kolejną garść wartych uwagi tytułów. Ale właśnie: jest ich tyle, że człowiek nie do końca wie, za co się zabrać... Specjalnie dla niezdecydowanych, wraz z kilkoma autorami (między innymi: @jaqqu7 @MicekWiseman) , wybraliśmy po jednym tytule, który przykuł naszą uwagę. Chciałbym też zaznaczyć, że jest to nasz subiektywny dobór, więc...

    Zimno, szaro, depresyjnie… Przydałoby się coś obejrzeć. Anime jesień 2018

    Jeżeli rzuciło Ci się w oczy coś zupełnie innego, śmiało pisz w komentarzu! Może dzięki Tobie inni chętniej sięgną po daną pozycję? :D

    pokaż spoiler #anime #animedyskusja #jesien #polecam #dyskusja #manga #leniwiecpisze #jaqqubizarrecontent yare yare daze
    pokaż całość

  •  

    O Jezu, to będzie dobry seans xD

    Już pierwsza scena jest tak zła, że mało nie spadłem z fotela śmiejąc się z niej.

    #animedyskusja #jaqqubizarrecontent #bleach #netflix

  •  

    Nie mogę sobie odmówić tej przyjemności ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Nie wiem ile mi zajmie przebrnięcie przez seans i przeniesienie tego w tekst, ale planuję zrobić dość obszerne commentary w stylu moich pierwszych dłuższych wpisów na wykopie dotyczących anime. Mam nadzieję, że przed końcem filmu nie powieszę się na klamce od pokoju.

    #animedyskusja #jaqqubizarrecontent #bleach pokaż całość

    źródło: no elo.jpg

  •  

    Ta chwila musiała nastać. Jojo na leniwcu.

    JJojo's zachwyca od lat swoją fabułą, ale również stylem graficznym i... Openingami! Każdy z nich to na pewno małe dzieło sztuki, które nie boi się bawić kolorami czy poszczególnymi kadrami. @jaqqu7 , specjalnie dla Was, wyselekcjonował 7 najlepszych - jego zdaniem oczywiście - openingów z Jojo's Bizarre Adventures.

    Które i w jakiej kolejności znalazły się na liście? Sprawdźcie sami!

    -----------------------------------------------------------------------------------

    Najlepsze Openingi z Jojo’s Bizarre Adventures

    -----------------------------------------------------------------------------------

    ❓ Oglądaliście Jojo's Bizarre Adventures? Co sądzicie o tym anime? :D

    pokaż spoiler #anime #animedyskusja #muzyka #opening #leniwiecpisze #jojosbizarreadventure #jaqqubizarrecontent Yare Yare Daze( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: cdn1.imggmi.com

    +: A......r, jaqqu7 +4 innych
  •  

    Deadpool - najsmutniejszy bohater Marvela

    Nie trzeba być fanem komiksu, aby usłyszeć o Deadpoolu. Czy to przez świetnie stworzone filmy, czy też przez plotki o, nieraz, absurdalnym humorze tego nieśmiertelnego bohatera.

    Jednak warstwa humorystyczna jest zaledwie czubkiem góry lodowej charakteru Deadpoola. Dzisiaj @jaqqu7 postanowił bardziej przyjrzeć się postaci kreowanej na łamach komiksu jako parodię superbohaterów. Czy może ona zaoferować nam coś więcej niż jedynie gagi i równie nawiązania? Może pod tą maską kryje się zupełnie ktoś inny? Sami sprawdźcie!

    Oczywiście mam również wyzwanie dla Was: napiszcie, za co najbardziej lubicie Deadpoola!

    pokaż spoiler #komiks #komiksy #marvel #deadpool #leniwiecpisze #jaqqubizarrecontent #film
    pokaż całość

    źródło: Deadpool.jpg

  •  

    Anime na lato 2018

    Wraz z @jaqqu7 oraz @MicekWiseman przygotowaliśmy dla Was "króciutką" listę tytułów, które według nas są warte obejrzenia tego lata :D Jednak najbardziej interesuje nas Wasze zdanie - za co macie zamiar się zabrać z nowego sezonu? :D

    #anime #animedyskusja #lato #leniwiecpisze #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    •  

      Stary temat, ale dopiszę coś, bo to:

      Banana Fish (akcja),
      +yaoi

      ...mogło niepotrzebnie zniechęcić. Z perspektywy przeczytania całej mangi i tych odcinków, co wyszły - to nie jest yaoi. Bohaterów łączy piękna, choć nierówna przyjaźń i co wcale nieoczywiste wśród historii stworzonych przez kobiety, nie ma nademocjonalności i ckliwości. Seks pojawia się tylko w podtekstach i jako forma przemocy i wspomnień do pokonania. Nie znajdziecie tu historii jakichś kochanków. Dziwię się, że to anime nie ma na mal więcej oglądających. Oceny jak na razie wysokie, u mnie poleciało w czołówkę moich ulubionych historii niedaleko Rainbow nisha rokubou no schichinin.
      @bastek66: @Garindor: @szogu3:
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Nasz ulubiony kolega z tagu Jaqqu7 niestety trafił na banicję. Jednak jego duch z nami pozostał i objawia się od czasu do czasu w tekstach na Leniwcu.

    Dzisiaj spojrzał na #violetevergarden znacznie bardziej krytycznym okiem i napisał dla Was artykuł, dlaczego porzucił tę serię raptem po pięciu odcinkach!

    http://www.leniwiecpisze.pl/2018/05/dlaczego-nie-chce-wracac-do-violet-evergarden-czesc-pierwsza/

    #anime #animedyskusja #leniwiecpisze #jaqqubizarrecontent #blog
    pokaż całość

  •  

    #hisonetomasotan - już po zakończeniu poprzedniego odcinka zdałem sobie sprawę co mi to anime przypomina. Nie macie wrażenia, że autorzy nieco się tutaj wzorowali na Nichijou? Przynajmniej jeżeli chodzi o poziom takiego słodkiego absurdu jaki wylewa się ekranu. Nie wiem jak wy, ale póki co kupuje mnie to w pełni - niewiele jest tutaj sensu, logiki - jednak przygody Pani Pilot, która decyduje się na latanie smokiem, a ten potrafi zmienić się w myśliwiec (a jego przysmakiem są telefony komórkowe z klapką), no to jest czysta frajda. Zresztą nawet sama bohaterka jest ucieleśnieniem radosnego absurdu, bo nie dość, iż samo anime absolutnie ucieleśnia czysty i nieskrępowany strumień świadomości, to na dodatek ona sama często wpada w stan, gdzie z jej ust wylewają się tony słów na sekundę - nie koniecznie powiązane ze sobą i nie koniecznie miłe dla otoczenia. Mogę się wypowiadać tylko za siebie, ale ja chcę więcej!

    PEŁNY TEKST NA SUBREDDICIE

    #animedyskusja #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    A więc przed nami zbliża się preludium do Wano Country Arc! Czujecie w powietrzu tę epickość?

    DYSKUSJA + LINK DO CHAPTERA NA REDDICIE

    Przy okazji jeszcze raz chcę zareklamować blog @szogu3, gdzie pojawił się mój drugi tekst, tym razem dotyczący FLCL. Mam nadzieję, że jeżeli jeszcze go nie przeczytaliście, to zajrzycie i dajcie znać, czy wam się podoba.

    DYSKUSJA NA REDDIT

    BEZPOŚREDNI LINK

    #manga #onepiece #anime #animedyskusja #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: onepiece.jpg

  •  

    Pamiętacie swój okres dojrzewania? Nie ważne, czy to było rok temu, czy dekadę, na pewno odcisnął się on w waszej psychice lepiej lub gorzej.

    FLCL, w nieoczywisty sposób, pokaże nam historię opowiadającą właśnie o dorastaniu głównego bohatera. Powolny proces zmian w jego psychice, ale także gustach czy przyzwyczajeniach. Nie omieszka wskazać również jego potknięć.

    Zainteresowany? Zapraszam serdecznie na najnowszy tekst spod pióra @jaqqu7 , w którym spojrzycie na popularną serię przez nieco inny pryzmat!

    http://www.leniwiecpisze.pl/2018/04/flcl-dojrzewajac-do-zmian/

    #anime #flcl #leniwiecpisze #jaqqubizarrecontent #animedyskusja
    pokaż całość

    źródło: FLCL.jpg

  •  

    #darlinginthefranxx - ja oczywiście, jak zwykle ostatnio, nieco spóźniony na imprezę, ale i tak chcę zrobić podsumowanie dwóch ostatnich odcinków tutaj, bo wiem, że się sporo działo. Nawet jeżeli już wszyscy dawno je obejrzeli, to mam nadzieję, że wciąż ciekawi sam moje spojrzenie na ostatnie dwa odcinki. Tym bardziej, że słusznie się domyślałem, iż połowa sezonu będzie oznaczała kilka zrzuconych bomb i zawiązanie całkowicie nowego rozdziału w historii. Cieszę się, że mamy tutaj pełne dwa coury, które po pierwsze pozwoliły nam się zapoznać z ekipą i nawiązać z nią jakiś emocjonalny związek, a po drugie całkiem zgrabnie zbudowały nam podstawy świata. W każdym razie, rozsiądźcie się wygodnie i przygotujcie się na dość długi tekst, bo zawierający podsumowanie, aż dwóch odcinków.

    LINK DO PEŁNEGO TEKSTU NA REDDICE

    Uwaga prawie 5 stron tekstu xD

    #jaqqubizarrecontent #anime #animedyskusja
    pokaż całość

    źródło: diftxx-5.jpg

  •  

    PEŁNY TEKST PODSUMOWANIA NA REDDICIE

    #darlinginthefranxx - odcinek dziesiąty, to przede wszystkim wejrzenie wgłąb społeczeństwa, które bohaterowie starają się w swoich wielkich robotach chronić. Okazuje się, że dorośli odcinają się od emocji i większego przywiązania do doczesności na rzecz neurostymulacji mózgu: przyjemność i inne pozytywne doznania otrzymują w specjalnych maszynach, gdzie spędzają zamknięci nawet całe długie lata. Interakcja między pozostałymi członkami społeczności jest znikoma. Dochodzi do tego też ciekawy fakt, iż zarówno dzieci szkolone na pilotów jak i dorośli różnią się pod względem fizycznym - ich ciała są w jakiś sposób zbudowane inaczej i funkcjonują na innych zasadach. Całość ogólnie była dość niepokojąca miejscami, ale podobało mi się jak buduje się świat bez nadmiaru ekspozycji, a wiele rzeczy musimy sobie sami dopowiadać i interpretować.

    A w tym odcinku: mamy spory fragment poświęcony Mitsuru oraz Kokoro, Futoshi zostaje sprowadzony do poziomu nice guy'a, a do tego mamy absolutnie fenomenalną scenę akcji <3

    #jaqqubizarrecontent #anime #animedyskusja
    pokaż całość

    źródło: diftxx-4.jpg

  •  

    #darlinginthefranxx - no i ruszamy z nadrobieniem kolejnego epizodu. Ciekawe komu tym razem będzie poświęcona historia, szczególnie, że tak jak się spodziewałem każda z postaci będzie miała poświęcony dla siebie fragment. Przewaga pełnych sezonów nad tymi 1-cour jest w takich momentach bardzo wyraźna. Autorzy mają czas i miejsce aby każdą ze swoich postaci potraktować z odpowiednim szacunkiem i dać mu się wykazać.

    ODCINEK 10

    O odcinek poświęcony Zorome - tak też zaczynamy od jego monologu, który nieco wygląda w ten sposób jakby pamiętał moment swoich narodzin, albo jakiś odległe i mgliste wspomnienia z tego. Jest to raczej mało prawdopodobne w normalnych warunkach porodu, żeby noworodek mógł je mieć, ale wciąż nie mamy pojęcia jak, czy w ogóle i w na jakiej zasadzie są poczęci oraz rozwijani jako już uformowane płody, nasi bohaterowie. Ten krótki fragment otwierający odcinek zostaje jednak szybko przerwany przez moment akcji, gdzie widzimy, iż współpraca między członkami Plantacji 13 przebiega coraz sprawniej i pojedyncze klaxiozaury nie stanowią dla nich większego wyzwania. I gdy Hiro z ZT mają już go wykończyć, Zorome wbija przed nich aby zgarnąć chwałę ostatecznego ciosu dla siebie... ale oprócz zwycięstwa kończy się to tym, że mech zostaje oblany niebieskim szlamem wydobywającym się z pokonanego stwora.

    Ekipa głównych bohaterów cały czas jest jednak obserwowana i poddawana analizie przez Cyber Papieży, którzy są nieco zaskoczeni wynikiem swojego eksperymentu. Nie spodziewali się, że stworzenie eksperymentalnej grupy opartej o silny indywidualizm każdej z jednostek może dać takie zadowalające efekty, jednocześnie mają pewne obawy co do dalszego rozwoju sytuacji. Widzą właśnie te charakterystyczne cechy dla każdego z nich jako zagrożenie swojego idealnego społeczeństwa, które wytworzyli - spokój i jednolitość, to są jego filary. Tymczasem nieprzewidywalność wprowadzana przez silne charaktery prowadzi do ich rozbicia. Rozmawiają też o jakimś tajemniczym planie, którego częścią są zarówno piloci Plantacji 13, jak i przede wszystkim Zero Two - okazuje się, iż wszyscy oni są tylko ochroną i tarczą dla różowowłosej aby ta mogła dotrzeć w pewne miejsce.

    I tak wracamy właśnie do hangaru, gdzie jak zwykle Zorome z Miku drą koty, ale ciekawsze jest jednak to, że coś jest nie tak z Zero Two. Niepokojąco poważnie wygląda, tak jakby wypompowana z energii i coś ją trapiło - prosi także Hiro na stronę aby porozmawiać. Czyżby przeczuwała, iż zbliżają się do tego miejsca, o którym wspominali Cyber Papieże? Póki co jednak nie dowiadujemy się o co chodzi, zamiast tego drużyna zostaje poinformowana, że Cyber Papa w swojej dobroci chce ich nagrodzić i wyróżnić za wysiłki. Ma to podnieść jeszcze bardziej ich morale... i zachęcić do jeszcze żywszego oddaniu sprawie oraz gotowości do ostatecznego poświęcenia za swojego "dobroczyńcy". Ceremonia wręczenia oficjalnych nagród ma się odbyć w samym sercu Plantacji w mieście, gdzie wcześniej nie mieli wstępu. Pomimo ekscytacji pozostałych, różowowłosa nie wydaje się specjalnie zadowolona z tego obrotu spraw, a może po prostu ją to nie obchodzi plus jeszcze ta jej reakcja z wcześniej, czuję w kościach zbliżający się twist fabularny. Może jeszcze nie w tym, ani nie w następnym odcinku, ale zbliżamy się dużymi susami do połowy sezonu - każdy chyba wie co to oznacza.

    Tak też - wesoła ferajna wcisnęła się w formalne stroje, te widzieliśmy ostatni raz w odcinku numer jeden, gdy każda para zostawała oficjalnie zatwierdzana przez Cyber Papę, a Hiro nie mógł wleźć do mecha. No i witamy w mieście - to jak wspominałem w jednym z wcześniejszych wpisów strasznie przypomina mi pszczeli ul. Od kolorystyki, poprzez kształty i charakter architektury, no skojarzenia nasuwają się same. Po chwili podróży windą są przedstawieni przedstawicielami kasty osób dorosłych. I tutaj ciekawostka, poza ustami są oni wszyscy pozbawieni twarzy: było już to widoczne w pierwszym epizodzie, ale tutaj w zbliżeniu jest to jeszcze mocniej zaakcentowane. Podejrzewam, że to element właśnie budowy społeczeństwa opartego o równość i jedność, prawdopodobnie cały ten system przypomina wizję utopii, ze słynnego dzieła - jednak jak literatura i filozofia oraz nauki społeczne wykazały na przestrzeni lat: każda utopia jest równocześnie dystopią zniewalającą jednostki. Zauważyłem też drobny błąd, a może niekonsekwencję - normalnie u dorosłych nie widać nosów, ale gdy się obracają wyraźne są one już zaakcentowane. Mała pierdółka ale jakoś mnie tak wybiła trochę ze sceny. Wracając jednak do tego co się właściwie dzieje - Zorome liczył na uścisk dłoni, ale został totalnie zignorowany, osoba gratulująca mu wydała się nieco zaskoczona i zniesmaczona tym, samą myślą, iż miałaby go dotknąć. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie.

    I tym samym wizyta w mieście jak szybko się rozpoczęła, tak i szybko się zakończyła, a bohaterowie zostają odesłani do swojej kwatery. Pozwala im się jednak przebyć trasę na piechotę i popodziwiać miejskie budowle jeszcze przez chwilę. Także wydarzenia z końcówki ostatniego epizodu wyraźnie, acz jednocześnie subtelnie wpłynęły na dynamikę interakcji między Goro a Ichigo - fajnie, że się do tego odnoszą... tymczasem Zorome odłącza się od pozostałych, aby jak to on bezmyślnie wpakować się na jakąś platformę, która po chwili rusza i zabiera go w nieznane. Ogólnie im bardziej zagłębia się w miasto, tym bardziej wydaje się ono puste i pozbawione życia, a te wszystkie złocienie i wymyślne budowle to tylko fasada. Po chwili zauważa przechadzających się poniżej dorosłych i nawiązać kontakt, ale jest ignorowany - dopiero gdy traci równowagę przy próbie pójścia na skróty i spada z kilku metrów tracąc przy tym przytomność, trafia na kobietę, która się nim zainteresowała. Najciekawsze jest to, że przy próbach medycznego diagnozowania jego ciała nie mogła uzyskać żadnego wyniku i zauważyła, że ciało "dorosłych" jest zupełnie inne niż te, które posiadają dzieci-piloci. Jest to bardzo interesujące i wzmacnia teorię o tym, że są oni od początku do końca hodowani w sztuczny sposób, albo w jakiś sposób różniący się od mieszkańców Plantacji. No i jeszcze fakt, że ciało Zorome mogło zostać przeskanowane dopiero na trybie "dla zwierząt". Ten jednak nie bardzo zwraca na to uwagę i jedynie czym jest zainteresowany, to rozmowa z dorosłym.

    Tym samym kobieta zdejmuje maskę, pod którą okazuje się, że to osoba już starsza i proponuje młodemu bohaterowi herbatkę do rozmowy. Zauważcie jej klatkę piersiową - czyżby ludzie w tym uniwersum zostali zrobotyzowani, a ich ciała były napędzane tą samą energią co mechy, a piloci to jedyne osoby ludzkie będące "naturalnie" poczętymi? Możliwe, że właśnie mamy tutaj właśnie postawione to w ten sposób na głowie. Ogólnie to do tej pory jedna z najciekawszych scen w anime i dowiadujemy się całego mnóstwa informacji o tym jak wygląda społeczeństwo pod władzą Cyber Papy. Najbardziej niepokojący jest jednak fakt sztucznej stymulacji ośrodków przyjemności w mózgu, którym się mieszkańcy miasta poddają. Zdecydowanie nieprzyjemnie się zrobiło. Chwilę później cała sytuacja obrała jeszcze ciekawszy obrót, bo imho bardzo możliwe, że Zorome spotkał tutaj swoją "biologiczną" matkę, a przynajmniej osobę, która albo użyczyła swojego ciała do jego urodzenia albo materiału genetycznego. Całość jest ogólnie wciąż jednak bardzo tajemnicza i niejasna - jednak ilość informacji i przypuszczeń jaką można wyciągnąć z tego krótkiego spotkania jest olbrzymia. Cieszę się jednak, że pozostawiają to widzom do interpretacji póki co zamiast męczyć nas dialogami wyłącznie złożonymi z ekspozycji. No i nie wiemy co też ta staruszka chciała na koniec powiedzieć do Zorome i co mu zdradzić.

    Historia i lore świata się zagęszcza. I jeszcze na dodatek Zero Two urosły kły do całkiem pokaźnych rozmiarów.

    #anime #animedyskusja #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: diftxx-3.jpg

  •  

    #darlinginthefranxx - pora nadrobić odcinki z ostatnich dwóch tygodni, czyli epizod nr. 09 oraz 10. Generalnie opowiedziane historie w obu wcześniejszych były dość luźne i skupiały się na interakcjach między bohaterami poza polem walki. Tak więc dostaliśmy obligatoryjną wizytę na plaży, która przyniosła np. bardzo ciekawy fakt, iż opuszczenie przez ludzkość powierzchni nastąpiło najprawdopodobniej dość nagle i w nie do końca wyjaśnionych wciąż okolicznościach, a także, że odpowiada za to naczelny Cyber Papież - traktowany jak zbawiciel rasy ludzkiej. W kolejnym natomiast przyniósł konflikt między płciowy: gdzie hormony doprowadziły do lekkiego rozłamu pomiędzy męską, a żeńską częścią pilotów. Oprócz tego jeszcze pokazano nam jak bardzo przedmiotowo traktowani i łatwi do wymiany są członkowie załóg mechów, tak że po ich śmierci w boju fakt ich istnienia jest natychmiast zapominany.

    ODCINEK 09

    Na samym wstępnie mamy monolog Goro - czyżby odcinek głównie jemu poświęcony, a także rodzącemu się w nim romantycznemu zainteresowaniu Ichigo? Swoją drogą mamy tym samym kolejne potwierdzenie tego, iż wybór par pilotów przypadkowy nie jest i stały za tym jakieś głębsze mechanizmy doboru. Na tym etapie jestem niemal o tym przekonany. Ale, ale - oprócz tego widzimy, że Święty Mik... znaczy się Cyber Papież, dba o swój PR wśród młodych i raz do roku pozwala im napisać list z prośbą o prezenty. Jak widać szefostwo Plantacji robi wszystko, żeby czasem nie zaczęli zadawać pytań i poddawać w wątpliwość swoją misję. I tak po ich rozpakowaniu widzimy, że Goro jest fanatykiem wędkarstwa, ciekawe czy Hiro gdy zgłasza się na losowe badanie od razu go wysyłają do wyciągania haczyka ze stopy... sorry musiałem, aż się prosiła sama pasta o zacytowanie. Tak na poważnie, to MC-kun dostał album ptaków, co również fajnie się wpisuje w jego zainteresowania i charakter, szczególnie ładnie się komponuje ten fakt z pierwszym odcinkiem i jego wewnętrznym konfliktem co do swojej roli w tym społeczeństwie. O, do prezentów dołączony jest nawet patetyczny list łechtający ego naszych bohaterów.

    Chwilę później wciąż jesteśmy przy motywie prezentów - tym razem jednak to Hiro obdarowuje Zero Two lusterkiem, a całość zdarzenia z lekkiego ukrycia obserwuje stalkująca ich Ichigo oraz po chwili dołącza do niej Goro... chociaż trochę dziwne rozdawać prezenty po swojej byłej partnerce, ale tam taki szczegół. Reakcja różowowłosej jest bardziej niż entuzjastyczna na otrzymany podarek, ale już liderka ma znów napaść zazdrości i flashbacki z okresu dzieciństwa, gdzie razem z innymi dzieciakami byli hodowani w ściśle kontrolowanym środowisku. Sytuacja, którą przed chwilą zobaczyła przypomniała jej o tym, że sama dostała kiedyś prezent od Hiro - mianowicie spinkę do włosów, którą używa do tej pory. Co jeszcze ciekawsze, okazuje się, że tę chciał jej również podarować Goro, ale MC-kun w tedy go wyprzedził. Ten chyba obecnie codziennie dziękuje niebiosom za pojawienie się na radarze protagonisty Zero Two. Podoba mi się też to jak swobodnie mówi o swoich emocjach w towarzystwie MC - ten fragment pokazuje, że obaj są swoimi najlepszymi brosami na tej Plantacji.

    No, ale czas też na trochę akcji, bo do kopuły zbliża się kolejny cyber kaiju, z którym trzeba będzie się rozprawić zanim ten dobierze się do jej zasobów. Generalnie im dalej w las, tym projekty potworów robią się ciekawsze - tym razem mamy coś co przypomina połączenie wielkiej chmury balonów z meduzami. I rzeczywiście pluje wybuchowymi balonikami. Zanim jednak pozostali mogą się o tym przekonać - Zorome lekkomyślnie atakuje monstrum i oczywiście szybko prawie płaci za to cenę, bo w ostatniej chwili ratuje go Goro z Ichigo tuż przed wielką eksplozją, jednocześnie sami zostają przez nią pochłonięci. Swoją drogą wybuchy w tym anime to jest 100% studia Trigger w studiu Trigger i to jest świetne. Po chwili jednak widzimy, że tuż przed eksplozją, męski członek załogi mecha Delphinium wystrzeliwuje swoją partnerkę w jakiegoś rodzaju kokonie ochronnym. Okazuje się też, że jego jak i robota pochłonął klaxiozaur, a reszta otrzymała rozkaz tymczasowego wycofania się i przegrupowania. W samej kwaterze głównej Miku wygarnia Ichigo, że ta za mało uwagi zwraca na swojego partnera i go zwyczajnie w świecie ignoruje.

    Zanim jednak dziewczyny rzucają się sobie do gardeł - następuje odprawa: ekipa ma godzinę na rozprawienie się z kaiju i uratowanie Goro, w przeciwnym wypadku Plantacja będzie musiała skorzystać z ciężkiej artylerii aby sprowokować potwora do autodestrukcji poświęcając także pilota, który w nim utknął o ile będzie to konieczne. Tutaj wywiązuje się jeszcze emocjonalna rozmowa między Ichigo a Goro za pomocą kanału komunikacyjnego - gdzie ta wypomina mu, że zawsze stawia jej bezpieczeństwo ponad swoje. Przy okazji niespodziewanie Zero Two wyraża opinię, że jest szansa na uratowanie członka ekipy - bo potwór ma jeden słaby punkt, który inni wcześniej przeoczyli. Wydaje się, że robi to ze względu na Hiro i jego relacje z Goro. W ten sposób Ichigo zostaje przetransportowana do wnętrza i "nurkuje" w nim aby dostać się do pozostawionego tam mecha i partnera-pilota.

    Jest też więcej wspomnień z okresu dzieciństwa - tym razem od Goro i jego pierwszej interakcji z Ichigo. Po tym przekonujemy się, że to co planował to oszczędzanie energii robota na autodestrukcję tuż przy rdzeniu kaiju, ale zanim przekręca kluczyk aktywujący w mechu pojawia się Ichigo i już razem uciekają, zostawiając jednak drobny prezent dla klaxiozaura w postaci ładunku wybuchowego, który rozsadza w glorii i chwale od wewnątrz.

    I jeszcze na koniec Goro bezpośrednio wyznaje swoje uczucia prosto w twarz Ichigo. Jak widać doświadczenie bliskiej śmierci dało mu pewną perspektywę i odwagę do wypowiedzenia tego co wobec niej czuje, bo drugiej okazji być może nigdy nie być. Also friendzone tak na 50%, bo coś z tego może jeszcze być dla Goro.

    #anime #animedyskusja #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: diftxx-2.jpg

  •  

    @szogu3 niedawno zapytał się mnie, czy nie chciałbym napisać tekstu lub dwóch na jego bloga. Wyraziłem zainteresowanie i tak poza zwyczajowymi recenzjami, czy podsumowaniami odcinków tutaj oraz pod moim tagiem, część tekstów będzie się pojawiać u niego. Na początek postanowiłem przelać w tekst parę słów na temat Mob Psycho 100... co absolutnie przypadkiem złożyło się wraz z zapowiedzią drugiego sezonu, bo powstał on na ponad tydzień przed ogłoszeniem, a opublikowany został dzisiaj.

    Także ten, mam nadzieję, że współpraca będzie owocna i moje teksty będą nadawały się do czytania

    Będą się one pojawiać tam pod nickiem Bizarre Content.

    Link do wpisu gospodarza strony

    Bezpośredni link do tekstu

    #anime #jaqqubizarrecontent #mobpsycho100 #manga
    pokaż całość

    +: szogu3, Krathac +6 innych
  •  

    ❗W niedziele studio BONES zapowiedziało to, na co wielu fanów anime czekało. Drugi sezon pewnej oryginalnej, pięknie wyglądającej i zanimowanej serii. W dodatku nieraz rozbrajającej swoim poczuciem humoru. W fandomie zagrzmiało, euforyczne wiwaty słychać aż do dzisiaj.

    Mob Psycho 100 to jednak nie tylko potężny zastrzyk komedii. Co więc kryje się pod płaszczem gagów, super silnych bohaterów oraz pięknych kolorów?

    Na ten temat opowie Wam więcej Bizarre w pierwszym artykule na Leniwcu! Serdecznie zapraszam!

    http://www.leniwiecpisze.pl/2018/03/for-mob-with-love/

    #anime #komiks #marvel #ciekawostki #jaqqubizarrecontent #leniwiecpisze
    pokaż całość

    +: S...........o, wooles +6 innych
  •  

    #mahoutsukainoyome - od razu zabieram się także za odcinek numer dwadzieścia dwa, w ramach jeszcze szybkiego przypomnienia z "dziennikarskiego obowiązku": zakończyliśmy na tym, że zarówno Elias chciał wykorzystać Stellę do tego aby zdjąć z Chise klątwę, a także Cartaphilus opanował jej ciało aby dotrzeć do głównej bohaterki i zaproponować jej pewną transakcję. Tak więc, z jednej strony protagonistka mocno pogniewała się na swojego opiekuna, a z drugiej postanowiła pójść na rękę villainowi i dokonać z nim barteru, gdzie może uratować swoje życie i uwolnić dziewczynkę, ale za jaką cenę to będzie? Tego pewnie dowiemy się w tym odcinku.

    A więc Chise budzi się w piwnicy u naszego złoczyńcy, gdzie obok na ziemi leży nieprzytomna, ale wciąż żywa Stella. Szybko też o swojej obecności we własnych czterech ścianach daje znać Cartaphilus i zachęca bohaterkę aby przeszła do drugiego pomieszczenia, gdzie właśnie się znajduje. Tam widzimy znajomą salę operacyjną, wraz ze stołem na którym eksperymentował ze smokiem parę odcinków temu. Na miejscu wciąż także jest drugi z porwanych gadów, zamknięty i spętany w klatce. Okazuje się też, że moje przypuszczenia się sprawdziły i rzeczywiście Joseph/Cartaphilus jest przeklęty, ale jego klątwa dotyczy wiecznego egzystowania, co powoduje, iż ciągle szuka sposobu aby uwolnić się z tego świata. Doskonałą okazją jest tutaj, to co spotkało Chise po próbie uspokojenia smoka - czyli spaczenie spowodowane smoczą magią, które powoli ją będzie zabijać. Villain chce koniecznie dostać tę rękę - w zamian proponuje cząstkę swojego ciała dla zrównoważenia bycia przez nią Sleigh Beggy (jakby ktoś zapomniał, ten fakt też wykańcza naszą bohaterkę). Cała scena ogólnie jest dość niepokojąca i mocno thrillerowa/horrorowa. Tym bardziej, że np. złol ot tak sobie wydłubuje oko jako dowód "dobrej woli" i element barteru... a później to samo robi z Chise. Jeszcze te mlaskające dźwięki, brrrr matko kochana.

    Jeszcze zanim przejdę dalej do odcinka, chciałbym tutaj krótką dygresję. Ciekawi mnie bardzo, czy motyw oczu i bycia przez nie nośnikami jakiejś mistycznej mocy/energii jest bardzo mocny w japońskim folklorze. Wydaje mi się, że może tak istotnie być. Głównie przez to, że ten motyw był również bardzo akcentowany np. w xXxHolic (które polecam, zarówno w formie anime, jak i mangi - rewelacyjna pozycja), w pewnym momencie stał się nawet motywem przewodnim, a oko głównego bohatera było znaczącym McGuffinem napędzającym rozwój postaci. Podobnie zresztą sharingan z Naruto. Takie to moje drobne spostrzeżenie tak całkowicie na marginesie.

    Podczas, gdy Cartaphilus przeprowadza operację usunięcia rączki wraz z klątwą u Chise, ta zapada w trans i "przenosi się" do swojej przeszłości, a może raczej wspomnień, które pod wpływem traumy zostały zepchnięte w odległe partie pamięci, a teraz powróciły pod wpływem działań złoczyńcy. W ten sposób, po raz drugi widzimy, iż nie od początku jej rodzina była rozbita i nieszczęśliwa, a był też okres, w którym żyli sobie całkiem normalnie. Ponownie mamy też utwierdzenie w fakcie, że wszystko się spartoliło, gdy jej ojciec oraz młodszy brat zniknęli. Co jednak takiego się wydarzyło? Plus dowiadujemy się, że jej matka najprawdopodobniej także była Sleigh Beggy i generalnie jej ojciec również miał zdolności magiczne. Więc protagonistka pochodzi z klanu, który był związany ze światem duchów i wróżek. Znów pojawia się pytanie - dlaczego jednak nie znalazł się nikt z rodzin jej rodziców aby ją zaadoptować po całej tragedii?

    I tak Chise ogląda wszystkie szczęśliwe wydarzenia z rodzinnych lat, aż pojawia się przed nią fragment duszy Cartaphilusa będący reprezentacją oka, które od niego otrzymała i wywiązuje się rozmowa o tym, dlaczego Joseph chce aby śledziła swoją przeszłość - są generalnie dwa powody, aby zranić jej uczucia poprzez przeżycie znów chwili rozpadu jej rodziny, jak i dla zachowania spokoju podczas operacji. Szybko jednak ten fantom znika, a my wracamy do odkrywania tajemnic z sprzed kilkunastu lat... tutaj widzimy jak przy ich domu pojawia się magiczne stworzenie, po którego wizycie ojciec bohaterki pakuje rzeczy do dużego plecaka i zabiera ze sobą jej braciszka. Na jego twarzy maluje się jednak przerażenie i ból gdy opuszcza dom, chociaż skrywany pod maską. To był ostatni raz kiedy widziała go Chise, a po jego zniknięciu jej matka musiała znaleźć pracę, nawet jeżeli jej słabe ciało jej przeszkadzało w sprawnym jej wykonywaniu, no i lgnące do niej magiczne stworzenia jej tego nie ułatwiają. No i coś do nich przylgnęło na dodatek np. atakując Chise i ją raniąc. Zaczyna się w tym momencie robić bardzo niepokojąco... oraz coraz bardziej feelsowo i smutno. Matka stara się chronić protagonistkę za wszelką cenę, ale stres i stan jej ciała zaczynają mieć na nią negatywny wpływ - szczególnie pod względem psychicznym. Aż się człowiekowi tak nieprzyjemnie w środku robi przy scenie, gdy Chika zaczyna dusić swoją córkę, by szybko uświadomić sobie co takiego zrobiła... i podjąć jeszcze gorszą decyzję, czyli popełnić samobójstwo.

    Całe to doświadczenie jednak pozwoliło w pewien sposób uwolnić się od traumy MC, poukładać wydarzenia z przeszłości tak jak naprawdę miały miejsce i w pewien sposób "pogodzić" się ze swoją matką, gdy mogła zobaczyć jak naprawdę to wszystko wyglądało. Okazuje się, że jej matka bardzo ją kochała i chciała chronić, a incydent był wynikiem stresu i załamania - nie nienawidziła córki ani nie chciała jej śmierci, to dopowiedział sobie już tylko młody pełen żalu umysł Chise. So much feels (╥﹏╥)

    No i sama końcówka przynosi bardzo ciekawy obrót spraw, gdy protagonistka atakuje Cartaphilusa i chyba chce zajrzeć siłą w jego przeszłość.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: mny-6.jpg

  •  

    #darlinginthefranxx - opuszczamy plażę i ruiny dawno zapomnianego miasteczka by powrócić pod przytulną kopułę Plantacji numer 13. Nawet jeżeli poprzedni odcinek (jaki opisywałem, przez pracę i run Jasona Aarona przy Thorze jestem wciąż w plecy z anime) był nieco fanserwisowy, to i tak moim zdaniem udało się autorom wrzucić tam całe mnóstwo bardzo ciekawych momentów, a także parę "character moments" z przyjemnymi interakcjami między bohaterami. Ogólnie za każdym razem jestem zaskoczony ile treści udaje im się upchać bez popadania w info dump, czy rozwleczone ekspozycje.

    Tym razem nie tracimy czasu jednak i od pierwszych sekund zaprasza się nas do obserwowania starcia naszej kolorowej gromady mechów z cyber-kaiju. Co lepsze - cała akcja idzie w rytm lecącego w tle rapu, nie powiem ale lekko mnie zaskoczył dobór muzyki, tym bardziej, że wcześniej się tego typu utwory tutaj nie pojawiały. No i oczywiście DintFXX bez fanservice'u to nie byłoby prawdziwe DintFXX, nie ma to jak śluz klaxozaura przesiąkający do kokpitu, gdzie rozpuszcza stroje damskiej części ekipy. Biorąc jeszcze pod uwagę gdzie umiejscowione jest "kierownica" - chłopaki mieli naprawdę ciekawą perspektywę. Swoją drogą, to intrygująca taktyka i dywersja ze strony kaiju na to jak unieruchomić mechy. Chociaż na koniec i tak Hiro udaje się zachować silną wolę przy uśmiercającym ataku.

    Owocuje to wszystko tym, że dziewczyny ogłaszają zorganizowany bunt przeciwko męskiej części załogi - hasztag me too. Z drugiej strony Zero Two na całą akcję ma wyjebane (chociaż trochę ją bawi cała sytuacja), a chłopcy starają się sabotować i podkopywać na ją na każdym kroku. Generalnie okazuje się też, że w "normalnych" warunkach okres dojrzewania jest ściśle kontrolowany i monitorowany przez Plantację, w tym przypadku jednak - nasz skład, jako jednostka testowa, zostaje pozostawiony sam sobie w obliczu burzy hormonów aby zobaczyć jak sobie z nimi poradzi.

    Po tym jednak znów mamy pokazane, że Mitsuru zażywa jakieś tabletki i na tym etapie jestem pewien, iż nie są one tylko na efekty uboczne pilotowania z Zero Two, ale będą pełnić jeszcze inną rolę fabularną. Nie pokazuje się czegoś tak wyraźne, żeby tego później nie użyć... będę jednak bardzo zdziwiony i rozczarowany jeżeli ostatecznie okaże się to tylko strzelbą Czechowa. No i gdy do szklarni wchodzi Kokoro aby podlać kwiaty - mamy zbliżenie na rośliny i nie powiem, ale to jedne z najładniej narysowanych jakie miałem okazję widzieć w anime, szczegółowość powalająca. Następnie powracamy do domu, gdzie dziewczyny starają się poszukać czegoś do jedzenia po tym jak kuchnia została zdobyta przez drugą frakcję w wojnie płci. Tym samym trafiają przypadkiem do nieużywanej części willi. Tam też znajdują tajemnicze, zaplombowane drzwi. Póki co jednak zostawiamy je w spokoju, gdyż Zero Two (przynajmniej na razie) stawia na solidarność jajników i planuje akcję przeciw chłopcom... jednocześnie realizująca własne cele, które zakładają podkręcenie konfliktu i ucieka z bielizną pozostałych bohaterów. Owocuje to tym, że rusza za nią w pościg Hiro, a animatorzy mogą się pobawić cudowną animacją ruchu jaką odwalają przy Zero Two tutaj. Do tego mamy jedną z najlepszych nie-fanserwisowych scen w historii anime, gdzie głównym bohaterem jest bielizna. Odjebali tą całą scenę absolutnie perfekcyjnie. Cała heca zostaje przerwana przez pojawianie się z interwencją opiekunów, którzy silną ręką kładą kres konfliktowi. Ostatecznie obie frakcje dochodzą do wniosków, że jednak potrzebują siebie nawzajem, nie ważne jakby się od siebie różnili.

    Gdy reszta ekipy podziela to zdanie - Miku postanawia być uparta i ucieka do opuszczonego skrzydła willi, do którego dziewczyny trafiły wcześniej. Tam też dochodzi do pierwszego pomniejszego zwrotu akcji w fabule, gdzie odkrywa ona, że zaplombowane pokoje należały do poprzedniej ekipy pilotów z Plantacji numer 13. Stan pokojów wskazuje na to, że władze traktują Pasożyty jako coś, co można łatwo zastąpić i nie głowili się nawet z tym, żeby usunąć pozostałości po nich, wierząc że nawet jeżeli Hiro z ekipą znajdą je - to zignorują w swoim wpojonym fanatycznym oddaniu cyber-papieżom.

    Nowy ending jest ok, ale do poprzedniego nie ma startu ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: diftxx.jpg

  •  

    #darlinginthefranxx - no jakże to tak anime bez odcinka plażowego? Niemniej jednak nasi bohaterowie zasługują na chwilę wypoczynku po bitwie kończącej pierwszy akt, gdzie Hiro i Zero Two w końcu mogą swobodnie wspólnie pilotować, a na horyzoncie pojawiają się nowi, wcześniej nie znani bohaterowie, o których póki co nic nie wiadomo. Nie wiemy też, czy pochłonięcie przez MC-kuna tej niebieskiej narośli niesie ze sobą jakieś negatywne skutki uboczne lub w jakikolwiek sposób go fizycznie zmieni.

    Ogólnie ciekawe, czy ten akwen wodny znajduje się na powierzchni, czy też pod kopułą jak ludzkie osady w tym uniwersum. Niby Ichigo mówi, że są ponad ziemią... ale drobna nuta pytań i tak pozostaje - dotychczas widzieliśmy tylko zrujnowanie pojedyncze budynki oraz niezmierzone pustkowie, a tutaj mamy jakieś morze/ocean plus zieleń i generalnie mocno odstaje od reszty post apokaliptycznego świata. Pomijając już te całkowicie bezsensownie myśli, to dowiadujemy się, że Hiro i ZT są oficjalnie ustanowieni jako para pilotów i zatwierdzeni przez cyber papę. Ichigo jest oczywiście wciąż zazdrosna (chociaż z drugiej strony cieszy ją, że Hiro wyrwał się ze stanów depresyjnych). Also - wydaje mi się, że Goro przypadł go gustu strój plażowy jego pani pilot.

    Dodatkowo cyber-papieże zdają się być zarówno nieco zaskoczeni, jak i zadowoleni z wyniku przemiany Hiro (ten nazywany jest "specjalnym okazem", hmm) - jednocześnie jednak nakazują ścisłe monitorowanie Plantacji 13. Dodatkowo powierzona zostaje mu (póki co nieświadomie dla MC-kuna) misja doprowadzenia naszej różowowłosej bohaterki do jakiegoś miejsca, z którym papy wiążą wielkie nadzieje "na coś". Kolejna zagadka o to, o co tak naprawdę w całej tej rozgrywce i walce z kaiju chodzi. Mamy także pierwszą interakcję z pilotem w białym stroju a Hiro, póki co była to tylko krótka wymiana uprzejmości (chociaż nie podzielił się swoim numerem, ani imieniem o ile takie posiada). Also - a jednak prawdziwa plaża poza kopułą Plantacji.

    Jako, że do tej pory w odcinku jednak niewiele było plaży, to pora na wejście z fanserwisem na pełnej bulwie. Ale już scena między Hiro i Zero Two skupia się bardziej na emocjach i więzi jaka między bohaterami się wytworzyła. Wygląda też na to, że nie do końca ich wspólne pilotowanie będzie pozbawione skutków ubocznych dla głównego bohatera, a przynajmniej tak to można wywnioskować ze słów Doktora Franxx, który skonstruował mechy. Ogólnie w odcinku między zbliżeniami na tyłki i biusty znalazło się sporo miejsca na całkiem przyjemne i dużo mówiące o postaciach interakcje. Nawet Mitsuru i Ikuno - chociaż nie przepadają za sobą jako para pilotów, to ich wycofanie i obserwowanie reszty z odległości pokazuje dlaczego zostali dopasowani do siebie. Reszta męskiej części ekipy tymczasem próbuje wydębić od MC-kuna informacje o tym jak wygląda pocałunek. O znalazło się nawet miejsce na drobną "przygodę" i ukrytą, tajemniczą ścieżkę. Na jej końcu odkrywają coś, co mogło być kiedyś małym, nadmorskim miasteczkiem, chociaż i tak zachowanym w całkiem niezłym stanie w porównaniu do reszty świata, który widzieliśmy. Tutaj muszę bardzo pochwalić ludzi, którzy odpowiadają za tła i ogólnie otoczenia, bo wygląda to świetnie. W środku osady znajdują stary, zapuszczony dom, a ten okazuje się być oryginalnym budynkiem na jakim wzorowana była ich siedziba wewnątrz plantacji, a także książki i inne elementy dawno zapomnianego rozdziału w ludzkiej cywilizacji.

    Poza tym chciałem jeszcze zauważyć, że ten odcinek był wręcz wypełniony takimi drobnymi elementami świetnej animacji. Na to anime po prostu bardzo dobrze się patrzy i widać talent oraz kompetencje osób nad nim pracujących w tym elemencie: nie było wielkich momentów sakugi, ale całość po prostu stała na bardzo wysokim poziomie. Dla przykładu: ten mały fragment, gdzie Ichigo próbuje chodzić po śladach Hiro na piasku.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #darlinginthefranxx - tydzień temu zostawiliśmy bohaterów czekających na bitwę z małą hordą naszych niebieskich kaiju, która w pewien sposób pewnie ma podsumować ten pierwszy akt w historii nam opowiadanej. Plus oprócz budowania napięcia przed niechybnym starciem, mieliśmy również sporo ciekawych momentów wynikających z samych interakcji między bohaterami, czyli w szczególności: Goro i konflikt na temat tego co zrobić z informacja o stanie zdrowia Hiro (temu wyrosła niebieskawa narośl na klatce, która stanowi jakiegoś rodzaju efekt uboczny pilotowania z Zero Two), emocjonalną rozmowę między Ichigo a różowowłosą "demonicą" oraz bólu dupska Mitsuru o MC-kuna ciąg dalszy.

    W scenie otwierającej przez tę pustynię i widok na słońce, miałem mały flashback z tego jak zostało nam przedstawione Tatooine w pierwszej odsłonie Star Wars. Tę całkowicie losową myśl, kompletnie nie związaną z niczym czym właściwie to anime stoi, szybko przerywa obraz pędzącej grupy potworów... za którymi sobie popierdziela sześcian z rogami. Utwierdza mnie to tym bardziej w przekonaniu, że klaxozaury to zdecydowanie bardziej maszyny niż cokolwiek biologicznego, ogólnie patrząc na to, że: a) ludzka technologia w tym uniwersum jest oparta o energię pozyskiwaną z magmy, b) te potwory także żywią się nią - wysnuwam więc taką myśl, która i tak pewnie dla każdej istoty myślącej była już dawno oczywista, że nasze kaiju są w rzeczywistości dziełem rąk ludzkich, które się wymknęły spod kontroli i w wyniszczającej wojnie zepchnęły swoich twórców do głębokiej defensywy. Dodatkowo całkiem możliwe, że sama Zero Two także jest dzieckiem eksperymentów. Lub ewentualnie będziemy mieć małe mrugnięcie okiem do widza i powiedzą nam, że potwory tak naprawdę spadły z nieba, a całość jest jednym wielkim odniesieniem do mitologii judeo-chrześcijańskiej, wink wink.

    O nie ma openingu, czyli shit gets real, taki jeden z bardzo popularnych zabiegów. Tutaj mamy tylko planszę z napisem i ucięcie sceny z przełożonymi naszych pilotów do zaprezentowania nam Ichigo, która zażywa dobroci łaźni. Oczywiście, że łechtają nasze fanserwisowe serduszka autorzy tutaj. Z drugiej jednak strony widać w jej zachowaniu, że pomimo dość nieprzyjemnego zakończenia rozmowy z Zero Two, stara się opanować emocje i całkowicie skupić na misji. Także w pokoju dzielonym przez Goro oraz Hiro czuć napięcie i niepewność co do ich losów w nadchodzącej batalii. Also jeszcze trochę fanserwisu. Odsuwając jednak to na bok, to współlokator MC-kuna wyrasta na drugą najlepszą (póki co) postać w Darling in the FranXX, dobrze rozpisano jego dylemat na punkcie wierności względem przyjaciela oraz szacunek wobec jego decyzji, a czystym zmartwieniem, czy jeszcze go zobaczy żywego. Spowodowało to, że zaczął się wyróżniać na tle pozostałych i daje mi to nadzieję na rozbudowaną charakteryzację dla reszty ekipy. Welcome to the new level of friendzone Hiro! (ale tak już tak na poważnie, to ona chyba bardziej do siebie to mówiła i próbowała przekonać co do tego jakie uczucia ma względem protagonisty). Hiro uses: THE COUNTER FRIENDZONE! It's super effective!

    Podczas gdy nasi bohaterowie się mocowali z emocjami, klaxozaury dostały się w pobliże obu Plantacji i napierają w ich kierunku z pełną prędkością. Także mechy zostały wyprowadzone na pozycje startowe - oznacza to, że wszystkie figury są już na pozycjach i można bić w wojenne bębny. Przy okazji mamy też wgląd w wygląd robotów z drugiej ekipy i jak mówili, różnica w ich designie jest znacząca - podczas gdy sprzęt naszych bohaterów jest kolorowy i mocno spersonalizowany, ich maszyny przypominają typowo wojskowy standard... No i festiwal sakugi pora zacząć. Widać, że nad projektem czuwają weterani animowania walk wielkich robotów kroczących - oprócz tego fajnie zaprezentowano różnicę w doświadczeniu jakie mają na polu bitwy obie drużyny, gdzie tamci są zdyscyplinowani, skupieni na współpracy i jak najefektywniejszym radzeniu sobie z kaiju, a nasza wesoła ferajna to wciąż nieokrzesane dzieciaki, które za sterami mechów są dopiero od niedawna. Matko jaki ten ruch kamery i ukazanie przezeń akcji jest dobry - płynne wprowadzanie kolejnych przeciwników oraz robotów w kadr to poezja.

    Kiedy jednak inni walczą, Hiro oraz Zero Two muszą czekać jako, że są najmocniejszą kartą jaką Plantacje mogą zagrać w przypadku obecnej sytuacji. Umożliwia to jednak krótką wymianę zdań na temat powodów, dla których właściwie chcą pilotować (przy okazji protagonista wygląda jakby był o sekundy od zejścia na tą lepszą stronę), by po chwile wykonać manewr flankujący na nacierającą hordę i dołączyć się do morderczego tańca. Co owocuje jeszcze większymi ilościami pysznej animacji. A i muzyka też jest spoko. W trakcie walki jednak widać, iż protagonista trzyma się jedynie siłą własnej woli przy utrzymywaniu świadomości, a narośl zaczyna obejmować coraz większe połacie jego ciała i nawet jeżeli wyjdzie z tego żyw, to nie ukryje jej przed resztą składu... chyba, że zadziała ona w zupełnie inny sposób, o czym pisałem w poprzednim tygodniu na temat spekulacji co do możliwej transformacji MC. Zostawiając to na boku - obstawa naszej kostki z rogami została wyeliminowana i drużyna z Plantacji 26 przystąpiła do jej neutralizacji, oczywiście nic nie idzie zgodnie z planem, a wewnątrz niej skrywał się wielki, humanoidalny kaiju, którzy robi z robotami co chce, tak że na polu bitwy została reprezentacja P13 i Strelizia w odwodzie. Plus na przestrzeni bitwy Ichigo raz za razem udowadnia, że jest bardziej niż kompetentnym dowódcą na polu walki. Also - Triggerowe efekty świetlne to miód na moje oczy.

    Nie jest to jednak koniec, bo tak zwana kupa ląduje w tak zwanym wentylatorze. "Cios kończący" nie dał rady, a wykończony Hiro ostatecznie mdleje pozostawiając robota oraz Zero Two praktycznie bezbronnymi wobec kontrataku. A Ichigo dostaje emocjonalnego załamania i jest w szoku gdy staje przed możliwością, iż MC-kun leży w swoim robocie w stanie niezbyt żywym, a Goro próbuje ją pozbierać do kupy. Tymczasem Hiro ma przedśmiertne zwidy, a dramatyzm jeszcze skacze, gdy jeszcze na chwilę odzyskuje świadomość i może tylko patrzeć na to jak Zero Two szarpie się próbując zrobić cokolwiek przygnieciona pod naporem klaxozaura. Okazuje się, że akceptując ten "dar" od niej w postaci narośli - może się mu przeciwstawić i niejako, hmm, wchłonąć? Bardzo to ciekawe, no i sama scena gdy odzyskuje siły i obejmuje Zero Two była absolutnie rewelacyjna. Tym samym Strelizia wraca do gry i masakruje kaiju. No i finał tej walki to jebane mistrzostwo.

    Tak też kończy się pierwszy duży akt w Darling in the FranXX i zostają nam zateasowani nowi, tajemniczy piloci.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #darlinginthefranxx - w poprzednim epizodzie Hiro w końcu wlazł do mecha razem z Zero Two, co prawda zrobili to oboje nieco wbrew rozkazom i powodując lekkie straty materialne oraz wysyłając kilku żołdaków na dłuższą rehabilitację w szpitalu... ale hej, w końcu jednak uratowali sytuację i zakończyli dzień epicką sceną pokonania przerośniętej stonogi. Przy okazji to co się dzieje na /a/ oraz na /r/anime wokół Darling in the FranXX jest dosłownie szalone: ile różnych tekstów analizujących siłę mechów, czy różne dywagacje na temat tego jak fabuła może się rozwinąć, jakie plot-twisty mogą nasz czekać etc. No wykwitło tego całe multum. Zawsze cieszy mnie tego typu aktywne zaangażowanie społeczności.

    Już ten odcinek zaczynamy od informacji, że całe te plantacje są o wiele bardziej mobilne niż początkowo mogło się sądzić i teraz możemy obserwować "spotkanie" dwóch takich ruchomych miast. Pewnie będzie to także oznaczać pojawienie się nowych postaci mniej lub bardziej istotnych dla fabuły, czyżby drobna rywalizacja między Hiro i ekipą, a przedstawicielami innej drużyny pilotującej wielkie roboty kroczące? Wydaje się, że do tego może to zmierzać. Co więcej mamy też wewnętrzy monolog MC-kuna, który dodatkowo podpowiada widzowi w jak sterylnych warunkach zostali... hmm, wyhodowani (?) bohaterowie. Na pewno w śród lekcji nie mieli przystosowania do życia w rodzinie, ani filmów "przyrodniczych" dostępnych. Plus nazywanie "pocałunkiem" połączenie dwóch plantacji w celu wymiany paliwa - mniej lub bardziej subtelnych nawiązań do ludzkiej seksualności ciąg dalszy.

    Po tym krótka wymiany uprzejmości między oficjelami, tutaj cyber-biskupi (albo może cyber-kardynałowie) podają sobie ręce, tam prezentacja drużyn pilotów, duże przemowy i zagrzewanie do walki, gdyż atak dużych ilości kaiju na zgromadzone zasoby magmy jest wręcz bardziej oczekiwany niż "prawdopodobny".

    W sumie, to jak Goro ubiera się o poranku jest wykonane z zadziwiającą szczegółowością i płynnością animacji, przywiązywanie uwagi do takich pierdół przez autorów jest w sumie bardzo fajne, nawet jeżeli ma to służyć tylko jako: "hej, patrzcie robimy to, bo po prostu możemy" i nie stoi za tym nic więcej. Po chwili okazuje się jednak, że Hiro nie jest w najlepszej formie, a właściwie rozpala go gorączka i wygląda na osłabionego, czyżby jakieś efekty uboczne z opóźnionym zapłonem po pilotowaniu wraz z Zero Two? Ten twierdzi jednak, że pomimo tak wyraźnych objawów czuje się świetnie i dołączają do reszty w dużym pokoju - tam znów dosłownie nam bohaterowie wykładają na tacy, to jak mają wyprane mózgi aby być posłusznym względem dorosłych. Zastanawiam się, czy motyw buntu przeciwko autorytetom i władzy nie będzie później bardziej wałkowany i nie urośnie do jednego z motywów przewodnich, bo wygląda to tak jakby częściowo do tego miało zmierzać.

    Zachowanie Hiro, szczególnie podczas rozmowy z Ichigo i gdy reaguje dość nerwowo podczas próby poprawienia mu przez nią kołnierzyka, sprawiają wrażenie, że rzeczywiście z jego zdrowiem i samopoczuciem jest coś bardzo nie tak. Przy okazji podoba mi się, że ta powoli próbuje zaakceptować fakt, iż MC-kun pilotuje robota z kimś z poza grupy... ale obecność Zero Two nadal powoduje u niej bolesne ukłucie zazdrości. Also - ciekawe, że pomimo dość intymnej formy pilotażu mechów między parami, to jednak są osobne stoły dla dziewcząt i chłopców w stołówce do posiłków... no i jeszcze modlitwa do cyber-papieża przed posiłkiem, na którą Zero Two ma wyjebane i sobie polewa żarcie miodem. Kiedy kończą jeść Hiro zabiera swoją ko-pilotkę na wycieczkę po kwaterze mieszkalnej jego oraz pozostałych pilotów z plantacji. I mamy jeszcze głębszy wgląd w reżim jakiemu są poddawani: ustalone godziny na śniadanie, obiad i kolację, na kąpiele, na sen etc. Nie da się ukryć, że za wiele wolności oraz swobód nie mają. Plus Zero Two jak zwykle robi to potrafi najlepiej, czyli jest sobą. No i tła plus łagodna muzyka buduje klimat "przytulności" tego miejsca, nawet pomimo restrykcyjnych zasad w nim panujących.

    Tymczasem Ichogo jest poinformowana, że będzie musiała znosić widok różowowłosej nieco dłużej, gdyż cyber-papa wyraził łaskawie zgodę na przedłużenie partnerowania między nią a MC-kunem. Goro natomiast wciąż boi się o zdrowie oraz kondycję przyjaciela, po tym jak rankiem tego rozpalała gorączka, a Mitsuru łyka tabletki na ból dupy o to, że Hiro okazał się bardziej kompatybilny z Zero Two niż on sam (tak naprawdę, to nie na to, ale równie dobrze lekarze powinni mu przepisać maść na spieczone miejsca intymne). Swoją drogą, nie znam się za bardzo na kwiatach, ale ciekawi mnie, czy te które są w tej szklarni odpowiadają poszczególnym mechom pilotowanym przez bohaterów. Podejrzewam, że pewnie tak właśnie jest. Natomiast Hiro zdecydowanie czuje się coraz gorzej i wokół tego zaczyna być budowane napięcie oraz zagęszcza się atmosfera.

    Jeszcze więcej szczegółów ujawnia, że plantacja naszej ekipy różni się przynajmniej od tej, z którą właśnie są połączeni - podczas gdy tutaj każdy robot ma swoje cechy charakterystyczne i różni się od siebie, w tamtej mechy są identyczne. Okazuje się także, że sporo informacji jest przed nimi ukrywanych, a reprezentanci drugiego ruchomego miasta, jako że są starsi i bardziej doświadczeni, dysponują informacjami, do jakich bohaterowie dostępu nie mają. Coś tutaj jest zdecydowanie nie tak, szczególnie ich reakcja na pytanie od Zorome. Po tym spotkaniu Goro udaje się do pokoju, gdzie Hiro zwija się z bólu po podłodze. Swoją drogą - te badania zostały przeanalizowanie na reddicie, serio. Ktoś poświęcił czas na dość długi wpis rozkładający podane na ekranach informacje i próbował z nich samodzielnie wyciągnąć wnioski. Plus jeszcze wyszła tutaj teoria związana z japońską legendą o dwóch demonach, która była przytaczana np. w Re:Zero i spekuluje się, że MC-kun pod wpływem Zero Two może właśnie przemieniać się w Niebieskiego Oni, co miałaby sugerować ta narośl na jego klatce piersiowej, czy słowa opiekunów o tym, że reakcja jego organizmu jest zupełnie przeciwna wobec tego, co odczuwali inni piloci przy Zero Two. Ciekawe, czy to się sprawdzi.

    Podczas odprawy przed starciem z nacierającymi Kaiju dochodzi do małego spięcia, gdy okazuje się, iż piloci z drugiej plantacji mieli już styczność z Zero Two, które nie skończyło się dla nich pomyślnie, co więcej ich reakcja jest dość nerwowa, gdy dostają wiadomość, iż ich głównym wsparciem ma być właśnie Strelizia, a pozostali towarzysze Hiro zostać w odwodzie na wszelki wypadek. Goro ze swoją wiedzą ma problem z akceptacją tego, poza tym jeszcze Ichigo prosi Zero Two aby nie szarżowała i przypadkiem nie spowodowała wcześniejszego zejścia Hiro z tego łez padołu. "Are you trying to suck Hiro dry?" he he he. Also bitchslap i reakcja Zero Two na nazwanie jej "nieludzką" - rewelacyjna scena. No i jeszcze później złamanie emocjonalne Ichigo, a później rozmowa różowowłosej z MC-kunem, też miodzio.

    Ogólnie odcinek pozbawiony akcji, ale sporo informacji dostaliśmy w zamian.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    •  

      @jaqqu7: Wracając do

      Jakim cudem to ma ponad 8.4 na MAL, ludzie chyba mają jakiś syndrom sztokholmski względem KyoAni i łyknął każdą rzecz, nawet jeżeli w środku jest kupa, byleby miała ładne opakowanie.

      Chyba nawet jak wsadzą im najgorszą papkę to nadal będą tego bronić, bo to jest "poważne". Tak można stwierdzić czytając komenty z reddita czy tam mala.

    •  

      @jaqqu7: Odcinek szósty i okazało się że tej rozmowy na koniec 5 odcinka nie było, lol. Nie pociągnęli akcji dalej tylko znowu przeskoczyli do nie wiadomo dokąd. A sam szósty odcinek to wygląda jak filler mimo że to jest materiał źródłowy.

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    tl;dr jaqqu popiedoliło i napisał prawie 4,5 strony recenzji starego anime.

    Jedna z trudniejszych recenzji jakie do tej pory przygotowywałem, bo z jednej strony chciałem podkreślić jak najwięcej elementów składowych, z drugiej bałem się, żeby czegoś nie zaspoilerować, a przy tym anime o to nie trudno. Ostatecznie i tak wyszło mi ponad cztery strony tekstu, a anime, o którym właśnie będzie mowa, to...

    REVOLUTIONARY GIRL UTENA

    Nie jestem fanem shoujou, ani tym bardziej mahou shoujou. Ominęło mnie większość tego typu pozycji, bo poza ogólnymi założeniami dla serii takich jak Sailor Moon, czy Cardcaptor Sakura nic więcej o nich powiedzieć nie mogę. Ba nawet takie pozycje, które są w dużym stopniu redefinicją gatunku oraz dekonstrukcją, czyli w ostatnich latach przede wszystkim seria TV oraz filmy związane z uniwersum Magica Madoka – kompletnie przeszły obok mnie. Tak samo jak zresztą i dziesiątki innych, mniej lub bardziej popularnych serii romansowych etc. Właściwie jedynym shoujou, jakie kiedykolwiek mnie zainteresowało było Skip Beat!, ale i to tylko do pewnego momentu, gdzie seria przestała traktować swoją główną bohaterkę z szacunkiem, a zmieniło się w festiwal próbujących ją zdobyć coraz bardziej edgy facetów. Strasznie mnie to zawiodło, bo początkowo to była naprawdę świetna historia z bardzo dobrym i rozwiniętym elementem komediowym. Co więcej oferująca silne postaci kobiece, które nie są takie przez jakieś „moce”, ale przez ich charakter i charyzmę, jaką roztaczały. Generalnie ostatnią serią, podcodzącą pod mahou shoujo, to Flip Flappers, co do którego miałem i tak dość mieszane uczucia (głównie przez to, jaki zjazd zaliczyła pod względem poziomu w swoich ostatnich kilku odcinkach oraz paru mniejszych elementach, pojawiających się na tyle często, by były irytujące dla mnie). Nawet nie liczę tutaj Kill la Kill – te w pewnej mierze można podciągnąć pod pastisz serii mahou shoujo (nawet wydaje mi się, że moment, gdzie jeden z bohaterów bez niczego rozbiera się w dość specyficzny sposób, robiąc przy tym sugestywne pozy jest w pewnym stopniu parodią tropów gatunku), jednak brakowało tam prominentnego wątku romantycznego, plus dużo elementów było auto retrospektywą na serie, przy których ludzie z Trigger pracowali wcześniej. Z drugiej jednak strony pewne elementy KlK stają się dziwnie znajome, gdy zabierze się za jedno anime z roku 1997…

    …tym razem w ramach nadrabiania zaległości i oglądania serii, które powinienem mieć już dawno obejrzane, a które do tej pory leżały odłogiem na kupce wstydu i dziobały mnie widokiem puchnącej listy Plan-to-Watch na MAL’u – postanowiłem zapoznać się z Revolutionary Girl Utena. Ostatnio poświęcałem czas na rzeczy z ostatnich kilku lat wstecz, ale uznałem, że warto też w końcu sięgnąć po coś nieco starszego. Właściwie wszedłem oglądać bez uprzedniego większego sprawdzania, czym to anime jest, poza krótkim ogarnięciem synopsis i wiedzą, że wiele osób gorąco polecało, czy to w jakichś dyskusjach, czy w materiałach na YouTube. Miałem więc pewne minimalne oczekiwania co do poziomu, ale nie były one specjalnie wygórowane, biorąc pod uwagę gatunek, z którym (jak zaznaczyłem wyżej) nie miałem do tej pory wiele wspólnej historii. Będąc jednak już po seansie wszystkich 39 odcinków, jestem w stanie te wszystkie zachwyty zrozumieć i uprzedzając nieco fakty – to naprawdę fenomenalna pozycja. Z góry już mogę powiedzieć, że zdecydowanie warto po nią sięgnąć, ale z drugiej strony jednak nie jest ona pozbawiona również i dość wyraźnych wad. Do zalet oraz problemów przejdziemy później, zacznijmy od drobnego synopsis.

    Dawno, dawno temu żyła sobie mała księżniczka. Była ona bardzo, bardzo smutna, gdyż zarówno jej mama, jak i jej tato stracili życie. Pewnego dnia jednak, przed nią pojawił się szlachetny książę na białym koniu, niosący się po królewsku, a na jego twarzy gościł łagodny uśmiech. Objął on księżniczkę i otoczył zapachem róż, po czym delikatnie osuszył łzy z jej oczu i rzekł do niej: „Dziewczynko, która niesiesz samotnie w sobie tak wielkie cierpienie – nigdy nie strać tej siły oraz szlachetności nawet, gdy dorośniesz. Na pamiątkę naszego spotkania daję ci ten pierścień. On pewnego dnia doprowadzi cię do mnie ponownie.”. Prawdopodobnie książę dał jej w tym momencie pierścionek zaręczynowy. Księżniczka dorastała, będąc pod wrażeniem księcia tak mocno, że sama postanowiła zostać jednym z nich… ale czy na pewno to był taki dobry pomysł?

    Tak zaczyna się Revolutionary Girl Utena – od bardzo baśniowego wstępu, ale to nie jest tylko zabieg czysto stylistyczny, lecz integralna część narracji, o czym w kolejnym akapicie. Na chwilę zostawmy w spokoju ten element i przejdźmy do drobnego synopsis. W serii śledzimy losy tytułowej Uteny Tenjou – dziewczyny, która wbrew otoczeniu i stawianym przez dorosłych norm, chce być „księciem z bajki”, takim jakiego spotkała w dzieciństwie. W tym celu nosi się w męskich ciuchach, zamiast romansów i plotek, uprawia sport i chce udowodnić całemu światu, że płeć nie jest żadną przeszkodą w osiągnięciu celu. Szybko okazuje się, iż może udowodnić swoje racje, gdy zauważa jak inna uczennica jest traktowana przez jednego ze szkolnych playboyów jak przedmiot, co powoduje u niej wewnętrzy sprzeciw przekuty na wyzwanie oprawcy na pojedynek. Jednak szkolna rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana i skrywa sekrety, które wplątują ją w całą serię walk o przyniesienie światu „rewolucji” i posiadanie kontroli nad Różaną Oblubienicą. Co to jednak wszystko oznacza? Jak w całą sprawę wmieszana jest Rada Uczniowska (brzmi to znajomo, a nie mówiłem)? I czym, lub kim jest Koniec Świata wysyłający im tajemnicze wiadomości?

    Anime to, korzysta pełnymi garściami z tropów, jakie dostarczały tradycyjne baśnie, na jakich większość się nas wychowała. Jednocześnie stawia koncepty jak książę na białym koniu, czy bezbronna księżniczka zamknięta w wysokiej wieży (tak, w pewnym sensie wieża także występuje, choć jak wszystko w bardzo przewrotny sposób została użyta) i stawia je kompletnie na głowie. Dekonstrukcja mitów oraz elementów tak integralnych dla gatunku shoujou jak kobiecy eskapizm w świat marzeń o księciu z bajki jest tutaj na porządku dziennym. Z drugiej strony możemy obserwować również krytykę ukazania w nim męskości i zaborczego podejścia bohaterów z tego gatunku w stosunku do kobiet, gdzie obecnie można ten element idealnie np. zaobserwować w serii książek i filmów o Greyu. U Uteny szybko okazuje się, że to tylko maska i fasada, za którą próbują ukryć własną bezradność, ale w sposób, który uwidacznia ich hipokryzję oraz zainteresowanie własną osobą, przekonaniu o wyższości względem innych, aż do samego końca, gdzie nie potrafią spojrzeć poza obraz rzeczywistości, jaki sami dla siebie wytworzyli, co staje się przyczyną ich ostatecznej porażki. Nie tylko facetom jednak się obrywa, ale kobiety też mają tutaj wylany na siebie kubeł zimnej wody – zabawa uczuciami, kłamstwa, próżność, równie duże przekonanie o wartości i specjalności, co u części męskiej obsady.

    Revolutionary Girl Utena nie jest jednak jedynie krytyką gatunkowych tropów, ale także bardzo filozoficznie podchodzącą do tematu dojrzewania i budowy własnego „ja” serią. Porusza tematy takie jak seksualność, czy miłość – w różnych formach: relacje rodzeństwa, związek kobiety i mężczyzny, czy homoseksualizm. Uzależnienie emocjonalne od drugiej osoby, cielesność, niepewność własnej tożsamości i trudne próby jej budowania, zderzenie się postrzegania własnej osoby, indywidualizmu kontra oczekiwania i normy społeczeństwa. Utrata dziecięcej niewinności w obliczu wchodzenia w dorosłe życie i mierzenia się z problemami, które ono przynosi. Eskapizm w świat wyobraźni oraz zderzenie go z brutalną rzeczywistością. Nie jest jednak nam to podane „na talerzu” w sposób bezpośredni, ale raczej serwowane z użyciem metafor, alegorii i zmuszające nas do własnej interpretacji. Oglądanie tego anime totalnie bezrefleksyjnie powoduje, iż stracimy w ten sposób większość informacji, jakie do nas są kierowane. Trzeba zwracać uwagę absolutnie na wszystko, co się dzieje, bo elementy tła, montaż i reżyseria, poprzez użycie kolorów, nietypowych zabiegów formalnych i bardzo precyzyjne używanie drobnych podpowiedzi stara się nas nakierować na to, co chcą autorzy nam przekazać. Sporo rzeczy i tak może nawet umknąć uważnemu widzowi, bo Revolutionary Girl Utena uwielbia cytować także różne dzieła światowej literatury, które na języku polskim raczej nikt z nas nie przerabiał i do ich rozpoznania trzeba większej wiedzy w tym zakresie – ja osobiście bez sięgnięcia do materiałów na You Tube o kilku z nawiązań bym kompletnie nie wiedział i to tylko pokazuje z jak złożoną i wielowymiarową pozycją mamy do czynienia. A finał to już absolutnie mistrzostwo świata, to co tam udało się osiągnąć, jak wszystkie wątki i wydarzenia splotły się w tym jednym momencie, jaki miał wydźwięk oraz konsekwencje, no czapki z głów. Osobiście po prostu pozostawił mnie wbitego w fotel z opadem szczęki, że autorzy mieli jaja, żeby w ten sposób to zakończyć.

    Oprócz tego w swojej narracji używa jeszcze jednego mechanizmu – którego często się po prostu w baśniach nie zauważa. Świat ją otaczający jest zamknięty i statyczny, zatrzymany w pewnej niekończącej się pętli wydarzeń, a te muszą się zamknąć w cyklu, aż do momentu kulminacyjnego. Doskonale widać to na przykładzie kolejnych walk, w które jest wplątywana główna bohaterka, gdzie dosłownie każda z nich ma bardzo podobny przebieg. Utena dostaje wyzwanie, po czym przybywa na miejsce, musi przebyć drogę na szczyt wieży, gdzie jest właściwa arena – pojedynek po pojedynku jest to powtarzane w niemal ten sam sposób. Z czasem to ewoluuje, pewne elementy się zmieniają, a im bliżej jesteśmy końca, tym bardziej ponaglająca staje się piosenka, która ma nas wprowadzać w klimat walki o przywilej przyniesienia światu „rewolucji”. Przypomina to nieco rytuał lub ceremonię o określonych, stałych zasadach, których złamanie jest nie do pomyślenia. Początkowo nie jest to takie oczywiste i powtórzenia wydają się jedynie elementem mającym na celu ukrycie problemów z budżetem, ale szybko okazuje się, że tak nie jest i w rzeczywistości, nawet gdyby dysponowano nieograniczonymi środkami, seria w swojej strukturze narracyjnej wyglądałaby tak samo. Czasem jednak ten rytm jest przerywany w pewien sposób, aby zaskoczyć nas jakimś nieoczywistym zagraniem fabularnym lub zabawą z naszymi oczekiwaniami. Anime czerpie wręcz perwersyjną przyjemność z tego, by nas do pewnej rutyny przyzwyczaić, a następnie w najmniej oczekiwany sposób postawić to, co już wiedzieliśmy na głowę i kazać nam zredefiniować naszą interpretację.

    W tym miejscu wypadałoby powiedzieć jak zwykle coś o bohaterach, ale myślę, że wymagałoby to zbytniego zagłębiania się w szczegóły fabularne i spoilery. Charakter postaci i wydarzenia z nimi związane są tak mocno powiązane ze sobą, że mówienie o jednym, bez drugiego byłoby nieco karkołomne. Szczególnie, że sposób, w jaki są nam przedstawiani jest bezpośrednio związany z fragmentem historii, jaki ich w danym momencie dotyczy. Pierwszy raz w swoich recenzjach mam taki problem – wpływa na to też fakt, iż każda z postaci z Rady Uczniowskiej jest ostatecznie cholernie niejednoznaczna i posiada dwie twarze: tą publiczną, często będącą zaledwie maską ukrywającą prawdziwe intencje lub traumy oraz tą drugą prywatną, która jest odkrywana przed nami dopiero z czasem. A na dodatek, gdy udaje nam się ich już w jakiś sposób poznać, anime odkrywa przed nami kolejne karty i jeszcze raz stawia nasze zrozumienie na głowie.

    Zanim jeszcze zajmę się technicznymi kategoriami oceny, tutaj muszę pochwalić jeden element, który mnie trochę zaskoczył, a który bardzo ładnie wpisał się w dekonstrukcyjną naturę Revolutionary Girl Utena. Mianowicie w każdym odcinku mamy do czynienia z… teatrzykiem cieni. Poważnie – przed każdą walką odgrywana jest krótka scenka, używająca tylko sylwetek trzech tajemniczych postaci na ścianie – te z olbrzymią dawką sarkazmu i prześmiewczości komentują i naigrywają się z problemów bohaterów oraz wydarzeń, jakie właśnie śledzimy. Jest to tak abstrakcyjne, ale i fascynujące, że stanowi najlepszy, na wpół humorystyczny, a wpół auto-krytyczny (wobec postaci) element anime. W pewnym momencie nawet staje się bardzo meta, gdy główna bohaterka zaczyna mieć z nimi interakcje.

    Najlepszym określeniem na oprawę wizualną będzie chyba słowo – nierówna. Są w niej elementy zarówno wykonane absolutnie fenomenalnie, takie jak montaż, czy sama reżyseria odcinków. Podobają mi się tła, gdzie architektura bardzo wyraźnie nawiązuje do europejskiego neoklasycyzmu, czy paleta kolorów nadająca całości bardzo sennego, onirycznego klimatu, co idealnie wpisuje się w dekonstrukcję baśni. Ogólnie autorzy uwielbiają bawić się barwami, cieniami i światłem. Z tym ostatnim wiążą się podkreślenia ważnych dla danej sceny elementów, czy też nadawanie uczucia chaosu, gdy zaczyna ono „wariować” i w szalony sposób mrugać tworząc niemal stroboskopowy efekt. Zresztą nie da się ukryć, że anime z jednej strony jakiegoś bardzo dużego budżetu nie miało, jednak wpłynęło to zadziwiająco pozytywnie na niektóre rzeczy i spowodowało, iż autorzy musieli być bardzo kreatywni. Z drugiej strony natomiast spowodowało, że momenty sakugi są rzadkie, a choreografia walk praktycznie nie istnieje i gdyby nie ich emocjonalny poziom, który winduje pod sam sufit – to wypadałby dość blado, nie znaczy to, że są do końca pod względem animacji złe, po prostu akcenty z samej wymiany ciosów są przenoszone na inne części składowe. Do tego projekt postaci bardzo się postarzał przez te prawie 20 lat od premiery – istnieje chyba tutaj tylko po jednej sylwetce dla kobiet i mężczyzn, a jedyne różnice to tylko ewentualny wzrost. Twarze też nie zachwycają, a w szczególności oczy… te wyglądają bardzo słabo i mało „żywo”. Gdyby kiedykolwiek miał powstać remake, to na pewno moim zdaniem powinno się położyć duży nacisk na to, aby poprawić character design.

    Natomiast złego słowa nie mogę powiedzieć o muzyce – ta jest absolutnie niesamowita. Opening i endingi (są dwa, tym drugi w dwóch wersjach) – fantastyczne, miło mi się ich słuchało i ani razu nie miałem serca aby je pominąć. Jednakże prawdziwa siła tkwi w tym ile pracy włożono w przygotowanie dosłownie kilkunastu piosenek, każdą z unikatowym tekstem do użycia tylko podczas konkretnej walki. Naprawdę podziwiam kunszt kompozytora, bo tutaj wykazał się niesamowitą kreatywnością, a słowa każdej z nich są nierozerwalnie związane z przypisanym im pojedynkiem i stanowią nierozerwalną narracyjną całość. Nie raz musiałem stopować wideo, aby móc jednocześnie przeczytać dialog między bohaterami oraz tekst piosenki w tle, żeby mieć pełen obraz tego, co się dzieje na ekranie. Poza tym niemal chóralno-metalowy utwór „Zettai Unmei Mokushiroku” będący jednym elementem wspólnym dla każdego starcia, jest również używany w ciekawy sposób, bo im bliżej finału tym bardziej jego aranżacja się zmienia, przyśpiesza i staje się bardziej agresywna, tak jakby wykonawcy tracili cierpliwość w oczekiwaniu na zakończenie. Pozostała część OST’u to miks zarówno bardziej melancholijnych utworów granych na pianinie, jak i nieco elektronicznych, czy rockowych do dynamicznych scen – generalnie na bogato i z rozmachem.

    Będąc już przy samym końcu – chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na dwie drobne, ale bardzo denerwujące rzeczy, które nie pozwoliłyby mi wystawić Revolutionary Girl Utena maksymalnej oceny. Mianowicie po pierwsze: są odcinki typowo komediowe, poświęcone głównie tylko jednej bohaterce i jej dziwacznemu zachowaniu i urojeniach – i nie byłoby to złe, gdyby nie to, że są oparte na bardzo marny slapstick i mało subtelny dowcip z bardzo ciężkimi pointami. Absolutnie były okropne i odstawały od całej reszty jak gwóźdź wbity w tyłek. Drugą rzeczą są odcinki poświęcone na recapy: tych jest aż cztery (!) z czego jeden kompletnie pozbawiony jakiegokolwiek sensu, bo powiązano go z tymi marnymi komediowymi epizodami. W sumie to daje jakieś osiem zbędnych odcinków, wybijających z rytmu narracji oraz klimatu. Nic nie wnoszą (może poza jednym lub dwoma), a tylko przeszkadzają i to mocno.

    Kończąc już ten i tak przydługi tekst – to jest zdecydowanie seria, którą większość fanów anime powinna nadrobić. Nie tylko to jedna z lepszych historii jakie przyszło mi oglądać, ale i sposób jej podania jest absolutnie, nawet teraz te dwie dekady później, na tyle oryginalny oraz nietypowy, traktujący widza jak istotę inteligentną, że odmówienie sobie przyjemności zapoznania się z Revolutionary Girl Utena jest wręcz grzechem.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #darlinginthefranxx - czy w tym tygodniu Hiro będzie mógł w końcu wejść do mecha? Czy w końcu będzie mu dane użyć tyłka Zero Two? Czy cyber-papieże w końcu wydadzą zgodę aby ta dwójka została oficjalnie partnerami? O tym pewnie przekonamy się w tym odcinku, szczególnie biorąc pod uwagę w jakim stanie był ostatni pilot już po jednej przejażdżce z różowowłosą. Nawiasem dzisiejszy epizod w całości jest tworzony przez ludzi z Trigger.

    Mówiąc już o cyber-papajach, to od nich zaczynamy w tym odcinku i o niepokojącej aktywności kaiju jaką notują w ostatnim czasie. Czyżby to nie tylko energia z magmy je przyciągała, ale także obecność Zero Two? Byłby to intrygujący plot-twist jeżeli na coś takiego by się zdecydowali, co myślę, że może być całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę jej pochodzenie. Ciekawe jest to natomiast, że uznają Hiro i pozostałych z tej plantacji jako nieczystych oraz niegodnych aby wsiąść z nią do mecha - czym się mogą różnić od innych Pasożytów, na których obecność przy niej wyrażają już zgodę.

    Tymczasem Mitsuru, który był taki pewny siebie i arogancki, a także przekonany, że jest w stanie równie dobrze sprostać pilotowaniu w zamian za Hiro - teraz ma PTSD. Kolejna zagadka: co takiego w Zero Two powoduje, że jej wpływ na partnerów jest tak destrukcyjny? Do tej pory, szczególnie w poprzednim odcinku, dowiedzieliśmy się, że głównie obciążenie fizyczne oraz połączenie sensoryczne z robotem ciąży na kobiecej części załogi. W tym przypadku jednak jest inaczej i to męski pilot obrywa. Tutaj widzimy, iż obciążanie także psychologiczne i kontakt z nią może złamać kogoś, kto nie jest gotowy na podjęcie wyzwania. W sumie wyszła z tego ciekawa scena, gdy Mitsuru już całkiem traci panowanie nad sobą i wyrzuca z siebie co czuł, gdy Hiro podchodzi do niego z pytaniem o to co pamięta z pilotowania. MC-kun decyduje jednak, że nie może odpuścić tej okazji i skoro już raz był w stanie przetrwać, to musi spróbować kolejny. Oczywiście Ichigo się to w ogóle nie podoba, ale póki co odpuszcza.

    Po tym przechodzimy do rozmowy koordynatorów z Zero Two, gdzie ta ma w sumie gdzieś pozostałych pilotów i co się z nimi stanie, o ile da się jej możliwość pilotowania razem ze swoim "oblubieńcem". Coś mi mówi, że wynika to z tego jak osobiście jest traktowana przez wszystkich dookoła niej plus bardzo możliwe, że już tyle razy widziała ginących pilotów, że nie robi na niej to w tej chwili żadnego wrażenia. Natomiast obecność Hiro, jako kogoś, kto w końcu może połączyć się z nią bez obawy o swoje życie jest dla niej czymś, czego (prawdopodobnie) nie doświadczyła nigdy i sama czuje, że to okazja na pokonanie uczucia samotności oraz odosobnienia. Można powiedzieć, iż kieruje się trochę egoistycznymi pobudkami, ale w przypadku osoby, która była izolowana od pozostałych ludzi - w cale jakoś specjalnie nie dziwi i ma swój sens.

    Wydarzenia poprzedniego odcinka oraz pierwsze poważne starcie z potworami, wywarły także niemałe wrażenie na pozostałych, którzy sami powoli uświadamiają sobie jakie przeciwności ich czekają w nadchodzących walkach i skupianie się na Zero Two tylko może im przeszkadzać. Pochwalam to też, że Ichigo już nie ma tutaj takiej cieczki na punkcie Hiro i stara się być jak najlepszym liderem drużyny dla pozostałych... A zaraz po tej scenie nasz MC-kun sobie rozmyśla w łaźni dla facetów, gdy do niej wparowuje bezceremonialnie Zero Two i zaczyna go kusić, namawiając do wspólnej ucieczki z plantacji. Jak tutaj jej nie lubić, co? Intymny moment przerywa atak i alarm. Also okazuje się, że Mitsuru jednak zachował jakieś resztki woli walki, a jego partnerka postanawia, iż pomimo tego, że potraktował ją jak śmiecia ostatnio, to wciąż stanowią jedną drużynę i wspiera go. Tym samym do walki ruszają wszystkie cztery mechy, które mogą być pilotowane przez ziomków Hiro.

    Kolejny odcinek i kolejny kawał porządnej akcji z robotami i wielkimi potworami. Tak nawiasem, to ten kaiju wygląda jak elektryczna maszynka do golenia (lol). Tymczasem w HQ: Hiro i Zero Two są gotowi na rozpoczęcie misji, gdy po chwili otoczeni zostają przez wojskowych próbujących zmusić różowowłosą siłą do posłuszeństwa cyber-papieżom i wykonywania rozkazów jak na grzeczną dziewczynkę przystało. No i MC-kun w końcu podejmuje męską decyzję i postanawia nie odpuszczać, gdy możliwość pilotowania jest w zasięgu jego ręki, a odpowiedź Zero Two na jego wyznanie jest absolutnie fantastyczna - świetnie to wyglądało jak obezwładnia swoją eskortę i w paru ruchach, z gracją przebija się do Hiro. "You wanna to ride me, huh?" he he he he he ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ogólne cała ta scena jak zaczynają biec do robota jest rewelacyjna.

    No i MC-kun w końcu wlazł do tego mecha, co zaowocowało m.in. efektami świetlnymi, które są wizytówką studia Trigger i pomylić te charakterystyczne operowanie rozbłyskami z czymkolwiek innym. Also sakuga intensifies. Plus te teksty o lekkim zabarwieniu seksualnym - jaka ta seria jest dobra. Ech, jaka ta akcja na końcu jest fenomenalna - jeszcze to wejście endingu w wersji instrumentalnej tylko to podkreśla. Dziękuję Pan Trigger.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Taki tam krótki tekst na temat Kill la Kill

    Zanim przejdę do właściwej recenzji/wrażeń z seansu chciałbym jeszcze na początku wyjaśnić kilka kwestii dotyczących mojego stosunku do seksualnego fanservice’u w mandze i anime, bo uważam, że w ramach podejścia do Kill la Kill to może być pomocne w zrozumieniu mojego zdania o nim. Na początek powiem, że imho podejście samych Japończyków do erotyki jest… dziwne. Można wręcz powiedzieć, iż stoją w pewnym rozkroku, gdzie jednocześnie często potrafią (przynajmniej dla mnie) przekroczyć pewne granice dobrego smaku, gdy przychodzi do portretowania negliżu w mandze, czy anime (lub teleturniejach), a z drugiej trafiają się takie kwiatki jak np. rozpikselowane genitalia w ich pornografii. Dla śledzących moje wpisy – pewnie już dawno zauważyliście moje podejście do tego, że często bardzo młode, albo postacie tylko o wyglądzie przypominającym dziecko, mają być w zwyczaju pokazywane, jako obiekt seksualny. Jest to coś, co mnie mocno razi i przeszkadza, szczególnie to odczuwałem przy Flip Flappers, a ostatnio w Made in Abyss, gdzie uważam, że ten element w relacji Reg – Riko był totalnie zbędny, miejscami wręcz ocierający się o niesmaczny (jak np. żarty o, „he he”, penisie i erekcji). Nie mówiąc już o tym, że stało się to nawet obiektem żartów w fandomie, typu „Panie władzo, to tylko tysiącletnia bogini, jest całkowicie legalna!” – swoją drogą przypomniał mi się jeszcze jeden przykład z zeszłego roku: Grimorie of Zero, gdzie tytułowa Zero, jako „antyczna wiedźma” o ciele dziecka cały czas robiła jakieś seksualne aluzje i flirtowała. Jak ognia staram się więc unikać wszelakich show, w których można spotkać postacie typu „loli”, gdyż w większości z nich niestety tego typu elementów nie da się od tego uciec. Ot różnice kulturowe. Natomiast osobiście nie mam żadnego problemu z większością form fanservice – szczególnie, jeżeli jest integralnym elementem narracyjnym. Takie np. High School of the Dead, czy Kakegurui nie byłyby tym samym bez tego. Po prostu jest to wpisane w ich DNA i implementacja jego jest mocno zakorzeniona w samej opowieści. Tak samo to wygląda w Kill la Kill – fanservice jest tutaj czymś inherentnym, powiedziałbym, że nawet jednym z najlepszych przykładów tego jak można ten element użyć do powiedzenia czegoś więcej niż tylko do „cieszenia oka”, ale o tym nieco później…

    …generalnie jak pewnie większość serii, które sobie w ostatnim czasie oglądam, jest już dawno obejrzana przez większość ludzi, jacy mieli styczność z anime w przeciągu ostatnich kilku lat. Mimo wszystko, przechodząc już do właściwej części tej recenzji, powiedzieć kilka słów synopsis o tym, o czym właściwie Kill la Kill opowiada.

    Witamy więc w prestiżowej szkole średniej, a właściwie całym ośrodku miejskim, w którego centrum znajduje się owa placówka - Honnouji Academy. Ta jest rządzona silną ręką Rady Uczniowskiej, na której czele stoi apodyktyczna, żelazna dama Satsuki Kiryuuin, trzymająca za mordę uczniów z pomocą swoich czterech elitarnych podwładnych. I tak w tej despotycznej rzeczywistości głównym wyznacznikiem statusu dla uczniów i ich rodzin jest to jak sobie radzą w szkole, ich wyniki bezpośrednio przekładają się na jakość życia, a co więcej mogą otrzymać uniform Goku, który ma możliwość obdarzenia ich supermocami. W tym miejscu do akcji wkracza nasza główna bohaterka: Ryuuko Matoi, ta wiedziona chęcią poznania tożsamości mordercy jej ojca i powodów, dla których musiał zginąć a jej dom zostać zrównany z ziemią przybywa do Honnouji w poszukiwaniu odpowiedzi. Tak też zaczyna się pierwsza połowa anime, skupiająca się głównie na kolejnych pojedynkach MC z przedstawicielami różnych kół zainteresowań w szkole, każdy z nich dysponujący coraz potężniejszym strojem, by móc w końcu stanąć naprzeciw samej Satsuki i jej przybocznych. Zanim to się jednak staje – pokonana w jednym z pierwszych pojedynków ląduje z powrotem w swoim domu, gdzie okazuje się, iż jej ojciec skrywał więcej tajemnic niż przypuszczała, szczególnie, gdy w głębi piwnic odnajduje stworzony przez niego specjalny, samoświadomy strój bojowy: Senketsu…

    Pierwsza połowa, bo Kill la Kill ma dwie wyraźne strony, które są równie różne od siebie, co komplementarne. Historię zaczynamy jako dość standardowy battle-shounen z mocnym fanservice, jednak z czasem – okazuje się, że za całą cielesną ekspozycją stoi więcej treści niż się wydaje. Szczególnie po połowie, gdy wkraczamy w drugi cour, który w dużej mierze porzuca radosny i szalony klimat z pierwszych odcinków. Nadal sam koncept świata i walki ze złą organizacją próbującą opanować świat za pomocą włóczki z kosmosu i ruchu oporu składającego się z nudystów jest niezwykle pokręcony, a i humoru nie brakuje... jednak pod tą otoczką zaczynają pojawiać się dużo poważniejsze wydarzenia, całość staje się mroczniejsza i cięższa. Muszę w tym miejscu także pochwalić to jak zrealizowano główny plot twist, który początkowo dość prosty, szybko okazywał się mieć drugie i trzecie dno, stając się prawdziwie wielowymiarowym wydarzeniem. Na wierzch też wychodzą także treści, które wcześniej były tylko lekko zarysowane: jak krytyka konsumpcjonizmu, odrzucanie sztywnych norm społecznych, sprzeciw wobec wyścigowi szczurów i wyśmianie korporacyjnych struktur nastawionych na przemielenie jednostki. Nagość z humorystycznego gimmicku nagle staje się sposobem wyrazu idei, co idealnie podkreśla projekt stroju głównej bohaterki (zresztą jej przyjaźń z Senketsu jest oparta na tym, że gdy ona nosi jego to on staje się częścią niej, wręcz drugą skórą), a ostatnia scena podsumowująca walkę ze złoczyńcą jest jak wykrzyknik na końcu rozbudowanej sentencji. Właśnie o tym mówiłem we wstępie, gdy twierdziłem, że fanservice wcale nie jest inherentnie zły w swej naturze, a wszystko zależy od tego jak zostanie wykorzystany. W Kill la Kill był drogą do podkreślenia treści, jakie chcieli w anime umieścić autorzy: celebracją nieskrępowanej wolności i akceptacji.

    Zresztą, sami bohaterowie to też jest niebywale kolorowa zgraja. Ryuuko, gdy ją poznajemy to arogancka i pewna siebie dziewczyna, która jest przepełniona żalem i złością z powodu straty ojca i braku wiedzy na temat tego, dlaczego musiał zginąć. Jednocześnie nieoczekiwanie przybycie do Honnouji to także spotkanie z niezwykle energiczną, a przy tym nieco roztrzepaną i naiwną Mako oraz jej szaloną rodzinką prowadzącą szemraną klinikę na obrzeżach miasta – rozkwit przyjaźni między nimi, co pozwala MC znaleźć więcej sensu w życiu niż pościg za mordercą jej ojca. Z sojuszników bohaterki należy także wspomnieć o pewnym nauczycielu z zapędami do paradowania nago oraz świecącymi sutkami i genitaliami – najlepiej użyta cenzura, jaką widziałem w anime, prawdziwe komediowe złoto. Po drugiej stronie barykady mamy również niemniej interesujące postacie, chociaż pierwsze starcia Ryuuko to raczej pojedynki z osobistościami „na raz” to, gdy wchodzi Rada Uczniowska na czele ze swoją królową robi się ciekawie. Mamy tam wielkiego jak góra i równie nieugiętego wobec wymagania przestrzegania zasad Gamagoori… który też ma zapędy masochistyczne. Kolejny jest Sanageyama – były szkolny rozrabiaka, a jednocześnie wyposażony w bambusowy miecz „samuraj” z obsesją na punkcie ciągłego sprawdzania swoich umiejętności walki. Nie można też zapomnieć o Nonon, ta znów to majorette z własną paradną orkiestrą dętą i bombastyczną osobowością. Na koniec został chyba najmniej interesujący z tej ekipy – haker Inumuta, który jako jedyny z ekipy nie dysponuje jakimś super wyróżniającym się charakterem, nie zrozumcie mnie źle, nadal przyjemnie się go ogląda i nie irytuje, ale na tle pozostałych blednie. Szczególnie, że stojąca na czele rady Satsuki to naprawdę charyzmatyczna, silna kobieta z jasnym celem przed sobą, niebojąca się poświęcić na drodze do niego – z czasem jednak i ta żelazna maska nieco się luzuje i możemy zobaczyć jej bardziej ludzkie oblicze. Wisienką na torcie jednak są dwie Panie Złoczyńcy, które pełnią rolę głównego zagrożenia w drugiej części sezonu, tutaj jednak nie chcę niczego zdradzać, bo ich prezencja jest fantastyczna. Ogólnie każda postać dostała taki wachlarz dla siebie tylko właściwych animacji, charakterystycznych zachowań i unikatowy design z odpowiednim tematem kolorystycznym komplementujący ich osobowość.

    Jednak całość nie byłaby tak efektowna, gdyby nie fenomenalna oprawa tej serii. Absolutnie studio Trigger wycisnęło wszystkie soki ze swoich animatorów: Kill la Kill to jedna z najlepiej wyglądających serii, jakie dane było mi oglądać. Począwszy od szalonych pojedynków, kipiących adrenaliną i energią, okraszonych świetną choreografią i zwariowanymi pomysłami. Poprzez efektowne efekty świetlne i wybuchy, co później w Little Witch Academia studio Trigger tylko wyniosło na wyższy poziom. Ogólnie każdy ruch tutaj ma w sobie tyle osobowości, dynamizmu i elektryczności przykuwającej wzrok, że niektóre sceny ogląda się wgnieciony w fotel. Jednym z takich momentów jest pierwsza prezentacja Honnouji Academy w pełnej okazałości – taki popis tego jak zaprezentować nam miejsce akcji w sposób maksymalnie efektowny i ukazujący skalę, aż ręce same składają się do oklasków. Nie mówiąc już o tym, że całość jest fenomenalnym modelem CG i ta technika umożliwiająca na bardziej nietypowe zabiegi z ruchem kamery została tutaj wyniesiona na zupełnie nowy poziom. Ogólnie ile pomysłowości i radosnej kreatywności włożono w każdą scenę, żeby nadać jej unikatowego charakteru, iż człowiek przestaje mieć nawet żal do losu, że Gainax upadł i sobie głupi ryj rozwalił skoro pozwoliło to na pojawienie się na scenie studia Trigger. Pomimo tej szalonej jazdy – wszystko jest absolutnie spójne stylistyczne i celowe, podporządkowane przyjętej wizji artystycznej. Ciężko mi tutaj znaleźć jakąkolwiek fałszywą nutę – to po prostu świetnie się ogląda. Szczególnie, że nie bano się korzystać z zabiegów jakie tylko umożliwia obecne cyfrowe montowanie i praca nad anime, to chyba jedyne w jakim użyto sprite’a jako cechy danej postaci. Czy też używanie do granic możliwości zabawy z perspektywą i powiększaniem/pomniejszaniem poszczególnych postaci lub pojedynczych członków ich ciała dla podkreślenia ich prezencji w danej scenie. Coś takiego nie byłoby możliwe do osiągnięcia wcześniej. Zresztą – strasznie propsuję ten trend, wystarczy spojrzeć na Mob Psycho, gdzie zaangażowano osobę od rysunków na szkle do zaanimowania w ten sposób niektórych duchów. Napędza to tylko rozwój branży, jako medium artystycznego.

    Także bez muzyki, jaką skomponował Hiroyuki Sawano – Kill la Kill straciłoby tak z 23% swojej ostatecznej jakości. O ile już same orkiestrowe aranżacje do scen batalistycznych, czy energetyczne rockowe brzmienia są świetne, to dla mnie anime zdecydowanie błyszczy jeżeli chodzi o tematy muzyczne dla poszczególnych bohaterów. Po prostu są tak w punkt z tym, kim oni są, co reprezentują, jaki mają charakter i sposób bycia, że kipią osobowością – już po nich samych można stwierdzić kim dana postać jest. Nie wspominając o Blumenkranz, takiego motywu przewodniego dla villaina może pozazdrościć chyba większość anime, jakie dane było mi oglądać. Absolutnie ma coś w sobie naprawdę niepokojącego, jednocześnie magnetycznego… jako, że jest zaśpiewana po niemiecku tylko wzmaga to uczucie. Jak i zresztą jedna z głównych zawartych piosenek, która ma dla całej fabuły głębsze znaczenie, gdy przysłucha się tekstowi: „Before my body is dry” aka „Don’t lose your way”.

    Jeszcze przed podsumowaniem chciałbym zaznaczyć, że Killa la Kill jest także niezwykle nasycone odniesieniami do wcześniejszych anime, przy jakich pracowali ludzie ze studia Trigger. Najoczywistsze są tutaj odniesienia do serii mecha, czyli Neon Genesis Evangelion i Tengen Toppa Gurren Lagann, a w ogóle jak się zmruży oczy to same stroje można potraktować jako zminiaturyzowane roboty, do które bohaterowie „pilotują”. Nawet, jeżeli już same przemiany to totalnie bicie nas po oczach pastiszem wszelakich serii mahou shoujo – w pewnym momencie żarty z tego stają się coraz bardziej absurdalne i wyśmiewające długie i skomplikowane pojawianie się strojów na ciałach bohaterek tego typu anime. Gdyby chcieć analizować odcinek po odcinku można by wychwycić całe tony mniej lub bardziej jednoznacznych mrugnięć okiem, ale jest tutaj tego tyle, że wystarczyłoby na niekrótką pracę dyplomową.

    Kończąc już ten i tak przydługi tekst (ponad 3 strony tekstu mi wyszło, lol) – chciałem po prostu zachęcić wszystkich, którzy jeszcze nie obejrzeli, aby sięgnęli po Kill la Kill. Zdaję sobie sprawę jednak, że nie wszystkich może kupić szalona jazda bez trzymanki, jaką zaproponowało nam tutaj studio Trigger, bo to naprawdę specyficzne dzieło. Ale jeżeli jesteście fanami tego typu bezkompromisowych serii, które wiedzą czym są i wokół tego budują całą swoją warstwę artystyczną oraz fabularną, nie patrząc, czy jakiś element jest może zbyt absurdalny i w innym anime tkwił by jak drzazga w zadku, gdy tutaj dzięki temu podejściu jest jak dobrze dopasowany kawałek układanki.

    Daję tutaj znak jakości im. Josepha Joestara.

    #anime #killlakill #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  
      A......r

      +1

      Po prostu jest to wpisane w ich DNA i implementacja jego jest mocno zakorzeniona w samej opowieści. Tak samo to wygląda w Kill la Kill – fanservice jest tutaj czymś inherentnym, powiedziałbym, że nawet jednym z najlepszych przykładów tego jak można ten element użyć do powiedzenia czegoś więcej niż tylko do „cieszenia oka”

      @jaqqu7: Dla mnie najlepszym przykładem anime tego typu są Cutey Honey (może anime bazujące na twórczości Go Nagaia w ogóle), Panty & Stocking (w sumie stary Gainax), Keijo i właśnie Kill la Kill. Na pierwszy rzut oka mogą się wydawać "zboczone", takiego też zdania będzie laik, ale bardzo szybko zapomina się, że jest tam coś wyuzdanego. pokaż całość

      +: jaqqu7
    •  

      @Agnaktor: Cutey Honey to praktycznie protoplasta wszelakich serii ecchi, a większość serii Gainaxu w jakiś sposób operowało fanservice do pokazania np. niezależności kobiecych bohaterek. Ten element jak wspomniałem to tylko jedno z narzędzi jakie można użyć i generalnie nie jest ani złe ani dobre, wszystko zależy od tego w jaki sposób jest zaimplementowane.

  •  

    #darlinginthefranxx - pora na cotygodniową dawkę podtekstów seksualnych i sexownych mechów. W ostatnim odcinku dowiedzieliśmy się, że najlepszą kierownicą dla wielkich robotów jest tyłek młodej dziewczyny, a istotnym elementem do uruchomienia maszyny jest pociąg seksualny do partnerki. To jest tak absurdalnie głupie, że mnie to kupiło z miejsca. Oprócz tego udało mi się dowiedzieć, że ten epizod jest tworzony w dużej mierze przez osoby odpowiedzialne za animację do teledysku Shelter. W tym miejscu właśnie chciałbym przypomnieć, że nie tylko ludzie ze studia Trigger ale także od A-1 siedzą nad DitFXX, a w tym drugim jest również kilku weteranów z Gainaxu.

    Zaczynamy więc od drobnego flashbacku z momentu, gdy MC-kun wpada na pomysł aby nadać pozostałym i sobie imiona, które będą się odnosić do numeru jaki mają przypisany (co odcyfrowali ludzie np. z /r/anime już po pierwszym odcinku). Ciekawi mnie, czy dla Japończyków oglądających tę serię ułatwia to w jakiś sposób zapamiętanie tego jak poszczególni bohaterowie się nazywają. Przy okazji motyw ptaków i wyfrunięcia na wolność w otwarte błękitne niebo nadal się przewija, myślicie że będzie to jakoś rozwijane, czy też pozostanie tylko metaforą do sytuacji młodych pilotów?

    Już w zeszłym odcinku coś mi to podziemne miasto przypominało, ale teraz gdy mamy ukazane w pełnej okazałości - najbliżej chyba temu do pewnego wyobrażenia ula. Tymczasem - opiekunowie pilotów spekulują, że Hiro może się jednak czymś różnić od pozostałych "okazów" i dlatego ma problemy z połączeniem z kimkolwiek innym niż Zero Two. Potwierdza się tutaj też fakt, że razem z Ichigo, można powiedzieć, się razem wychowywali praktycznie od momentu pojawienia się obojga w tym samym bidulu aż po obecność w tym miejscu, gdzie są obecnie - jako kandydaci na pilotów. Also Hiro to jest tak trochę anty-Shinji, bo ciągle chce wleźć do mecha z własnej woli, podczas gdy bohatera NGE zmuszano do tego szantażem psychologicznym. A, i jeszcze jedno - zdecydowanie obejrzyjcie Shelter jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, bo od strony projektu postaci i animacji w tym odcinku, widać rękę ludzi za niego odpowiedzialnych. Rysy postaci są zdecydowanie miększe i bardziej, hmmm, rozmyte.

    Wracając do przebiegu odcinka - pozostali rozmawiają o tym, czy Hiro powinien oraz czy w ogóle zostanie razem z nimi, po tym jak się okazało, że nie może podtrzymać stałego połączenia z inną partnerką poza Zero Two. Ogólnie sporo mamy wglądu na to jak inni postrzegają (lub postrzegali) głównego bohatera. Między innymi np. to, że oczekiwali iż będzie dla nich naturalnym liderem i zawód jaki wobec niego czują tłumaczy dlaczego żywią doń obecnie dość chłodne uczucia. Natomiast Zero Two nadal jest rewelacyjna tak jak na początku - to jak obchodzi zabezpieczenia razem z Hiro jest świetną scenką. Plus muzyka jest całkiem przyjemna i widok na całe miasto, skąpane w złotych barwach robi wrażenie. Ogólnie całe to spotkanie wyszło bardzo dobrze i dodało nieco do charakterów postaci.

    Po tym natomiast następuje odprawa dla reszty ekipy, która ma być wysłana na pierwszą poważną misję poradzenia sobie Kaiju, które "niby" jest przyciągane do Plantacji poprzez aktywność sejsmiczną. Coś mi jednak mówi, że to jest oczywista podpucha i Cyber Papieże ukrywają nieco więcej sekretów w podziemnych miastach. Lekko też sposób wsiadania w "garażu" do mecha przypomina to co widzieliśmy w NGE - jakieś bardzo lekkie nawiązanie? No i jak widać, nie tylko Hiro ostatecznie ma problem z erek... znaczy się z połączeniem.

    Podoba mi się szczególnie tutaj ukazanie skali wszystkiego wokół, nawet w stosunku do i tak dużych robotów - cały ten szyb kopalniany jest naprawdę olbrzymi i to czuć, gdy schodzą w głąb. Gdy zaczyna się już sama akcja, no muszę powiedzieć, że warto było na nią czekać: ruch robotów i animacja wypadają naprawdę dobrze. Przy okazji fizyczne uszkodzenia wydają się mieć bezpośrednie przełożenie na odczuwanie bólu przez damską połowę pilotażu. Jednakże jeden mały Kaiju okazuje się, że nie przyszedł na miejsce sam, a z całym rodzeństwem małych Kaiju. Co skutkuje, że do ekipy sprzątającej trzeba wysłać kawalerię z pomocą. Jako, że MC-kun nadal nie ma licencji na pilotowanie do tego zostaje oddelegowana Zero Two przy akompaniamencie Mitsuru. I robi to w sposób dość efektowny - tym razem jednak mamy wgląd na to dlaczego nasza różowowłosa demonica musi często zmieniać partnerów: podczas gdy w pozostałych maszynach obciążenie jest rozkładane głównie na panie, to tutaj energia jaką dysponuje ZT odbija się na męskim pilocie.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    •  

      @jaqqu7: Hipoteza 1 moja jest taka po 3 odc: że pilot żeński 002 ma większą moc, przez co zamiast ból iść na nią, idzie na męskiego pilota mecha ( możemy to zaobserwować Miku + Zorome a 002 + Mitsuru przez co piloci mogą nie wytrzymywać bólu ¯\_(ツ)_/¯). Możliwe przez to że jest rogatego gatunku.
      Hipoteza 2 : Mówią/powtarzają ciągle o klatce, możliwe że w późniejszym czasie dojdzie do "mikro rewolucji"/uzyskania wolności przeciw dowództwu/zamaskowanym papieżom (002 + Hiro).
      Przemyślenia: po czytaniu komentarzy na mylu, nie wiem czego tak bardzo jadu wywalane jest na Hiro przez to że nic nie zrobił aby uratować swoich przyjaciół. Że powinien postawić się dowództwu i ukraść z 2 robota; wiedział że jak ktoś wsiądzie z 2 do evageliona, że źle z nim będzie. Pozwolił aby jego kolega został hospitalizowany aby pokazać dowództwu że To On powinien wsiąść za stery robota i kierować z 2.
      b. że dużo ecchi, nie potrzebne to, powinien mu/ im stanąć benis. a to tylko po analizie 3 dopiero odc z chyba 24/5.
      chociaż sama myślę, że ich to nie podnieca, bo nic nie wiedzo co to seksualizować/ ecchi. Ponieważ sami są z probówki i wiezieniu.
      pokaż całość

    •  

      @k0lekcj0ner: Akurat elementy seksualne mają tutaj jak najbardziej sens i jest to element na 100% wprowadzony przez ludzi z Trigger i starych pracowników Gainax. Charakterystyczny dla nich motyw.

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Pan jaQQu obejrzał sobie Steins;Gate i ma parę słów do napisania na jego temat:

    Z cyklu: odchudzanie listy Plan-To-Watch. Ostatnie trzy dni poświęciłem na (w końcu) zapoznanie się z całością Steins;Gate, które zacząłem oglądać jak wychodziło jeszcze na bieżąco, ale z jakichś powodów (tych już nie jestem sobie w stanie przypomnieć) przestałem po kilku pierwszych epizodach i nigdy do niej nie wróciłem… aż do tej pory. I powiem wam, że jestem cholernie zadowolony z tego, iż w końcu się przełamałem, bo to kawał rewelacyjnej historii.

    Generalnie w ogóle nie znam tej visual novel, o które jest oparta opowieść w tym anime. Jedyne, co wiem, że to cała seria mniej lub bardziej ze sobą powiązanych części opartych o pewne pseudonaukowe teorie, które w tym uniwersum akurat okazują się prawdziwe i możliwe do osiągnięcia. I tak w roku 2016 obejrzałem nieco niedocenione Occultic;Nine – gdzie motywem przewodnim było wytworzenie niemal fizycznej projekcji samego siebie w świecie materialnym po śmierci, a tym samym zyskanie nieśmiertelności. Co prawda, tamta seria borykała się jednak z pewnymi problemami, z których największym była zbyt mała ilość odcinków, aby móc dać pewnym wydarzeniom się wybrzmieć i dać lepszy emocjonalny związek z tym, co się dzieje. Tempo było miejscami naprawdę zabójcze, szczególnie w pierwszych odcinkach i finale, mnóstwo osób ogólnie odpadło już po pierwszym epizodzie, gdzie postacie prowadziły dialogi z prędkością myśliwca odrzutowego. Jednak osobiście uważam, że warto po nią sięgnąć, bo od strony wizualnej była świetna, a do tego jeszcze sama historia, gdy się jej bliżej przyjrzało – naprawdę zgrabnie i z polotem opowiedziana. Szczególnie dużo radochy sprawiały dyskusje na /r/anime pod kolejnymi odcinkami, gdzie ludzie wychwytywali mrugnięcia okiem twórców, pewne szczegóły wizualne etc. i na ich podstawie wysuwano teorie i przypuszczenia. To było naprawdę świetne i satysfakcjonujące, gdy w pewnym momencie wszystkie zebrane puzzle układały się w zgrabny obrazek…

    …natomiast jednak Steins;Gate to przykład jaki potencjał mają adaptacje tych visual novel do formy anime, gdy tylko zapewni im się odpowiednie traktowanie, pozwalając rozwinąć historii skrzydła. Studiu White Fox udała się ta sztuka w sposób niemal idealny. Tym bardziej, że temat podróży w czasie to zarówno jeden z najpopularniejszych, jak i najłatwiejszych do zepsucia, jakie można znaleźć w popkulturze. Tymczasem tutaj mamy po pierwsze dobrze przemyślany koncept, który w ramach opowiadanej historii trzyma się kupy, jasno określonych zasad działania oraz konsekwencji, a te w pewnym momencie wypalają bohaterom mocno w twarz. Bohaterom, bo seria opowiada o grupce nastolatków, którzy przypadkiem konstruują z wykorzystaniem kuchenki mikrofalowej, telefonu i paru innych elektronicznych urządzeń – maszynę do podróży w czasie, a właściwie pozwalającą wysyłać krótkie wiadomości tekstowe do swojego przeszłego „ja”. Jak się można domyślić, szybko postanawiają ją przetestować i sprawdzić, jakie możliwości to przed nimi otwiera. I tak też zaczyna się ich „lot Ikara”. Właściwie seria sporo (mniej lub bardziej świadomie) czerpie z motywów greckiej tragedii, sam mit o Dedalu i Ikarze został tak mocno zakorzeniony już w światowej świadomości kulturalnej, że można jego ślady dojrzeć dosłownie wszędzie – taki Deus Ex korzystał z tego pełnymi garściami, jawnie się doń odwołując zarówno w materiałach promocyjnych, jak i samej historii. W Steins;Gate rolę zbliżania się do „Słońca” stanowią kolejne wysłane e-maile, gdy bohaterowie używają ich jako sposobu na zmianę wydarzeń ze swojej przeszłości, stanowią formę radzenia sobie z osobistymi traumami i marzeniami, nieświadomi skutków ubocznych zmieniając teraźniejszość coraz bardziej i bardziej… a także narażają się potężnej organizacji, która chce mieć wyłączny monopol na podróże w czasie. Jednak, czy to im pomogło, czy jednak sprawiło, że cierpią jeszcze bardziej – musicie sprawdzić sami. Chociaż pewnie i tak już większość osób czytających te słowa ma już dawno obejrzane i jestem jedną z niewielu osób, które ostały się i nie widziały do tej pory Steins;Gate.

    Zanim jednak jeszcze przejdę do bohaterów, chciałem tutaj właśnie zwrócić uwagę na drugi motyw z klasycznej greckiej tragedii, który był bardzo wyraźny w tym anime: a mianowicie fatum i często brak możliwości jego uniknięcia, gdzie wszystkie działania i próby powstrzymania nadejścia jakiegoś wydarzenia nie mają znaczenia, gdyż ciążące nad bohaterami fatum sprawia, że ich wynik zawsze będzie ten sam. W Steins;Gate mamy, szczególnie w drugiej połowie serii – idealny tego przykład. Każda próba uniknięcia konsekwencji i zmiany ustalonego biegu zdarzeń jest z góry skazana na porażkę. Podobny motyw wykorzystuje także np. Berserk, gdzie droga życiowa Gutsa to przejście od jednej tragedii do drugiej. Tam nawet jest to bardziej odczuwalne, gdy dostaliśmy całą historię od jego narodzin, temat klątwy i ciążącego przekleństwa jest niezwykle znaczący w mandze Miury.

    Kończąc już tę drobną dygresję – w tym miejscu wypadałoby powiedzieć parę słów o bohaterach. Jak wspomniałem wyżej, śledzimy grupę nastolatków, z których centralną rolę pełni samozwańczy szalony naukowiec, student pierwszego roku na polibudzie: Okabe „Okarin” Rintaro. Ten dla zapewniania sobie rozrywki i zabicia czasu wraz z kolegą, komputerowcem oraz otaki: Itaru „Daru” Hashidą tworzą w wynajętej przez siebie kawalerce Future Gaged Laboratory, gdzie konstruują amatorskie i głównie totalnie bezużyteczne „wynalazki”, z których jeden przypadkiem okazuje się najprawdziwszą maszyną do podróży w czasie. Główny bohater przy okazji tworzy sobie alter ego i napotkanym osobom każe siebie nazywać Hououin Kyouma, a także przekonuje, iż walczy z tajną i mroczną Organizacją, sterującą światem z cienia. Towarzyszy im w tym przyjaciółka z dzieciństwa Okabe, Mayuri Shiina – fanka cosplayów oraz dziewczę z lekkim zespołem aspergera (prawdopodobnie). Z czasem jednak ekipa rozrasta się o młodą panią naukowiec Kurisu Makise, która będzie pełnić rolę „asystentki” Okarina i osoby, o jakimkolwiek pojęciu, co się właściwie dzieje, gdy są wysyłane wiadomości jak to w ogóle działa. Im dalej w historii, tym poznajemy więcej przyjaciół grupy, z których każda będzie miała swoją własną historię i problem, gdzie każda liczy, iż dzięki właściwościom maszyny czasu uda się go rozwiązać. Walczyć z konsekwencjami ich wyborów będzie jednak musiał sam Okabe, gdy okazuje się, że on, jako jedyny posiada umiejętność zachowywania pamięci przy przeskoku do kolejnych linii czasowych. Powoduje to, że gdy pozostali w większości pozostają mniej, więcej tymi samymi ludźmi, jakimi poznaliśmy ich przy pierwszym spotkaniu, to dla Okarina przemieszczanie się między alternatywnymi wydarzeniami staje się prawdziwą odyseją i próbą powrotu do tej „oryginalnej” wersji wydarzeń. Przez drugi cour obserwujemy jego zmagania, traumy przez to wywołane i dramatyczne zmagania z fatum – czyni to z niego najbardziej dynamicznie zmieniającą się i najciekawszą postać z całej obsady. Do tego obserwowanie jego manieryzmów, jako element kształtujący alter ego jest niezwykle przyjemne i stanowi jeden z głównych komediowych elementów serii, czy też interakcje z innymi, a przede wszystkim z Kurisu są napisane rewelacyjnie i z polotem. Ogólnie nie mogę narzekać na postacie, jako całość, nawet, jeżeli jedna, czy dwie z nich wydały mi się nieco irytujące miejscami – każda ma jakiś background i zrozumiały powód chęci zmiany czegoś we własnej przeszłości.

    Patrząc na anime od strony już czysto technicznej – co prawda nie tutaj seria gdzie błyszczeć, bo to nie battle shounen, ani inne podobne anime wymagające niesamowitych nakładów na spektakularne i efektowne sceny, niemniej jednak trzeba oddać, iż Steins;Gate pod względem walorów wizualnych jest wykonane w sposób bardzo dobry. Na początek muszę pochwalić projekt postaci, a w szczególności głównego bohatera – jego ubiór, a przede wszystkim fartuch laboratoryjny, wiecznie zmierzwione włosy i lekki zarost świetnie się wpasowują w charakterystykę samozwańczego szalonego naukowca. Jako, że nie mogli za bardzo poszaleć z animacją (poza pojedynczymi fragmentami, gdzie używano różnych ciekawych technik i zabiegów do podkreślenia desperacji głównego bohatera), to cała para poszła w jak najlepsze wyposażenie postaci w odpowiedni zestaw manieryzmów i sposobu bycia. Było to o tyle ważne, że to wymagało to przeniesienia często suchego tekstu visual novel do formy animowanej i mogę powiedzieć z czystym sercem, że wybrnięto tutaj obronną ręką. Także wszelkie dziwne „wynalazki” Okabe, z tym najważniejszym na czele mają jakąś cechę charakterystyczną, a efekty wizualne przy „przeskakiwaniu” między liniami czasowymi zrealizowano w przyjemny sposób, ukrywając w nim od początku informację, której znaczenia dowiadujemy się nieco później w serii.

    Niewiele natomiast mogę powiedzieć o muzyce, która po prostu… jest. Żaden utwór nie wpadł mi jakoś specjalnie w ucho, ale z drugiej strony w żaden sposób też nie przeszkadzała, więc ostatecznie mogę powiedzieć, że spełniła swoje zadanie w przyzwoity sposób, jako tło do scen. Z drugiej strony jednak na pewno trzeba pochwalić czołówkę, której tekst jawnie się odwołuje przez metafory i aluzje do historii w serii (gdy już się spojrzy w tłumaczenie) oraz bardzo wpada w ucho, przyjemnie się go słucha – ma odpowiednią energię w sobie, jednocześnie wprowadzając widza idealnie w klimat serii. Plus sama animacja w nim użyta jest świetna: opiera się na kreatywnym przedstawieniu nam konceptu podróży w czasie, jaki będziemy obserwować, szczególnie poprzez zabiegi typu: wykorzystanie wielu sylwetek bohaterów w tym samym czasie, czy zabawy z przedstawianiem i cofaniem niektórych scen. Jeszcze słówko o endingu, który jak sam soundtrack – jest po prostu ok, ale nic specjalnego, czy powalającego na kolana.

    Jeżeli miałbym już wymienić jakieś wady to byłyby przede wszystkim dwie rzeczy. Po pierwsze seria może dla niektórych rozwijać się nieco zbyt wolno, bo prawdziwa akcja zaczyna się dopiero po kilku odcinkach, gdzie pierwsze skupiają się głównie na docieraniu bohaterów i same podróże w czasie przypominają tylko niewinną zabawę. Drugim jest coś, co anime odziedziczyło po visual noveli, a te jak wiemy wywodzą się z dating-simów i to pośrednie dziedzictwo mocno czuć: w pewnym momencie główny bohater musi spędzić czas z każdą z przedstawicielek płci pięknej, jaka ma znaczenie dla historii, co dość wyraźnie odstaje od reszty opowieści swoją strukturą, na szczęście poświęcają na to tylko dosłownie trzy lub cztery odcinki – przez co kończy się ten fragment zanim zaczął być jakkolwiek irytujący.

    Podsumowując już: kto nie oglądał, tak jak ja do teraz – niech sięgnie po tą serię, bo naprawdę warto. Kto oglądał, może sobie zrobić rewatch, jeżeli dawno jej nie widział, raczej nie będzie tego żałował. No tym bardziej, że w tym roku mamy doczekać się spin-offu, który będzie uzupełnieniem dla historii i ma sprawić, że jedna deus ex machina będzie bardziej wiarygodna.

    #anime #jaqqubizarrecontent #steinsgate
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    +: Queaser, G....................p +8 innych
  •  

    #mahoutsukainoyome - no więc w ostatnim odciku Cliffhanger no Yome... główna bohaterka po wykonaniu obciążającego na ciele i duchu rytuału, który miał pomóc odejść w spokoju ducha staruszka i pozwolić mu się pożegnać z pewną nawiedzającą go wampirzycą - zaczyna dosłownie wymiotować krwią. Jak widać żywot Sleigh Beggy, tym bardziej w obliczu kruchości jej ciała oznacza, że każdy tego typu magiczny proces przybliża ją do ostatecznego końca w bólach i cierpieniach. Jednakowoż przed nami jeszcze parę odcinków, więc zakładam, iż jak to zwykł mawiać pewien szermierz z niszowego serialu fantasy: "Śmierci mówimy: jeszcze nie dziś".

    Ech, do teraz się zastanawiam nad tym, kto dał zielone światło dla tego openingu... dobrze, że odtwarzacze wideo mają opcję przewinięcia do interesującego fragmentu i pominięcia tej abominacji. Do właściwej akcji jednak wracamy dokładnie w momencie, w którym zostawił nas poprzedni epizod, czyli jak wspomniałem we wstępie: wykrwawiającej się Chise po zbyt dużym wydrenowaniu siebie z energii magicznej. Ta scena także umożliwiła idealne podsumowanie jak głęboko sięga jej połączenie z Ruth'em, który również pluje posoką na prawo i lewo. Całej sytuacji przygląda się przybyły na miejsce Oberon, ten akurat w pierwszej kolejności jedyne czego chciał to skonfiskować magiczną maść aby zdolność dostrzegania świata niematerialnego nie wpadła w niepowołane ręce. Jednak w obliczu zaistniałej sytuacji zaprasza Eliasa i MC do krainy wróżek, gdzie bohaterka będzie miała szansę na zregenerowanie się. Przypominacie sobie pierwszy odcinek, gdzie Chise była wabiona przez nie do ich krainy? No, to teraz jesteśmy u progu tego samego przejścia. Fajnie, że ta brama nie była tylko strzelba Czechowa i do czegoś ostatecznie posłuży.

    Swoją drogą, to anime naprawdę wie jak zbudować atmosferę. Najpierw mamy bardzo przyjemnie ukazany las późnym popołudniem, a następnie wkraczamy do migotliwych jaskiń, które są przejściem między światem materialnym a duchowym. Plus efekty dźwiękowe tam nieźle to jeszcze podkreślają. Ciekawe jest też to jak reagują na Chise i Eliasa stworzenia z tej drugiej strony - szczególnie to jak pogardzają tym drugim, co oczywiście dla jednego stworzonka nie kończy się najlepiej. I cięcie do momentu, gdzie szkarłatnowłosa budzi się obandażowana. Tak też lądujemy w samym środku królestwa wróżek, które swoją drogą przypomina nieco miks Lothlórien z Rivendell. Z tego pierwszego czerpie architekturę opartą na potężnych drzewach, z tego drugiego kolory jakie otaczają to miejsce. Całość ma bardzo nostalgiczny charakter.

    Ciekawe jest też to, że opiekuje się nią Shannon - wróżka, która za berbecia była podmieniona ze zwykłym ludzkim dzieckiem i wychowana w świecie materialnym przez niemagicznych rodziców. W międzyczasie Elias wdaje się w rozmowę z Tit(s)anią i Oberonem na osobności. Also Chise jadąca sobie na mrówce i centaur, który okazuje się człowiekiem żyjącym w świecie wróżek przez pół wieku i przez fakt przebywania w świecie przesiąkniętym magią jego ciało zaczęło się przemieniać. No i tła w tej lokacji są naprawdę śliczne. Dialog między władcami tej krainy a potwornym magiem jest bardzo interesujący, tym bardziej kontrastując z wydarzeniami wokół Shannon i Chise, które przybierają dość nieoczekiwany obrót w pewnym momencie. A mnie skurczybyki zmyliły jedne.

    Po tym przeskakujemy do Silky i domu Eliasa, gdzie widzimy jak naprawdę wygląda różnica w upływie czasu między obydwoma planami rzeczywistości. Materialny świat jest już w środku jesieni, a wkraczając do królestwa Oberona mogliśmy widzieć przełom wiosny i lata. Ciekawie jest ją obserwować w oczekiwaniu na powrót reszty domowników. Jak się okazuje - ma ona umiejętność przemeblowania wnętrz na zawołanie. O nawet dostajemy jej backgorund - jak się możemy dowiedzieć jest ona właściwie banshee i z tego co udało mi się wyczytać na wiki, całkiem wiernie odwzorowali tę zjawę z wyspiarskiej mitologii. Momentalnie klimat też zrobił się nieco cięższy.

    Gdy Elias, Chise i Ruth docierają ponownie do domu - jest już środek zimy.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #mahoutsukainoyome - ostatni odcinek zakończył się tym, że do domu Eliasa zapukał ponad tysiącletni przedstawiciel inteligentnej magicznej fauny, który w ramach prezentu na przywitanie się... zmienił Chise w lisa. No cóż, to anime wie jak zakończyć swoje epizody na cliffhangerach. Natomiast interesujące jest to, czy zrobił to z jakiego powodu i mam nadzieję, że dowiemy się tego tutaj.

    A więc to ma być taki mały test dla Chise, czy naprawdę może nazwać dom Eliasa swoim "prawdziwym domem". Przemiana natomiast ma u niej obudzić jej najbardziej podstawowe instynkty, emocje i uczucia, co doskonale widać w następnej scenie, gdy biegnie w formie lisa przez las. Za nią w formie cienia rusza oczywiście magus, który obawia się iż może ją w ten sposób utracić. Także wierny Ruth szybko ją odnajduje i deklaruje, że podąży wszędzie, gdy tylko ona będzie się chciała udać. Nawiasem bardzo ładna scena pod względem klimatu - strasznie mi się podoba jak Wit Studio operuje w tym anime efektami cząsteczkowymi, szczególnie przy różnych obiektach emitujących światło, nadaje to dodatkowej atmosfery scenom. Po chwili na miejsce także przybywa w potworno-zwierzęcej formie Elias i namawia podopieczną aby wróciła z nim do domu, ponieważ potrzebuje jej aby móc lepiej zrozumieć świat uczuć. Jego słowa powodują, że Chise odzyskuje świadomość i ludzką formę.

    Z tego co udało mi się zrozumieć, że gdyby nie powstrzymała się tam, to przeszła by już na stałe do świata duchowego - jednak dalsze rozmyślania bohaterki na ten temat przerywa pojawienie się skąpo ubranej wampirzycy, którą poznaliśmy kilka odcinków wcześniej. Ta zwraca się o pomoc do MC, gdyż okazuje się, że staruszek, do którego "przylgnęła" poważnie zachorował i szuka każdej możliwej pomocy dla niego. Fajnie też widzieć jak Chise używa zaklęć, tutaj np. mamy Aloho... znaczy się, czar do otwierania zamkniętych drzwi ze specjalną inkantacją. Okazuje się jednak, że mężczyzna jest już u progu tamtego świata i nie zostało mu zbyt wiele czasu, a te rewelacje mocno uderzają wampirzycę, która ciężko znosi tą wiadomość. W tym miejscu wywiązuje się bardzo ciekawa rozmowa między dziadkiem, a Eliasem (ten również przybył na miejsca za Chise, przyjmując maskę człowieka) - szczególnie jego zaskoczenie, gdy rozmówca oświadcza, iż nie obawia się śmierci, bo czuje się ukontentowany swoim życiem.

    Bohaterka uznaje, że w obliczu nieuchronnego końca, chce mu pozwolić choć raz jeszcze ujrzeć wampirzycę, nawet jeżeli ma to nieco nagiąć zasady świata magicznych stworzeń. Bardzo ładnie tutaj wypadł jej monolog, gdy przygotowywała maść mającą pozwolić dostrzegać duchy i wróżki. Jednak wytworzenie jej wymaga czuwania przez pięć dni bez snu, a i tak szanse, że zadziała są nikłe. Jak możecie się domyślać - ostatecznie działa idealnie i staruszek wraz z wampirzycą mogą wreszcie porozmawiać w cztery oczy. Trzeba przyznać, że Mahoutsukai no Yome wie w jaką strunę nacisnąć, aby wywołać emocje u widza. Plus użycie muzyki jest dużo, dużo lepsze niż w innej takiej serii, która niedawno wystartowała, a ma podobny wydźwięk.

    O chuj ten cliffhanger, tego się nie spodziewałem.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #darlinginthefranxx - no pora sprawdzić co tam przy współpracy A-1 oraz studia TRIGGER wyszło z tego anime. Dawno nie oglądałem żadnej serii mecha, która jakkolwiek by mnie zainteresowała, więc może tutaj szansa, że zaskoczy. Mam nadzieję, że jednak mimo wszystko będzie tutaj najwięcej tego co reprezentuje to drugie studio, a nie to pierwsze i dostaniemy zdrową dawkę szalonej akcji. Albo przynajmniej porządną serię - tym bardziej, że ma mieć 24 odcinki (chociaż pojawiają się głosy o split-cour z sezonem przerwy), więc można opowiedzieć całkiem zgrabną historię w takim rozkładzie czasowym.

    Sceny otwierające póki co wyglądają naprawdę epicko. Animacja w nich spowodowała u mnie lekki opad szczęki, bo to bardzo wysoki poziom. Powiedziałbym, że wręcz kinowy. Lot tego ptaka, plus to jak ta tajemnicza dziewczyna-demon obraca się aby zobaczyć (przypuszczalnie) mechy, którymi będą poruszać się bohaterowie, czy ten monumentalny statek wyłaniający się spod chmur - no nie powiem, ale jeżeli w ten sposób będzie prezentowało się całe anime, to możliwe, iż mamy do czynienia przynajmniej z jedną z najładniejszych serii ostatnich lat. Co by nie mówić o studiu A-1, to poza ich raczej przeciętnymi fabułami, od strony animacji zwykle trzymają poziom (szczególnie biorąc pod uwagę jak wygląda produkcja u nich). Dodając do tego jeszcze bardzo utalentowanych animatorów z Trigger, no zdecydowanie może od strony wizualnej dać radę. No i tła też są szczegółowe i bardzo ładne.

    Co do projektu postaci - widać zarówno wpływy Trigger, jak i nieco A-1 w nich. Póki co w tych pierwszych scenach postacie wyglądają całkiem nieźle, ale jestem ciekaw reszty bohaterów. Od strony historii - trzyma nas w pewnej tajemnicy, chociaż początkowa narracja nieco wpisuje się w to co można było już powiedzieć po materiałach promocyjnych i różnych synopsis krążących po internecie. Also muzyka daje radę też, na chwilę obecną wydaje się, że będą szli w bardziej orkiestralne tematy.

    Mamy także pierwszy wgląd w główną ferajnę i odrobinę się boję, że będą to chodzące stereotypy, ale z 24 odcinkami można będzie przy odrobinie dobrej woli oraz dużej dawce dobrego scenariusza wszystko jeszcze postawić na głowę, więc mimo wszystko na tę chwilę oceniać je jest ciężko. Od strony ich projektu jest natomiast całkiem ok, każdy ma jakąś charakterystyczną cechę, różnią się budową ciała, nawet teraz można zobaczyć, że będą także mieli jakieś własne manieryzmy przy poruszaniu się. Chociaż (o ile dobrze myślę) MC wydaje się trochę nazbyt A-1-novel-adaptation-boy, to ta dziewczyna o różowych włosach jest całkiem intrygująca (nie tylko pod względem fanservice'u wink wink).

    Liczę na to, że powoli wszystko będzie się rozjaśniać bez info-dump w następnych odcinkach. Na razie dostaliśmy tyle informacji ile potrzeba i mniej, więcej chyba łapię o co tutaj wszystko się rozchodzi. Czyli są sztucznie hodowane dzieciaki, o specjalnych zdolnościach, które w parach mogą sterować mechami. W sumie zawsze to ciekawiej, gdy dwoje osób będzie musiało się zgrać aby pilotować maszynę, niż pojedynczy człowiek, to kolejna możliwość do jakiejś interakcji między bohaterami. Also cyber-papież nawet tutaj jakiś jest nazywany "papą" ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    A więc mamy także wielkie cyber-kaiju. Fajnie. Plus od strony animacji, ten odcinek wygląda naprawdę obłędnie. Efekty świetlne, płynność, projekt mechanizm i otoczenia - wszystko na absolutnym top tier. Akcja jak tylko pojawia się potwór wyglądała naprawdę fantastycznie. W tym miejscu najbardziej czuć wpływy ludzi z Trigger. Sakuga intensifies.

    No i takie walki robotów z wielkimi potworami to ja rozumiem. Ogólnie to jestem bardziej niż zadowolony z tego odcinka, co prawda jest kilka aspektów, o których wykonanie trochę się boję (o czym pisałem wyżej), ale generalnie ten pierwszy epizod mnie kupił i chcę więcej.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    GFY

    źródło: gfycat.com

  •  

    #violetevergarden - no pora na najnowsze dziecko KyoAni, które tym razem ma być adaptacją jakichś noweli w klimacie steam-punku i przypominające początek XX wieku w Europie. Jako, że to kolejny "nie-czysty-szkolny-romans" od nich, to jestem bardziej niż zaintrygowany tą serią. W zeszłym roku zwalili mnie z nóg prezentując fantastyczną komedię o życiu rodzinnym i smokach, a w tym ponownie uderzają z jeszcze czymś innym. Co prawda projekt postaci już na pierwszy rzut oka krzyczy jakie studio jest odpowiedzialne za to anime, ale tak czy siak - hej, to w końcu KyoAni z ich bardzo utalentowanymi animatorami, a materiały promocyjne się świetnie prezentowały. Pora więc zabrać się za Violet Evergarden.

    Anime ma mieć 14 odcinków i jest dostępne u nas na Netflix, a kolejne odcinki mają być wypuszczane co tydzień. Co dziwniejsze, simulcast na VE nie jest dostępny w USA, a u nas już tak. Gdzie tu logika? Nie mam pojęcia.

    Ok, już w pierwszej scenie widać, że KyoAni się nie będzie oszczędzało i wyciąga wszystkie swoje najcięższe działa - spodziewam się niemal kinowej jakości tutaj, skoro zwykła scena, gdzie obserwujemy dwójkę bohaterów po prostu idących gdzieś tak wygląda, to boję się co będzie dalej. Dodatkowo widzę, że mamy tutaj do czynienia z opowieścią, która będzie w jakiś sposób toczyła się wokół wojska. Czyżby ta pierwsza sekwencja była retrospekcją? W sumie kontekst tego co się dzieje po niej, gdy (prawdopodobnie) główna bohaterka budzi się i widać, że doświadczyła pewnego rodzaju obrażeń. Tymczasem trzeba przyznać, że nieźle tam wieje skoro taka głupia kartka papieru potrafi wyprzedzić lecący samolot, nawet jeżeli to tylko dwupłatowiec. Oczywiście wiadomo, że celem jest pokazanie świata z nieco szerszej perspektywy oraz nieco wrzucenie nas w klimat serii - mimo wszystko jest to ujęcie nieco cheesy. Tak jak myślałem - miejsce akcji będzie przypominać Europę z okolic pierwszej Wojny Światowej lub dwudziestolecia międzywojennego. Ogólnie, to w zeszłym roku też mieliśmy anime opowiadające o postaci, która utknęła w podobnym świecie, ale mam nadzieję, że tutaj będzie to o wiele ciekawsza historia, bo Youjo Senki było nudne jak cholera.

    A więc wsłuchując się w te dialogi można wysnuć na początek tego typu przypuszczenia: nasza bohaterka albo jest jakiegoś rodzaju sztucznym człowiekiem, albo kimś o specjalnych zdolnościach wychowanym i przekutym na bezlitosną i efektywną broń. Do tego mamy chyba jednak właśnie okres powojenny, a akcja toczyć się będzie w jednym ze zwycięskich państw. Oprócz tego, nasza bohaterka jako żołnierz, wysoko wyspecjalizowany i wytrenowany w zabijaniu będzie musiała się dostosować do nowych warunków w jakich się właśnie znalazła, więc to będzie opowieść nieco w stylu fish out of water. Widzimy także, że MC była mocno związana w jakiś sposób emocjonalnie ze swoim przełożonym z czasów jej służby, a ten najprawdopodobniej już nie jest żywy, co flashback Violet tylko to przypuszczenie potwierdza.

    Dowiadujemy się także jakie rany otrzymała główna bohaterka - no cóż utrata dłoni, do najprzyjemniejszych raczej nie należy, ale jednocześnie w tym świecie protetyka jest na o wiele wyższym poziomie niż nasza obecnie (chociaż może nie aż tak zaawansowana jak w Fullmetal Alchemist). Dodatkowo Violet ma być teraz członkinią dalszej rodziny swojego przełożonego i tutaj wyjaśnia się także sens tytułu serii. Widać także, że tutaj podobnie jak przy Mahoutsukai no Yome będzie to również opowieść o tym, że do tej pory znała tylko jeden sposób życia i realia, które ją prześladują, a ponad którymi będzie musiała w końcu stanąć, odnajdując nowy sens w życiu po wojnie. Ciekawe jak będzie ten temat ugryziony, bo powrót żołnierzy z pola walki i ich trudności ze zrozumienie, iż ich walka się skończyła to bardzo trudny wątek. I trzeba do niego podjeść odpowiednio.

    Violet decyduje się pomóc były pułkownik, który odebrał ją ze szpitali i któremu jej przełożony powierzył opiekę nad nią. Ten zaprasza ją także do pracy w jego przedsiębiorstwie jakie otworzył po wojnie - prywatną spółkę świadczącą usługi pocztowe. Przy okazji zauważyłem też jedną ciekawą rzecz - zwróćcie uwagę, że końcówki włosów bohaterów potrafią lekko zmieniać kolory podczas gdy oni się obracają. Bardzo dziwny efekt i zastanawiam się, dlaczego użyli jego zamiast zwykłego cieniowania. Also - tła w tym odcinku są przepiękne i niesamowicie szczegółowe, naprawdę znakomicie sprawdzają się jako element budowy świata + wszystkie elementy związane ze światłem i oświetleniem scen są perfekt. Ech, czy we wszystkich seriach jakie oglądam wieczorem na stołach bohaterów musi być akurat smakowicie wyglądające, jak na coś narysowanego, jedzenie.

    Natomiast sekwencja bitewna, która jest częścią wspomnień MC i którą przywołuje treść listu pisanego przy niej, no zapiera dech w piersiach i wgniata w fotel. Jej fragmenty i pewne informacje były publikowane jako materiały promocyjne i z takich ciekawostek dowiedziałem się, że jej wykonanie zajęło KyoAni całe trzy miesiące aby wyglądała tak jak to zostało ukazane w anime.

    Całkiem przyjemny pierwszy odcinek, może odrobinę akcja rozwijała się zbyt wolno, ale to kwestia raczej moich preferencji niż wada serialu. Warto sprawdzić chociażby dla samych aspektów wizualnych. Muzyka jest ok, ale póki co raczej nie powala na kolana - ot, dobre uzupełnienie scen ale nic więcej. Also, stroje niektórych kobiet są nieco zbyt kuse jak na realia w jakich dzieje się akcja, ale ten fanservice póki co jest na tyle nieinwazyjny, że nie przeszkadza.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    GFY

    źródło: gfycat.com

    +: Boberek89, s..............a +7 innych
    •  

      @Agnaktor: Tzn. ogólnie ruch postaci, płynność i strona techniczna wypada więcej niż bardzo dobrze. Można się czepiać strony artystycznej, że większość serii KyoAni jest do siebie pod tym względem podobna etc. ale to już kwestia osobistych preferencji. Jedyne, do czego mógłbym się tak naprawdę przyczepić - to nadużycie efektu rozmycia w części scen. Co do muzyki muszę się poniekąd zgodzić, co prawda nie przeszkadzała mi aż tak bardzo, ale również nie stanowiła jakiekolwiek wartości dodanej do scen. Po prostu tam jest.

      @GeneralX: Wszystko zależy od tego jak się Violet rozwinie. Jeżeli będzie stała w miejscu, to raczej mnie to rozczaruje.
      pokaż całość

    •  
      A......r

      0

      @jaqqu7: Mi się wyraźnie rzuciło w oczy, że poza sceną na końcu dostawaliśmy po 1-2 sekundy dobrej animacji, po których zaraz następowało cięcie/inne ujęcie i tak w kilku scenach. To nawet byłoby zgrabne posunięcie w zwykłym filmie/serialu z aktorami (np. najazd na buty gdy Violet wybiega za Gilbertem z domu Evergardenów i chce z nim dyskutować), ale tutaj miałem wrażenie, że muszą dawkować animację, bo przecież nie mają budżetu z gumy. Zupełnie inny poziom niż przy tej zajawce, nad którą pracowali trzy miesiące. pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    #devilmancrybaby Wrażenia po seansie

    Odkąd obejrzałem w tym roku Space Dandy i wpadłem na te bardziej "niestandardowe" odcinki obudziły się we mnie ukryte pokłady niesłychanej sympatii do art-houseowej animacji. Tym bardziej się ucieszyłem, że za kolejne anime, na które wykłada pieniądze Netflix będzie odpowiadała osoba utożsamiana z tym stylem: Masaaki Yuasa. A więc mamy nietuzinkowego reżysera i historię obchodzącą w zeszłym roku 45 lat od momentu pierwszej publikacji. Nie da się ukryć, że to kawał czasu i oryginał zdążył się już mocno zestarzeć, a w międzyczasie być inspiracją dla kolejnych pokoleń twórców w Japonii, bo bez Devilmana prawdopodobnie nie byłoby Berserka, czy Neon Genesis Evangelion. Tak, wpływy opowieści Go Nagaia sięgają daleko i nie sposób przecenić jego wpływu na cała branżę, bo w swoim czasie była to prawdziwa rewolucja: pierwszy raz na kartach mangi ktoś odważył się w tak naturalistyczny sposób poruszyć tematy przemocy, nagości i pociągu seksualnego. Jednak, w jaki sposób zaadaptować tego typu kultową historię?

    Yuasa zdecydował się na bardzo śmiały krok i zamiast kisić się we wczesnych latach siedemdziesiątych postanowił, że trzeba historię przenieść do czasów współczesnych oraz zreinterpretować ją na własną modłę. I to był strzał w dziesiątkę. Nie mogę nie pochwalić tej decyzji - dzięki temu opowieść nadal pozostała świeża i aktualna. Niektórzy hardcoreowi fani oryginału strasznie na ten ruch psioczyli, ale moim zdaniem inaczej tego się zrobić nie dało. Minęło w końcu te prawie pół wieku i pewne rzeczy paskudnie się przez ten czas zestarzały. I nie mówię tutaj nawet o oprawie graficznej, ale bardziej o strukturze opowieści, ta ucierpiała najgorzej na upływie czasu, po prostu dzisiaj tak się już nie pisze tego typu historii. Gdyby to zostawić tak jak Go Nagai stworzył... no nie wiem, czy seria nadawałby się do oglądania przez współczesnego widza. Szczególnie w momencie, gdy historia zamienia się u niego w opowieść typu "potwór tygodnia", na czym cierpią postacie poboczne oraz główny konflikt, który przez to nie może wybrzmieć w finale. Tymczasem Yuasa postanowił właśnie poświęcić część walk skupiając się bardziej na bohaterach oraz emocjach, co spowodowało, że zakończenie po prostu wgniata w fotel, a poszczególne pojedynki są bardziej wielowymiarowe i angażujące.

    Nasz główny bohater to Akira Fudo, niezbyt silny i wrażliwy licealista mieszkającego z przybraną rodziną na czas nieobecności w Japonii jego rodziców. Jego głównymi cechami charakteru są nieograniczona wręcz empatia do wszelakich istot żyjących, która objawia się za każdym razem łzami, gdy ktoś umiera oraz chęć niesienia pomocy każdemu, kogo uzna za potrzebującego. Wiąże się to z tym, że często przysparza mu to niemałych kłopotów – i tak przed dostaniem po twarzy w odcinku otwierającym ratuje go dawno niewidziany przyjaciel, blondwłosy Ryo. Ten informuje Akirę, że ludzkości grozi niebezpieczeństwo ze strony antycznej rasy zmiennokształtnych demonów i jedynym rozwiązaniem jest uświadomienie społeczeństwu faktu istnienia zagrożenia, a do osiągnięcia tego potrzebuje jego pomocy. Jednak w trakcie próby wywołania manifestacji potworów – nie wszystko idzie zgodnie z planem i główny bohater zostaje opętany przez jednego z nich. Tak rodzi się Devilman – istota z sercem człowieka i ciałem demona, jedyny obrońca ludzkości przed ukrytym w mrokach społeczeństwa zagrożeniem.

    Od tego momentu oglądamy nieustanne zmagania się Akiry z kolejnymi przeciwnikami, jak i własnym demonem. Nie jest to jednak walka ani prosta, ani chwalebna: nowo nabyte moce mają swoją cenę, a świat, do którego wkroczył to mieszanka szaleństwa, seksu i krwawej przemocy. Czy jego człowieczeństwo będzie w stanie przetrwać tę próbę?

    W ten sposób rozpoczyna się Devilman Crybaby. Jednak historia nie skupia się tylko i wyłącznie na nim oraz współpracy z Ryo, ale pozwala sobie często na przeskok do bohaterów pobocznych. Zyskują na tym przede wszystkim przybrana rodzina Akiry, główna love-interest Miki, czy… gang anarchistycznych raperów, którzy zastąpili tutaj typowych, jednowymiarowych licealnych łobuzów. Ogólnie każdy z bohaterów nabrał głębi, dla przykładu: wspomniana wcześniej Miki w oryginale była zaledwie ładną twarzą, którą się interesował Akira, a tutaj stała się pełnoprawną bohaterką z własnym wątkiem. Jest to tym bardziej odczuwalne, że gdy gówno uderza w wentylator, to nasza emocjonalna więź z nimi po prostu powoduje, iż część scen będziemy oglądać z ciężkim sercem, a jednocześnie wgnieceni w fotel poprzez niemal bezbłędną reżyserię i montaż. Tym samym często chcemy, ale nie możemy jednak oderwać oczu od tego świata pogrążającego się w coraz większym szaleństwie.

    Jednak tym, co stanowi (poza historią) największą zaletę anime jest zdecydowanie kierunek artystyczny, jaki ze sobą przyprowadził Yuasa – od bardzo nietypowych projektów postaci, które miejscami przypominały mi, szczególnie na zbliżeniach FLCL, poprzez fenomenalną zabawę kolorami, aż po ukazanie przemocy i seksu w sposób wyjęty z kina exploitation. Wszystko dodatkowo podlane sosem art-house’u, szalonych ujęć i kompozycji kadrów, miejscami sprawiając wrażenie wręcz onirycznego doświadczenia. Dużo pomaga groteskowe ukazanie demonów, te zwykle nie przypominają w niczym humanoidalnych istot tylko niemal lovecraftowskie istoty z jego wizji. Seria balansuje na krawędzi przemyślanego kiczu i brutalnego horroru, co pokazują takie sceny jak nieludzki, wręcz zwierzęcy i agresywny sposób biegu Devilmana nawet w jego ludzkiej formie. Całość jest na równi doświadczeniem wizualnym, co środkiem do opowiedzenia historii. Co prawda nie wszystkie decyzje kreatywne i sceny wydają się równie przemyślane, ale na szczęście jest ich zaledwie kilka i nie wpływają w żaden sposób na mój bardzo pozytywny odbiór całości pod względem artystycznym.

    Natomiast złego słowa nie mogę powiedzieć o ścieżce dźwiękowej, która jest absolutnie zabójcza. Sythowe, elektroniczne utwory absolutnie perfekcyjnie komplementują zarówno ton, jak i stronę wizualną tworząc unikatową atmosferę. Osobiście, na co dzień nie słucham tego typu muzyki, ale tutaj nie mogę się oderwać od soundtracku. Są także nieco spokojniejsze utwory, przygotowane na bardziej spokojne sceny. Ale na ten moment, nie wyobrażam sobie, żeby jakakolwiek inna muzyka niż to, co zaproponowano nam tutaj pasowała lepiej do Devilman Crybaby.

    Jednak, czy mogę polecić to anime każdemu? W żadnym razie – nie z taką myślą ta seria powstawała, to czuć od pierwszych minut. Dzieło Masaakiego Yuasy to unikalne doświadczenie, którego drugiego w tym roku na pewno nie będziemy mogli zobaczyć. Ba, wątpliwe, że nawet w latach nadchodzących. Reżyser wykorzystał wszystkie atuty, jakie dawała mu platforma Netflix i stworzył prawdziwie brutalne, seksowne i niepokojące dzieło. Devilman nie bierze jeńców, bo o ile pierwsze odcinki jeszcze są w miarę łagodne pod tym względem, to, co się dzieje w drugiej połowie potrafi wywrócić wnętrzności. Wizja apokalipsy jest bardzo graficzna, a i każdy liczący bohater nie może liczyć na taryfę ulgową, czy plot-armour, to nie jest typowa seria +18, na tę chwilę, to coś zupełnie większego, coś, co nie miałoby szans powstać w typowej dystrybucji. Jeżeli w ten sposób mają wyglądać kolejne sponsorowane przez streamingowego giganta pozycje, to ja się zapisuję i proszę o więcej.

    Od siebie daję jeszcze znak jakości im. Josepha Joestara
    http://i.imgur.com/TID0iOD.jpg

    #anime #jaqqubizarrecontent #devilman
    pokaż całość

    źródło: shinden.pl

  •  

    Jestem po pierwszym odcinku Devilman Crybaby i cholernie mi się spodobało to co zobaczyłem. Strona artystyczna, animacja, muzyka - absolutnie najwyższy poziom. Bardzo dobrze uwspółcześniono klasyczną opowieść i cieszę się, że Yuasa nie stara się po prostu przełożyć 1:1 mangi, a dodaje wiele od siebie. Podobnie jak w oryginale sporo przemocy, seksualności - ale z o wiele większą dawką surrealizmu, co raczej można było się spodziewać po tym, kto stoi za anime. Można powiedzieć, że szaleństwo jakie wylewa się z ekranu idealne koresponduje z tematem przewodnim serii.

    Ogólnie prawdopodobnie szykuje się już w styczniu najbardziej oryginalna produkcja w tym roku. Nie chcę się tutaj rozwodzić nad każdym z osobna odcinkiem, ale pewnie w tym tygodniu można spodziewać się recenzji ode mnie.

    Co do muzyki jeszcze - każdy fan synthpopu, newwave i pochodnych będzie zadowolony z tego co zaproponował główny kompozytor.

    #anime #devilmancrybaby #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Wczoraj skończyłem oglądać Tatami Galaxy - zajęło mi to dwa posiedzenia, w których pochłonąłem odcinki jak alkoholik na kacu zimne piwo. Jestem absolutnie zachwycony tym co właśnie obejrzałem.

    Pewnie większość już dawno go obejrzała, ale dla tych, którzy tak jak ja jeszcze do niedawna, siedzą pod kamieniem nieświadomości jaki wspaniały seans ich czeka - krótkie synopsis. Otóż Tatami Galaxy jest to historia o tym jak Dzień Świstaka może rozciągnąć się na dwa lata i jak różne wybory potrafią nas ugryźć w tyłek. Jednocześnie jest to historia o tym, że każdy tego typu wybór jest na swój sposób cennym doświadczeniem i żałowanie czegokolwiek może być jeszcze bardziej ograniczające. W końcu to także historia o tym, żeby próbować czerpać z życia całymi garściami i chwytać się wszelkich możliwości jakie życie przed nami roztacza.

    Bo Tatami Galaxy to opowieść o pozornie jednym wątku, ale nabierająca niezwykłej głębi i takiej prostej życiowej mądrości z każdym odcinkiem aż do samego końca. Oglądamy z perspektywy głównego bohatera jak jego różne decyzje podjęte przez w dwóch pierwszych latach studiów wpływają na niego - jak pisałem wcześniej, całość ma dużo wspólnego z Dniem Świstaka. Tutaj jednak, każda kolejna iteracja jest jednak unikalna (poza pewnymi stałymi, ale o tym później) - oferująca dla głównego bohatera nowe możliwości jak i naprawienie błędów z poprzednich linii czasowych.

    Sama postać Watashiego, którego losy przychodzi nam śledzić, jest bardzo ciekawa... bo reprezentuje on właściwie nie pełnoprawnego bohatera w klasycznym tego rozumowaniu, ale jest on zwierciadłem dla nas samych. Pewną formą autorefleksji - i jest to podejście bardzo unikalne. Sam wiele z zachowań MC mogę odnieść do siebie, mogę wręcz powiedzieć, że zatrważająco wiele - do tego chyba TG trafia do mnie tak mocno, że pomimo bycia osadzonym w japońskich studenckich realiach, to jako, iż jestem świeżo po pięciu latach studiów, pozwoliło mi na własną, osobistą retrospektywę tego okresu. Naprawdę niewiele jest serii anime, które potrafią wywołać w człowieku taki efekt i emocje. Pozostali bohaterowie natomiast - to bardzo kolorowa zgraja różnorakich osobliwości, od cwaniackiego oportunisty Ozu, poprzez stoicką Atashi, aż po życiowego mędrca zwanego Mistrzem. Nie wspominając o pewnym cud-chłopaku z fetyszami, czy kowboju.... będącym personifikacją popędu seksualnego głównego bohatera. Ale każda z nich stanowi również właśnie alegorię i odzwierciedlenie osób jakie sami mogliśmy spotkać na drodze naszego życia.

    Mówiąc o Tatami Galaxy - nie można też nie wspomnieć o animacji. Mówiąc o tym, że to art-house, to jak nic nie powiedzieć - reżyser, Masaaki Yuasa wyciągnął 120% art-house'u w art-house i jest to przepiękne. Realne zdjęcia mieszają się z animacją, mamy tutaj festiwal kolorów, kształtów i idei, ferwor surrealistycznych obrazów, potop niezwykłych kadrów oraz kompozycji kadrów. Do tego wszystko okraszone niesamowicie kreatywną i płynną animacją, każdy ruch jest na swój sposób unikalny i ciężko od TG oderwać oczy.

    Natomiast jeżeli miałbym znaleźć jakąś wadę - to, jest nią wymóg posiadania umiejętności jak najszybszego czytania po angielsku. Spora część dialogów, a przede wszystkim monologów głównego bohatera, jest podawana w iście karabinowym tempie. Osobiście gdzieś po drugim odcinku mój mózg się do tego przyzwyczaił (lata oglądania materiałów po angielsku na YT i anime z napisami oraz czytania mangi w języku anglosasów nie poszło na marne jednak) i mogłem spokojnie cieszyć się serią.

    Serdecznie polecam każdemu.

    #tatamigalaxy
    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #mahoutsukainoyome - ostatnie dwa odcinki poświęcono na przybliżenie historii Eliasa po tym spotkał go Lindel, a także w zeszłym tygodniu Chise miała okazję do zatańczenia wśród elfów (zaraz po tym jak wykonała sobie osobiście własną różdżkę, a może bardziej kostur).

    Tymczasem Elias snuje się bez celu - nie mogąc znaleźć sobie miejsca ani zajęcia, co zdecydowanie obrazuje, iż bardzo przywiązał się do nowych domowników, a ich brak niemiłosiernie mu doskwiera. Nawet jeżeli sam nie potrafi zrozumieć ani wyartykułować swoich emocji. Widać tutaj jednak to, że kontakty z innymi ludźmi są dla niego wciąż bardzo obce, ale wydarzenia, które nastąpiły po kupnie podopiecznej sprawiły, iż sprawy dla niego potoczyły się w nieco innym kierunku niż początkowo zakładał. Najpierw traktował Chise jako ciekawostkę - przebywając z nią jednak dzień po dniu, mając często w pewien sposób intymne (ale nie seksualne) z nią interakcje, powodują przemianę w nim, jakiej sam się nie spodziewał.

    Na Islandii główna bohaterka budzi się po całej nocy magicznych spotkań i okazuje się, że jej magiczny kostur jest już skończony - pewnie Lindel, gdy ta spała wykonał dla niej resztę, dodając na szczycie jako wykończenie małą rzeźbę ptaka. Zgaduję, że to rudzik (ang. robin), czyli tak jak Chise określają wróżki i elfy. A nie jednak ten detal został przez nią wykonany, a zadaniem opiekuna smoków jest jej "magiczne wzbogacenie", a fakt posiadania jej przez czarodziei jest taki, że potrzebują czegoś aby kontrolować użycie mocy, bo inaczej często podświadomie zużywają własne siły. I aby to wykonać Lindel używa swojego zaczarowanego śpiewu, klejnotu z dna jeziora oraz włosów MC. Dotknięcie przez nią już gotowej różdżki powoduje, że przenosi się do krainy bogów, a tam spotyka naszego starego znajomego. Smoka, któremu w snach tuż przed jego śmiercią, pozwoliła po raz ostatni zasmakować uczucia lotu wśród chmur. Staje się to kolejnym pretekstem do zmierzenia się Chise z własnymi demonami i uczuciami. Przy okazji bardzo ciekawy jest tutaj punkt widzenia gada w kontraście do bohaterki, ładnie obrazuje różnice w mentalności obu gatunków oraz różnicę w doświadczeniach życiowych.

    Po tym niezwykle przyjemnym dialogu - Chise wraca do świata realnego, gdzie już z lekkim sercem wypróbowuje nowo nabyty magiczny kostur, aby przenieść się z powrotem do domu i do Eliasa. Wywołuje tym samym swoją chęcią wróżki reprezentujące element ognia i w pokazie fantastycznej animacji przemienia się w coś na kształt ognistego feniksa (Jean Grey intensifies). Also muzyka jest tutaj absolutnie fenomenalna (dopiero po chwili ogarnąłem, że to instrumentalna wersja openingu, a już jak wszedł wokal to przekonałem się, że istotnie to czołówka). Cała sekwencja jest rewelacyjna.

    Wykończenie użyciem dość absorbującej magii sprawiło, że napłynęły do niej sny z dzieciństwa, gdy jeszcze jej biologiczna rodzina była w komplecie. Tutaj dowiadujemy się, iż nie zawsze było u niej źle i przez pewien okres żyli sobie całkiem szczęśliwi i oczekiwali przyjścia na świat drugiego dziecka, co wiąże się z jej słowami sprzed kilku odcinków, gdzie powiedziała, że nie wie dlaczego zniknął jej ojciec ani w jakim miejscu znajduje się obecnie oraz młodszy brat. Gdy się przebudziła okazuje się, że zaczął się sezon rozrodczy tych fruwających baranków i są dosłownie wszędzie.

    Ogólnie ładnie ten odcinek podsumowuje całą pierwszą połowę sezonu.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #kekkaisensen - ostatnio zostawiliśmy naszych bohaterów z problemem wielkiego kaiju wałęsającego się po ulicach Hellsalem's Lot po tym jak biedny suchoklatyczny znajomy Leo został namówiony przez bakterię-terrorystę do tego aby spróbował sterydów jego produkcji. Doprowadziło to oczywiście do wzrostu agresji biedaka, a przede wszystkim rozrostu jego tkanek - w szczególności mięśni.

    I zaczynamy ten odcinek dokładnie w tym momencie, w którym zakończył się poprzedni z olbrzymim problemem sobie spacerującym ulicami miasta jak gdyby nigdy nic. No i z Leo mającego u boku hiperdoktora w swoim pociesznym okrągłym stateczku na cienkich nóżkach z jednej i Sonica z drugiej, ktoś w końcu będzie musiał tym bajzlem się zająć... tymczasem nasze komando Wilkołaczyć na czele z Chain ma babski wieczór z winkiem. Nie ma to jak priorytety. A w tle za oknem chaos na ulicach, gdy te urżnięte już i tak w sztok sobie dalej chlają w najlepsze. Jak tutaj nie kochać tego anime.

    Do tego jeszcze te tłumy gapiów, które z całej sytuacji robią sobie piknik i podziwiają jak władze sobie (nie)radzą z całą sytuacją. Transparenty, browarki, zakłady, grill - dzień jak co dzień w Hellsalem's Lot. Do tego na scenę wkracza kolejny kaiju, któremu chyba próba odebrania mu tytułu największego indywiduum na tym świecie nie bardzo się spodobała. Riel jednak wciąż coraz mocniej rozrastający się pod wpływem działania Pana Złej Bakterii pokazuje jednak kto tutaj rządzi od tej pory. Tutaj jednak przechodzimy do mentalnego stanu naszego potwora, gdzie okazuje się, że stracił kompletnie kontrolę nad swoim ciałem i stał się więźniem villaina, który teraz to sprawuje władzę nad tą potężną górą mięśni. W tej sytuacji przyjaciel Leo zdaje sobie sprawę jak bardzo złą decyzję podjął i zaufał nieodpowiedniemu jednokomórkowcowi. Szczególnie fakt, że będąc na szczycie jest się właściwie bardzo samotnym. Bardzo przyjemne są te flashbacki jego z tego co stracił w na ten moment. Jednocześnie nieco rozluźnienie tego sentymentalnego momentu poprzez przypomnienie jak kruchym ciałem dysponuje "zwykły" Riel jest świetne. Do tego Leo będący w tych wspomnieniach sobą - stającym w obronie przyjaciół, nawet jeżeli może go to kosztować kilka złamanych żeber bardzo na plus. Powoduje to wzruszenie u naszego kaiju do tego stopnia, że zaczyna płakać łzami, które przez swoją wielkość miażdżą samochody na ulicach.

    Cała Libra na czele z Leo i Hiperdoktorem zbiera się aby odwrócić proces niekontrolowanego wzrostu... a Chain wraz z koleżankami prawie zgonuje nad winkiem i nie odbiera telefonów wzywających do pomocy reszcie ekipy. Ogólnie Batmob... znaczy się samochód lokaja Klausa potrafi się także zmienić w latającego drona z miejscami dla dwóch osób. Tak więc poszczególni bohaterowie szykują dywersję aby odwrócić uwagę potwora, a Leo szykuje się do desantu z powietrza. Z laserem do likwidacji nadmiaru tkanek rusza Sonic, a całą akcję nadzoruje swoim oczami MC. Bardzo pomocna strzałeczka pokazująca gdzie na tym gigantycznym ciele nasza małpka upadła. Also - okazuje się, że turbo-wzrok głównego bohatera ma też swoje ograniczenia, szczególnie fizyczne obciążenie na organizm Leo. Czas jednak powoli się kończy - gdyż Zła Bakteria postanawia siłą przejąć kontrolę na umysłem Riela i spowodować tyle zniszczeń ile tylko się da. Swoją drogą jak na mikroorganizm to dysponuje naprawdę imponującą technologią.

    I jak zwykle w ostatniej sekundzie kawaleria przybywa - tym razem w postaci Sonica z giwerą wybudowaną przez Hiperdoktora. Misja powstrzymania Riela chyba spowodowała więcej zniszczeń w Hellsalem's Lot niż gdy działał tylko pod wpływem instynktu. Sonic natomiast w ramach nagrody za heroiczną akcję dostał pokaźną ilość bananów. Zapp przy okazji korzysta z możliwości odegrania się na Chain, która gdy jej umiejętności mogły się okazać nieodzowne do opanowania sytuacji - wieczór spędziła przy winku i przekąskach (nawiasem on sam wcale taki heroiczny w tym starciu też nie był, co Leo mu nie omieszka wypomnieć).

    Także Rielowi udaje się powrócić z przepaści ziejącej na skraju HL do której wpadł po procesie odwracającym rozrost do gigantycznych rozmiarów. Jednak stał się przez to mniejszy nawet od swojego oryginalnego wzrostu i mierzy jakieś kilkanaście centymetrów, przez co Leo prawie go rozdeptał przechadzając się po Central Parku i wspominając przyjaciela myśląc, że już może go nie spotkać.... po czym podczas krótkiej rozmowy między nimi Riela porywa ptaszysko.

    Also scenka po napisach + następny odcinek poświęcony KK.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    +: RemigiuszGr, A......r +4 innych
  •  

    #mahoutsukainoyome - ostatni odcinek to już nie była kupa uderzająca w wiatrak, ale cały obornik wylany w przemysłowy wentylator. Pojawia się zły mag, Chise obrywa bardzo poważnie a Elias odpala tryb berserka - gdzie jako coś demonicznego pokazuje, że jest bardzo niezadowolony z zaistniałej sytuacji. Do tego mamy jeszcze blondynę, protegowaną czarownika oraz widmowego czarnego psa. Typowy dzień na angielskiej prowincji.

    Już od pierwszych minut widać, że w tej formie nasz mag kierowany jest czystym morderczym instynktem. Nie zważając nawet na stan swojej protegowanej szarżuje prosto na przeciwnika aby go rozczłonkować. Trzeba przyznać, że jego furia jest ukazana fenomenalnie - zarówno pod względem animacji oraz projektu jak i dźwięków jakie z siebie wydaje. Gdy jednak on szaleje, Czarny Pies stara się w jakiś sposób, sobie tylko znany, pomóc Chise - tym bardziej, że przypomina mu ona jego poprzednią właścicielkę, którą traktował jak siostrę. Nawiązuje tym samym jakąś "łączność" z nią w snach, tworząc swojego rodzaju pewną enklawę z własnych wspomnień z czasów gdy był jeszcze zwykłym zwierzęciem u boku swej pani. Co szybko przemienia się w dość smutną scenę, gdy ta ginie w nieszczęśliwym wypadku a on nie potrafi się z tym pogodzić.... ja bardzo przepraszam, ale czy ninja mogą przestać kroić cebulę gdy ja próbuję tutaj oglądać? Straszny problem z nimi mam przy MnY.

    Jak widać, to połączenie pozwala jej odzyskać przytomność i nieco odzyskać siły. Problem z szalejącym Eliasem jest nadal równie poważny, gdyż masakruje zombie-modliszę stworzoną przez tego nieprzyjemnego maga z taką pasją jakby jutro miało nie nadejść. Jednak nie tak do końca jest pozbawiony świadomości i nazywa swojego przeciwnika jakimś określeniem, które tegoż wyprowadza z równowagi - widać, że mają swoją wspólną przeszłość i wiedzą o sobie więcej niż można by się spodziewać. Także i on widać ma w zanadrzu jakąś potworną formę. Ale tutaj przed rzuceniem się na niego powstrzymuje Eliasa Chise, a pojawia się i również czarownik, nauczyciel blondyny i z rewolweru wypala złodupcowi w potylicę. Nasz tytułowy mag na widok rudej, która miewa się lepiej niż przypuszczał także nieco się uspokaja i wraca do zwykłej formy. Sytuacja na chwilę obecną nieco się stabilizuje, ale raczej wątpię, że to potrwa długo.

    Co szybko udowadnia nasz villain wstając sobie jak gdyby nigdy nic po tym jak kilka chwil wcześniej jego mózg został zmieniony w papkę. Ogólnie jego prezencja tutaj przypomina nieco wytwór HP Lovecrafta i pod powierzchownością wygląda jakby się krył jakiś stwór z jego opowiadań... No ale plot-twist, który nam sprawiono po chwili jest naprawdę wziął mnie z zaskoczenia - nie spodziewałem się, że jedną z jego chimer będzie stwór z głową tej Isabelle. I tym razem, to Chise wpada w słuszny gniew, odmawiając mu prawa do choćby tknięcia jednym palcem Czarnego Psa w ramach jego chorych eksperymentów. Doprowadza to do tego, że jej moc staje się dość destruktywna, ale zanim dochodzi do starcia - całą sytuację zmienia niespodziewane pojawienie się pewnego rodzaju wróża, który przenosi ich swoją magią byle dalej od złoczyńcy. Tym razem jest to duszek w formie Błędnego Ognika - pomaga on Chise w uspokojeniu emocji oraz jej mocy, a także stara się przypomnieć Czarnemu Psu jego rolę i wyrwać go z marazmu w jakim utrzymywały go wspomnienia zmarłej Isabelle. Powoduje to, że on ofiaruje się MC jako jej chowaniec.

    Tutaj jednak ponownie są atakowani przez... (tutaj sprawdzam jak się pisze w końcu jego imię)... Cartaphilusa, ale tym razem nie dają się zaskoczyć i błyskawicznie kontratakują nieco go uszkadzając. Nie przerywa to jednak momentu zawarcia paktu między psem a Chise. Swoją drogą świetna jest piosenka użyta w tym fragmencie, a i od strony wizualnej niczego tutaj nie brakuje. Chociaż te łańcuchy CG mogli sobie odpuścić, bo nie wyglądają one najlepiej.

    No i nasz Czarny Pies teraz będzie znany pod imieniem Ruth, stojąc u boku swojej nowej pani aż do śmierci jej lub niego samego. Korzystając z tak zdobytej mocy - atakuje chimerę i niszczy ją jednym ugryzieniem ku zaskoczeniu villaina, a jego samego udaje się przepędzić.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #ballroomeyoukoso - zgodnie z zapowiedzią, w tym odcinku mamy dostać background całego konfliktu między Chinatsu a Akirą oraz wgląd w to jak zostały początkowo parą i jak ich przyjaźń się rozpadła.

    Na początek jednak, podobnie jak w poprzednim odcinku mamy rozmowę między Hyoudou a Gaju na temat Tatary, Chi-chan oraz ich szans na finały i tego jak sobie radzą w porównaniu do innych par. Także prezentacja zdemoralizowanych twarzy głównej pary dużo mówi co się działo po tym jak Fujita dał upust emocjom na zakończenie tanga. Also skrobanie paznokciem o ścianę nieźle podkreśla tego wydźwięk.

    Widać jednak, że sędziowie są dla nich dość łaskawi i kolejna runda została zaliczona na pełną ocenę. Natomiast wymiany zdań między Tatarą a Chinatsu są tak bardzo passive-aggressive jak tylko można, ale relacje między bohaterami to jest sól tego anime - więc każda tego typu interakcja cieszy. Jeszcze wisienką na torcie jest moment, gdy MC jest po raz kolejny wciągany do przepychanek między Chi-chan a Akirą, gdy ta pierwsza zauważa, że rywalka nie otrzymała najwyższej możliwej oceny i jej sytuacja zrobiła się nieco mniej komfortowa. Ale tutaj także mamy bardzo ciekawe zdanie ze strony Chinatsu, gdy ta mówi, że póki co jej największym przeciwnikiem jest jej partner w tańcu - i dochodzimy też do momentu, gdzie drzwi, które widzimy w endingu będą się pojawiać jako pewnego rodzaju zabieg narracyjny. Do tego nasza rudowłosa dziewoja będzie próbowała wyciągnąć na wierzch wszelkie emocje jakie Tatara głęboko w sobie ukrywa i zobaczyć, co tak naprawdę kryje się pod jego skorupą, którą się otoczył.

    Jednocześnie jednak powoli także będziemy się zbliżać do flashbacków z dzieciństwa Akiry i Chi-chan. Mamy także jeszcze trochę wglądu w świat tańca od strony wydatków na stroje, które również są bardzo ważne jako element prezencji tancerza na parkiecie. Reakcja Fujity na ceny i uświadomienie sobie ile kosztów mu oszczędził Sengoku użyczając mu swojego starego stroju jest świetna. Zawarto tutaj także parę słów na to jak małe szczegóły mogą decydować o przejściu dalej lub odpadnięciu z konkursu. No i przebitki między treningiem u Marisy-sensei a tym jak Tatara zaczyna sobie łączyć w głowie wszystkie te detale, postawy i wizualizuje to za pomocą Kugimiyi wygląda fantastycznie. Szczególnie, gdy nakłada na swoje wyobrażenia sylwetkę Chinatsu.

    Po tym mamy fantastyczne ujęcie na to jak oboje tańczą z zawziętością ocierającą się o szaleństwo, a pozostali bohaterowie są bardzo zaintrygowani tym jak bardzo "niedopasowanie" Tatary i Chinatsu wyciąga z nich zupełnie nowe emocje oraz to jak przekładają się one na faktyczny taniec. Nie możemy jednak zapomnieć o tym, że zimna wojna na linii Chi-chan - Akira trwa w najlepsze i im lepsze rezultaty ta pierwsza osiąga, tym mniej pewna siebie ta druga się staje, a nasza bohaterka wbija jej szpilę za szpilą... i tutaj mamy ładną tranzycję do wspomnień Akiry. Okazuje się, że była ona bardziej zafascynowana charyzmą jaką od małego roztaczała wokół siebie Chinatsu swoim zachowaniem i charakterem niż samym tańcem. O tyle bardziej, że Akira jak była mała to był pulpet, a ruda wysportowana, przebojowa chłopaczyca. Ogólnie bardzo przyjemnie poprowadzono te wspomnienia, dużo tutaj różnych emocji: admiracja, zazdrość, złość, rozczarowanie. Do tego animacja jest absolutnie na najwyższym poziomie.

    No i na rozwinięcie musimy czekać do następnego tygodnia.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #mahoutsukainoyome - pora wsiąść w ten cotygodniowy emocjonalny rollercoaster. Potwierdza się też, że ten zły mag ze wspomnień będzie pełnił większą rolę jeszcze, bo ponownie go widzimy w krótkim, pojedynczym ujęciu.

    Ale zaczynamy od bardzo ciekawej rozmowy między Eliasem a czarownikami, która to toczy się równolegle do tego jak Chise znajduje się wewnątrz tej zepsucia. Dowiadujemy się, że sam nasz tytułowy mag jest czymś między wróżką (wróżem?) oraz człowiekiem - przynajmniej tak to zrozumiałem z kontekstu rozmowy. Plus jego podejście do zakupionej podopiecznej jest bardzo mocno logiczne i póki co chyba traktuje ją bardziej jak pewnego rodzaju inwestycję. Okazuje się też, że pojawienie się czarowników nie jest przypadkowe, ani podyktowane tylko i wyłącznie obawą o los Chise. Dialog kończy się w momencie, w którym nasza bohaterka w końcu uwalnia pogrążone w klątwie małżeństwo, znów robiąc spore wrażenie użyciem efektów cząsteczkowych oraz muzyką. I jeszcze raz ujawnia się ten nieprzyjemny koleżka, który był przyczyną całej tej sytuacji.

    Chise i Elias tymczasem podejmują temat zbliżającej się powoli śmierci do głównej bohaterki, która czeka ją za około trzy lata jeżeli nie znajdzie się sposób na opanowanie jej zdolności magicznych. Mag wyjawia także w końcu swoje intencje podając je jak "kawę na ławę". Szczególnie ciekawy jest fragment dotyczący tego czym właściwie jest i nie jest w swojej pół fizycznej, pół duchowej formie. No i to, że nie czuje typowo ludzkich emocji oraz jakiejkolwiek empatii wobec kogokolwiek i czegokolwiek dużo wyjaśnia. Także fakt, że Chise nie dość, iż jest Sleigh Beggar, to jeszcze może mu pomóc w pewien sposób przełamać tę "wadę" w sobie.

    Jak mi się nie podobają w tej serii skróty montażowe, tak jakby brakowało czasem między scenami ujęć, mam uczucie wycięcia kilku klatek między opuszczeniem kociego królestwa a tym jak Elias opuszcza swój dom aby doglądać Chise podczas jej regeneracji. Póki co to chyba jak dla mnie największa wada MnY. Natomiast tła nadal robią bardzo pozytywne wrażenie. Cieszę się też, że pozwala nam się chłonąć atmosferę chwili - w tego typu momentach najbliżej jest temu anime do Mushishi. No i muzyka jest absolutnie cudowna, tym bardziej muszę pogratulować osobie za nią odpowiedzialnej, gdyż to jego pierwsza praca przy anime i facet robi kawał świetnej roboty.

    Z innej beczki - zauważyliście, że im większy piersi w anime/mandze tym większe prawdopodobieństwo, że dana kobieta pełni jakieś ważne stanowisko w swojej społeczności? Królowa wróżek nie jest tutaj wyjątkiem, ale ujęcie na jej "pływający" biust w bardzo głębokim dekolcie mogli sobie darować, bo to pasuje do tej sceny jak pięść do nosa. Natomiast nie spodziewałem się, że jej mąż - król będzie przypominał trochę satyra, a z drugiej strony nawet bardziej na myśl mi przychodzi mi Malfurion ze świata WarCrafta. Używa on swojej mocy aby przyśpieszyć proces regeneracji mocy magicznej u Chise i obudzić ją wcześniej, niż by to trwało dla niej w normalnym tempie. Mówiąc po ludzku - buffuje jej po prostu regenerację many. Plus trochę chibi humorku odstawia.

    Przy okazji widać, że Chise ma już nieco zdrowsze podejście do faktu dłuższego pobytu na tym ziemskim padole. Na zakończenie odcinka pojawia się także ten czarnowłosy facet z końcówki openingu.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #inuyashiki - nie ma to jak zaczynać odcinek od martwej dziewczyny w łóżku, która zeszła w wyniku przedawkowania narkotyków. Ciekawe, czy w ogóle biorąc pod uwagę i tak dość mocno krwistość serii - jak będzie to się prezentowało na bluray, uzupełnią sceny o dodatkowe gore? Also - uliczny rzezimieszek był zmuszony do robienia lodzika, bo nie ustąpił miejsca P O T Ę Ż N E M U przedstawicielowi yakuzy.

    Natomiast widać, że historia nie będzie skupiać się tylko i wyłącznie na konflikcie między Inuyashiki a Hiro z ewentualnymi pomniejszymi bandziorami, ale także dostajemy innych, także charakterystycznych villainów. Przy okazji przedstawianie jakiejś randomowej pary, która nie jest związana z żadnym z bohaterów to jest komunikowanie widzom przez megafon: "Zaraz coś się w ich życiu odjebie". Nie, żeby to była jakaś wada, czy coś, ale im bardziej sympatyczne postacie, z którymi się może przeciętny widz utożsamiać, tym pewniejsze jest to, że będą mieli mocno przesrane, szczególnie w świecie jaki prezentuje Inuyashiki. Jeszcze z innej beczki - cała ta sytuacja strasznie mi przypomina mangę, którą kiedyś czytałem, bodajże "Wolf Guy" się nazywała i tam też była porwana kobieta... ogólnie w komiksie scena jej gwałtu była tak bardzo niepokojąca i naturalistyczna, że ciężko się to czytało, tym bardziej, że zaprezentowano ją z perspektywy gwałconej oraz jej złamanej psychiki. Ostatecznie musiałem przerwać czytanie na dłuższy okres żeby ochłonąć, bo wywracało to trochę żołądek na drugą stronę.

    Tutaj jednak by taka akcja nie przeszła raczej w telewizji i mamy co najwyżej sugestię tego co się działo/mogło by się dziać z naszą bohaterką i widzimy scenę jak już udaje się jej uciec do chłopaka. Przy okazji i tak klimat jest dość ciężki oraz napięcie budowane w porządny sposób. No i w kulminacyjnym punkcie pojawia się nasz Cyber Dziadek miotając przedstawicielami yakuzy jak szmatami po pokoju. Chyba pierwszy raz widzimy go też tak wściekłego jak tutaj. Ciekawe jest to, że bezpośredni strzał z bliskiej odległości w jednostkę centralną, dla uproszczenia zwaną głową nadal może spowodować przynajmniej pozbawienie go przytomności na pewien moment zanim organizm mu się zresetuje. Także desperacja jaką przeżywa gdy może się okazać, iż nie da rady kogoś uratować wypada bardzo przyjemnie.

    "I don't know who you are. I don't know what you want. If you're looking for ransom, I can tell you I don't have money... but what I do have are a very particular set of skills." dosłownie miałem ten cytat w głowie gdy Inuyashiki dzwonił do tego wielgachnego kolesia, aby oznajmić, że się zbliża i ich ponowne starcie nie skończy się dla niego dobrze. Muzyka też jest znakomita, gdy dziadek wbija mafii na kwadrat. No i walka między tym kolosalnym kolesiem a Inuyashiki wygląda świetnie, szczególnie gdy zaczyna mieć przeciw sobie cały zastęp ludzi z pistoletami maszynowymi.... a następnie robi niezłą masakrę pozbawiając każdego napotkanego gangstera wzroku i łamiąc im kręgosłupy (dosłownie oraz w przenośni). Animacja mechanicznych elementów MC robi wrażenie. Scena prawie jak z jakiegoś Punishera (tylko bez trupów, chociaż patrząc na stan yakuzy, chyba woleli by umrzeć).

    Ostatecznie zakończenie jest szczęśliwe.

    Jesteśmy na rozdziale 27 z 82. Jeżeli ktoś był ciekaw, to po prostu w mandze mamy bardzo dużo paneli akcji na pełną stronę lub zajmujących ich połowę, więc historia nie cierpi na zaadaptowaniu aż 10 rozdziałów w jednym odcinku.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #mahoutsukainoyome - ostatni epizod skończył się na całkiem dramatycznym cliffhangerze, gdzie Elias i Chise zostali skonfrontowani z niespodziewanym przeciwnikiem. Tym bardziej, że pojawienie się tej przeszkody w postaci dwóch czarowników (chyba tak byłoby najlepiej przetłumaczyć "sorcerer" w tym wypadku, biorąc pod uwagę kontrast ich w stosunku do "magów" takich jak Elias) - spowodowało wypłynięcie na światło dzienne pewnych wątpliwości co do zamiarów naszego "magusa", a także niepewnej przyszłości jaką czeka główną bohaterkę.

    W sumie sprawy obrały tutaj ciekawy obrót. Dowiadujemy się, że bycie Sleigh Beggar niesie za sobą poważne konsekwencje dla ciała osoby nim będącej - potężna magia, która przez nie przepływa powoduje, że w pewnym momencie "skorupa" może nie wytrzymać powodując jej śmierć. Jak widać z potężną mocą idzie w ich przypadku także potężna cena. Do tego podoba mi się jak rozegrali reakcję Chise na propozycję czarowników, gdzie nie jest zainteresowania "uwolnieniem" się od Eliasa tylko dlatego, że on jako jedyny okazał jej jakiekolwiek zainteresowanie oraz dał namiastkę domu. Po tym co przeszła nie jest ważne dla niej powód dlaczego to zrobił, ale sam ten fakt - nawet jeżeli nie jest traktowana jak "człowiek" tylko jako "zabawka" to i tak wystarczająco aby czuć wdzięczność oraz mieć poczucie długu. Ktoś na /r/anime nazwał to swego rodzaju syndromem sztokholmskim, może - ale biorąc perspektywę głównej bohaterki nie dziwię się jej wyborowi i jest dla mnie całkiem zrozumiały. Szczególnie przypominając sobie odcinek pierwszy, gdzie również odmówiła wróżkom udania się do ich krainy z tego właśnie powodu. Przy okazji Elias daje pokaz siły i przesyła napastnikom informację, żeby nie przeceniali własnych sił w konfrontacji z nim.

    Po tym jednak Chise wznawia rytuał oczyszczenia, gdzie kotka-Król również postanawia wesprzeć w nim naszą bohaterkę i przy bardzo przyjemnej, klimatycznej muzyce wkraczamy w sam środek zepsucia jaki toczy tę krainę. Trafiamy tym samym wraz z nią w sam środek wspomnień o przeszłości, w której wydarzenia doprowadziły do powstania tej abominacji. Przy okazji moje przypuszczenia, o których nieco napomknąłem w poprzednim wpisie wydają się sprawdzać, z tą różnicą iż okazuje się, że w całość była zamieszana jeszcze trzecia strona w postaci wędrownego maga o niejasnych intencjach. Biorąc pod uwagę ich długowieczność - jestem ciekaw, czy jeszcze go ujrzymy w późniejszych odcinkach. Wydaje się, że nie jest to "jednorazowa" postać. Ogólnie historia potoczyła się tak jak myślałem, ale sposób w jaki ją opowiedzieli był bardzo intrygujący i na swój sposób niepokojący... ale to jak spięli tamto wydarzenie z obecnymi i przeobrażenie w tą abominację było już nieco niespodziewane, szczególnie efekt tego co się stało po tym jak zmusili tą dziewczynę do wypicia eliksiru z kotów. Tutaj duży plus. No i muszę też pochwalić to szczególnie od strony wizualnej oraz montażu.

    Także zaskoczyło mnie to gdy Chise udało znaleźć się rozwiązanie, które będzie mniej radykalnie niż brutalne "wymazanie" dusz które utknęły wewnątrz zepsucia. Jak widać, wróżka jej towarzysząca też załapała, że istnieje inny sposób na zapewnienie im spokoju. Nooo i kolejna scena wyciskacz łez... widać, że ta seria będzie czerpała perwersyjną satysfakcję uderzenia mnie prosto w feelsy. Dużą częścią tego jest cudowna muzyka jaką nam zaserwowano.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    •  

      @Dorogon: Łączy się to pewnie z tym odcinkiem, gdzie wraz z Eliasem odwiedziła magiczny sklep i jego właścicielka pokazała jej podstawy korzystania z magii wróżek - wyobraziła sobie więc swoją moc jako wiar niosący pyłki, tak jakby rozpraszał zepsucie. Przynajmniej tak to interpretuję.

    •  

      @Dorogon: @jaqqu7: Zamiast skorzystać z pomocy królowej kotów jako przewodnika i "wymazania" dusz, Chise wpadła na pomysł, żeby wprowadzić je z powrotem do cyklu, właśnie przez magię wiatru - jak wspomnieliście podobnie jak pyłki czy nasiona kwiatów.

      I muszę przyznać, że takie klasyczne fantasy, to coś czego mi brakowało. Jest po prostu cudowne :)

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    #mahoutsukainoyome - ciekawe, jaką historię po ostatnim odcinku, gdzie dostałem emocjonalny cios w nerki zaoferuje się nam w tym tygodniu.

    Na początku objawia nam się, że Chise nie tylko ma zdolność przyciągania wróżek jak źródło światła ćmy oraz to, że jej własna moc jest całkiem potężna - ale ma też jakiegoś rodzaju sny pozwalające jej "podglądać" inne osoby, choć póki co raczej nieświadomie i nie wiadomo, czy to przyszłość, przeszłość, czy teraźniejszość względem głównej bohaterki. Natomiast z jego przebiegu wynika to, iż prawdopodobnie jakiś kotek musiał oddać jedno ze swoich żyć. Po przebudzeniu dowiadujemy się także o podróży Eliasa i Chise gdzieś pociągiem - w sumie trochę to zaskakujące, że nasz czarodziej zamiast teleportacji używa zwykłego środka transportu. Sam wagon i dźwięk jaki maszyna wydaje zdaje się jakby jechali z lokomotywą parową z przodu, co jest nieco konfundujące biorąc pod uwagę widok całkiem współczesnego samolotu i innych rzeczy wskazujących na bliższy nam czas niż by to sugerowało użycie tak przestarzałego silnika. Ok, nawet nam tego dymiącego potwora pokazano. Można było się w sumie spodziewać, że to nie jest jednak zwykła ciuchcia ale jakiś jej magiczny odpowiednik, bo jakiegoś rodzaju reptylianina jako konduktora (?) raczej u brytyjskich przewoźników bym się nie spodziewał. Dobra, w tym świecie koty potrafią gadać z osobami o magicznych zdolnościach i naprawdę mają dziewięć żyć do swojej dyspozycji. Tak nawiasem ten wygadany kocur, który przycupnął na nogach Chise to nie jest czasem brytyjski krótkowłosy? Złote oczy i ta specyficzna barwa sierści bardzo go przywodzi na myśl... Ok, do tego koty mają swoje własne królestwa i władców, którzy bynajmniej nie rządzą najbliższymi kilkoma śmietnikami, a angielską prowincją jak z pocztówki, która dosłownie jest przez nie opanowana w każdym calu. Jednak sen z początku odcinka nabiera tutaj sensu.

    Ciekawą sprawą jest też pewna zdolność dzieci w tym uniwersum, nawet tych pozbawionych zdolności magicznych do pewnego rodzaju przejrzenia iluzji stworzonych przez Eliasa, dlatego stara się ich unikać. Also mamy małą, słodką dziewczynkę, która lubi zwierzątka, a jak wiadomo takim małym, słodkim dziewczynkom w anime nigdy nic się złego nie dzieje, co nie? Hej, swoją drogą niedawno skończyłem czytać jedną z antologii opowiadań od HP Lovecrafta i tam była dokładnie taka sama historia, gdzie koty zaatakowały i zemściły się na osobach, które je zabijały dla przyjemności. Ciekawy przypadek. Jeszcze z innych rzeczy - z odcinka na odcinek coraz bardziej czuć silną nutę Mushishi w tym anime, aż mnie naszła ochota aby w końcu nadrobić kolejne sezony (nawet jeżeli mangę już jakiś czas temu całą przeczytałem).

    Well, znów Chise jest atakowana znienacka. Tym razem chyba w przeciwieństwie do porwania jej przez smoka - intencje nie są już tak przyjazne. Znów też zaczyna tonąć. Do tego też znów mamy przebitkę na ten sam sen, który miała na początku, tym razem znacznie wyraźniejszy jest. I na tym etapie zaczynam się domyślać (o ile nie będzie jakiegoś wybitnie szalonego plot-twistu) gdzie ta historia zmierza, a uśmiercony przez koty koleś prawdopodobnie nie był taki zły ani nie miał nikczemnych pobudek. Natomiast scena przed rytuałem oczyszczenia spaczenia była bardzo przyjemna, szczególnie wymiana zdań między Eliasem i Chise. Also - chodzenie po wodzie gołymi stopami chyba nie jest najprzyjemniejsze, mógł jej dać jakieś przynajmniej sandały, czy coś. Pod koniec oczywiście gówno uderza w wiatrak jak zwykle - wraz z pojawieniem się dwójki niezbyt przyjemnych osób.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #ballroomeyoukoso - niby taka drobna scena jak przypinane numeru do pleców, ale jednocześnie czuć tutaj pewną zmianę w relacji między Tatarą a Chinatsu. Do tego super była reakcja MC na to, że pozostałe dwie ważne dla historii pary wyjechały na konkurs do Niemczech, gdy ten liczył na spotkanie z nimi na parkiecie - miny jakie dostarcza w drugiej połowie sezonu są po prostu bezcenne. Natomiast spotykamy na parkiecie nowo wprowadzonych rywali z początku tego arcu - czyli ex-przyjaciółkę Chi-chan oraz Kugimiyę, którzy również biorą udział w tym Grand Prix. Powiedzieć, że MC się nieźle wkopał ze swoją pochopną decyzją aby wziąć w nim udział, to jak nic nie powiedzieć. Bardzo podoba mi się natomiast podwójna narracja podczas tańca, gdzie mamy jednocześnie występ jak i przebitki na lekcje jakie udziela głównym bohaterom Marisa - fajnie się to ze sobą komponuje i uzupełnia, ale reżyserię oraz montaż nie raz już chwaliłem tutaj. Also mamy także całkiem rozbudowane sceny samego tańca - szczegółowo i płynnie animowane. Jak zwykle kiedy trzeba błyszczeć BeY robi to świetnie. Od strony rozwoju bohaterów też jest poprowadzone w punkt, poprzednio gdy Chinatsu miała do czynienia z Akirą straciła nieco panowanie nad emocjami i starała się niemal zdominować w tańcu Tatarę, tutaj jednak utrzymała nerwy na wodzy i pomimo niemalże bezpośredniej konfrontacji na parkiecie nie uległa tej pokusie co od razu poczuł także MC. Pisałem o tym już w poprzednich podsumowaniach, ale to właśnie w mandze najbardziej przyciągnął mnie do historii właśnie progres bohaterów od strony charakteru i relacji między nimi. Jak dla mnie to jest właśnie największą siłą tej opowieści.

    Trzeba także przyznać, że to bardzo intensywny odcinek i chyba jeden z największą ilością bardzo ekstensywnie animowanych scen tańca. Wszystko wygląda fantastycznie - szczególnie mi się podobało gdy płynnie od Tatary przechodzimy do naszego czarnowłosego rywala i jego wglądu w to jak widzi otaczający go świat oraz inne pary na parkiecie. Wspominałem o nim jako pewnego rodzaju nihiliście - tutaj mamy jeden z pierwszych wglądów w jego głowę i wygląda to fenomenalnie od strony wizualnej. I ten miks scen z treningu oraz samego występu dla Tatary i Chinatsu sprawdza się tutaj świetnie, bardzo podkreśla rozwój ich techniki i umiejętności, a zarazem w pewien sposób dynamizuje scenę. A scena gdy Fujita ratuje partnerkę przed upadkiem i w pewien sposób doświadcza pewnego uczucia podczas tańca, którego wcześniej nie znał, teraz gdy zaczyna tworzyć prawdziwą parę z kimś - absolutnie opad szczęki. Tutaj akurat anime pozamiatało to jak było to ukazane w mandze. Ogólnie to co tutaj się wyprawia w tym odcinku, to wejście na zupełnie nowy poziom dla tego anime.

    Z innych rzeczy - trzeba przyznać, że autorzy postarali się jak mogli aby oddać seksapil Marisy i w każdej scenie, w której występuje nie da się ukryć, że przyciąga wzrok. Oprócz tego bardzo sprawnie i bez niepotrzebnych przestojów przechodzimy do jak dla mnie jednego z najciekawszych arców - czyli wyjazdowego treningu, gdzie będzie sporo ciekawych interakcji między poszczególnymi postaciami. Szczególnie pomiędzy Tatarą a Chi-chan. Spotykamy tutaj także Gaju, Mako, Shizuku i Hyoudou, którzy również pojawili się w wakacyjnej rezydencji Marisy na trening. Natomiast reakcja MC na wiadomość o tym, że niepotrzebnie uciekał z poprzedniego, nieszczęsnego Grand Prix to ponownie złoto, szczególnie jak zmieniają go w animowany szkic postaci na pustym tle. Świetnie to wyglądało, ale w całości ten odcinek stoi bardzo ciekawymi rozwiązaniami wizualnymi. Widać, że pewne niedociągnięcia z poprzedniego epizodu wynikały z intensywnych prac nad tym właśnie, bo tutaj absolutnie każda scena pod względem pomysłów, animacji i płynności ruchów błyszczy. No i sceny między Tatarą a Chi-chan <3 Do tego widać i czuć niechęć Kugimiyi do MC, ale dlaczego tak bardzo za nim nie przepada - to będzie rozjaśnione w późniejszych odcinkach. Noo i na koniec mamy to o czym wspomniałem już kilka wpisów na temat BeY temu, czyli że stosunki między Fujitą a Chinatsu będą momentami iście wojenne... co jest świetnie, bo stawia, przede wszystkim MC, w nowym świetle.

    Fantastyczny odcinek - chyba jeden z najlepszych.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #mahoutsukainoyome - no jestem ciekaw co tam dalej nam się szykuje po nagłym ataku smoka z końcówki poprzedniego odcinka. Widać, że Chise, czy to przez swoje wyjątkowe umiejętności, czy to przez przebywanie z Eliasem jest niemałą sensacją w magicznym świecie. Przy okazji dostajemy bardzo ładne obrazki mające przypominać wiosenny (letni?) krajobraz Islandii (gdzie o ile dobrze pamiętam nasi bohaterowie obecnie się znajdują). Czasem mam wrażenie, że przeskoki między scenami są robione aż nazbyt "płynnie" - przez co określenie czasu i miejsca bywa mylące i dezorientujące. Szczególnie było to widać w poprzednim odcinku, gdzie Chise była wysłana po miotłę, a tutaj przeniesienie się o parę chwil w przeszłość dla kilku słów o tym dlaczego nasza para się tutaj udała - nie zostało to najlepiej zasygnalizowane. Natomiast projekt zwierząt żyjących w tym magicznym uniwersum oraz cudowną muzykę, muszę mocno pochwalić tak dla zrównoważenia moich obiekcji jakąś pochwałą, bo mimo wszystko bardzo dobrze to się ogląda (zawsze się zastanawiam jak dużo osób jeszcze zwraca oprócz mnie na takie rzeczy jak reżyseria, czy montaż w ocenie serii - poza oczywistymi przypadkami, gdzie te rzeczy są tak wyraźnie skiepszczone, że oczy krwawią).

    Nawiasem, to jak Chise smok wrzuca do wody, powoduje jak na przypuszczalnie niewielką wagę bohaterki dość spory rozbryzg wody + raczej nikt tam nie nadawałby się na ratownika przy basenie przy tak biernej postawie dla tonącej osoby. Dodatkowo jedno ujęcie przypominało trochę to jak w ostatnim sezonie Gry o Tron Jamie wpadł do rzeki, pewnie nie było to intencjonalne ale takie miałem skojarzenie. Swoją drogą podobnie też jak w tamtym serialu fantasy - magicznym sposobem nasza bohaterka wynurza się po dłuższej chwili w zupełnie innym miejscu. Podoba mi się natomiast ten szczegół, że ten stary smok jest cały obrośnięty mchem - bardzo to podkreśla dodatkowo jego wiek oraz problemy z poruszaniem się. Przy okazji mamy jeszcze odrobinę pokazu umiejętności i mocy Eliasa. Bardzo przyjemna jest też scenka z młodymi smokowatymi, taka bardzo rozluźniająca. Ale tła to naprawdę są śliczne tutaj, bez dwóch zdań. Ciekawe jest też bardzo rozwinięcie wątku z tym starym, umierającym gadem - szczególnie różnice między jego gatunkiem a ludźmi. Nie tylko fizjologiczne, ale wynikające z tego także mentalne podejście do życia i śmierci. Plus cały wydźwięk sceny w kontekście doświadczeń życiowych Chise jest bardzo mocny. A scena wymiany wspomnień o tym jakie to uczucie jest wzbić się w powietrze jako smok jest absolutnie cudowna + ta piosenka - wyciska to łzy wzruszenia z oczu. Dawno się tak nie wzruszyłem na żadnym anime.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #kekkaisensen - aww yiss, Kekka Sensen powraca! Czyli najbardziej oczekiwana przeze mnie seria z tego sezonu, a jednocześnie ta, o którą najbardziej się obawiam ze względu na roszady w ekipie kreatywnej za niego odpowiedzialnej. W każdym razie z informacji, które nam ujawniono przed premierą - ta część, w przeciwieństwie do sezonu pierwszego, ma być bliższa mangowemu oryginałowi. Właściwie to cały pierwszy sezon był w swojej głównej linii fabularnej anime-original, co jest dość nietypowe, ale zdolni ludzie z BONES zrobili z tego fantastyczną rozrywkę. Czego oczekuję po KS&Beyond? Mniej, więcej tego samego co było poprzednio - czyli szalonej jazdy, w szalonym świecie Hellsalem's Lot, dawniej zwanym Nowym Yorkiem (ciekawostka w oryginale nazwa brzmiała Jerusalem's Lot, co było nawiązaniem do twórczości Kinga, ale pewnie z powodów licencyjnych musiano ją zmienić, tak jak w przypadku nazw Standów z JoJo part 4).

    Ponownie zaczynamy od narracji głównego bohatera - Leonarda Watch, który zdaje sprawozdanie z tego jak mu się żyje w tym szalonym świecie, swojej siostrze Michelli (ma ona odegrać zdecydowanie większą rolę niż w pierwszym sezonie, a także być poruszony temat tego czym są magiczne oczy głównego bohatera), co więcej tę scenkę częściowo widzieliśmy już w PV. Ale ogólnie sekwencja otwierająca zapowiada, że chyba moje obawy były bezpodstawne, bo prezentuje się fenomenalnie. Hellsalem's Lot tak jak poprzednio to kompletnie szalone miejsce, z równie szalonymi mieszkańcami... It's raining men! Hallelujah! Ach te kompletnie randomowe wydarzenia - tęskniłem za nieprzewidywalnością Kekkai Sensen oraz kompletnym absurdem tutejszych wydarzeń. Ogólnie to jak Leo spada z wysokości, mając przyczepione do głowy jakieś dziwaczne stworzenie + rapowy insert song lecący w tle. No miodzio i od razu mamy też powrót Zappa, który ratuje naszego biednego bohatera przed niechybnym rozpaćkaniem o ziemię. Widać też, że seria nie będzie stroniła od krwawych śmierci. Powraca też King of Depravity Femt - ogólnie czuć, że ten odcinek będzie poświęcony w dużym stopniu na przypomnienie nam poszczególnych bohaterów, ale jeżeli to się ma odbywać w taki sposób - to nawet nie jestem zły i kupuję to bez słów skargi. Tłumaczenie sytuacji ze strony antagonisty prowadzona na różnych powierzchniach służących za ekrany - świetnie to poprowadzono. Plus widać, że nasi bohaterowie nic nie stracili ze swojego zawadiackiego uroku. No i niemal cała organizacja Libra w komplecie! OMFG - jak Klaus wchodzi do akcji... sakuga wylewa się z ekranu. Zarówno ruchy tych bestii, jak i efekty świetlne, oraz ruchy bohaterów - wszystko zapięte na ostatni guzik. Jakie to było piękne. Mam łzy w oczach ze wzruszenia - ech, jaka to będzie dobra seria. Ogólnie cała Jesień 2017 zapowiada się fenomenalnie.

    I wchodzi opening, trochę brakuje mi "Hello World!" z pierwszego sezonu i bym się nie obraził gdyby i tutaj go użyto, ale nowy - od Unison Square Garden wypada naprawdę dobrze. Natomiast od strony wizualnej jest świetnie, montaż jest w punkt, mamy ciekawe ujęcia i ładną animację. Bardzo podoba mi się ten fragment z graffiti i ogólnie zabawa z kolorami. Czuję, że ten sezon będzie się kręcił się chyba wokół wampirów biorąc pod uwagę czołówkę.

    Oho - rapowana ekspozycja na temat lore świata. W sumie, w tej formie to o wiele łatwiej się trawi, tym bardziej że tła i samo miasto, które się tutaj nam przedstawia prezentują się fantastycznie. Od strony technicznej, ta seria to będzie miazga. Also, to że główny bohater kupuje sobie konsolę do grania i gry zamiast odkładać na poważne rzeczy pozwala mi się z nim jakoś bardziej utożsamiać. Muszę też nadmienić, że reżyseria i montaż póki co także na wysokim poziomie. Czy wspominałem już, że animacja jest absurdalnie płynna i w ogóle każda scena wygląda absurdalnie dobrze pod niemal każdym względem? Absolutnie ubóstwiam to jak rozwiązano tutaj przekazywanie nam pewnych informacji, szczególnie poprzez pewne zabiegi narracyjne. Od strony humorystycznej seria też powraca z przytupem - nie spodziewałem się, że jedną z pierwszych przygód Leo będzie dostarczenie wciąż żyjącej i gadającej głowy Prezydenta do reszty jego ciała. Ech, ten festiwal wybuchów i sensownie pozbawionych sensu kolejnych wydarzeń... aż szkoda, że tylko 12 odcinków nas czeka, bo to jest materiał na serię 10 na 10. Nawet elementy CG są na wysokim poziomie i używane z głową oraz zachowaniem dobrego smaku. Widzę też nowe twarze, których nie było w pierwszym sezonie jako członków Libry - ciekawe, czy będą mieć coś więcej do roboty poza byciem wsparciem dla głównej ekipy. Chyba mam odpowiedź na to pytanie ;) Natomiast każda scena akcji jest tutaj tak dopieszczona, że zbieram podłogę ze szczęki. Mamy też parę nawiązań flashbackowych do poprzedniego sezonu. No i sam finał odcinka też jest świetny, bo znów Klaus daje popis.

    Absolutnie fe-no-me-na-lny odcinek, a z zapowiedzi widać, że to tylko początek. Anime sezonu? Jak dla mnie póki co konkurencja może patrzeć Kekkai Sensen & Beyond na plecy. Powiem więcej - ten sezon może być nawet lepszy od pierwszego.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    GIF

    źródło: i.imgur.com (1.27MB)

  •  

    #mahoutsukainoyome - no więc oficjalne rozpoczęcie nowego sezonu z Mahoutsukai no Yome! Studio Wit ponownie uderza z pełną, 24-odcinkową serią fantasy. O ile się orientuję wyszło trzyodcinkowe OVA jeszcze, ale z tego co udało mi się wyczytać na /r/anime - lepiej nie oglądać, bo można sobie zaspoilerować właściwe wydarzenia, które będą poruszane w anime. Nie czytałem mangi, więc póki co żadnych odniesień do niej nie będzie (chyba, że seria mnie tak mocno wkręci, że nie będę mógł się powstrzymać i nadrobię komiks jak przy Ballroom e Youkoso ( ͡~ ͜ʖ ͡°)). Jeszcze chciałbym nadmienić, że ten rok stoi pod znakiem 2-courowych serii - dawno już nie było roku, żeby tyle wyszło anime z tą ilością odcinków. Zwiastun pewnego ożywienia w branży?

    Nie przedłużając - pora na seans. Zaczynając od openingu, który jest... ok? Jest parę ciekawych zabiegów, muzycznie też daje radę, ale oprócz tego nic więcej tam nie ma właściwie. Ot parę ujęć na główną bohaterkę, parę prawdopodobnie wyciętych scen z przyszłych odcinków, jakieś zaprezentowanie postaci w urywkach i to byłoby na tyle. Nic czym można by się zachwycać - zarówno pod względem animacji, czy montażu. Taka standardowa, solidna czołówka - można powiedzieć rzemieślnicza robota.

    Zaraz po jego zakończeniu mamy pierwsze ujęcie na główną bohaterkę, która podpisuje jakiś dokument i ogólnie wydaje się być albo mocno zniechęcona życiem, ujęcie na pozbawione blasku oko i ślamazarne ruchy przy obsłudze wiecznego pióra na wskazują, a także barwa głosu i sposób wypowiadania się. Po tym ujęcie na miasto, przypominające Londyn - czyli połączone wieżowców wraz z XIX wieczną, industrialną zabudową i powrót do bohaterki, której zakładana jest obroża z łańcuchem po podpisaniu kontraktu. Mamy też wgląd w fantastyczną faunę i florę tego świata, która jest wystawiona na swego rodzaju aukcji - a także dziwną społeczność, ubraną w szare płaszcze z białymi maskami na twarzach, które mają tylko otwory na oczy. Następnie ładne przejście z jednej sceny do drugiej, jak tajemnicza postać w czerni dematerializuje swoją laskę i mamy ujęcie na bohaterkę pozostawioną samą w jakimś pomieszczeniu. Pewniakiem tajemniczy jegomość to tytułowy mag - translacja tytułu brzmi mniej więcej: Ancient Magus Bride, co sugeruje że nasza bohaterka będzie mu oddana za towarzyszkę życia, czy coś w tym rodzaju. A więc, nasza MC, która nawiasem nazywa się Chise wystawiła siebie na sprzedaż na jakiejś aukcji i dodatkowo jest rzadkim oraz drogim okazem do zakupienia. No i na scenę wkracza nasz rogaty czarodziej, który będzie także głównym bohaterem. Dowiadujemy się też, że jest niesamowicie bogaty, oraz to że o ile jest tolerowana jego obecność, to nie jest tam najcieplej przyjmowany. Nie jestem do końca pewien, czy mi się podoba jego VA -głos jaki mu dobrano jest nieco zbyt "czysty" jak na jego prezencję, ale to może kwestia przyzwyczajenia. Natomiast mamy jeszcze dodatkowy wgląd w szybkich flashbackach bohaterki, że widzi rzeczy, których przeciętny człowiek nie powinien móc zobaczyć, oraz to, że nasz mag ma na imię Elias i twarz zdjętą z okładki płyty zespołu metalowego, grającego jakiś wybitnie ciężki jego typ. Also Chise jest z tego co się dowiadujemy - sierotą wychowaną w bidulu. Łącząc fakty - możemy się domyślić, dlaczego wydawała się w tych pierwszych minuta wyprana z emocji. Natomiast dla Eliasa, jej zdolności są co najmniej pożyteczne i widać, że liczy iż inwestycja się w ten czy inny sposób zwróci. Póki co wydaje się też, że w sumie to człowiek (?) o całkiem dobrych zamiarach. Fajnie zanimowali to jak się bawi swoją laską, którą przywołał (jakkolwiek dziwnie by to zdanie nie brzmiało). Ogólnie scena przywoływania portalu przypominającego pnącza z kolcami wygląda całkiem efektownie, a i muzyka też robi tutaj swoje. Tła w nowej lokacji są bardzo ładnie wykonane, kolory są żywe, a rysunki bardzo szczegółowe. You are wizard Har... Chise. Dosłownie. Also humor, jak ktoś dobrze zauważył pod /r/anime - bardzo przypomina też FMA... a ogólnie cała scena jest równie humorystyczna, co niepokojąca.

    Muszę naprawdę pochwalić muzykę, która świetnie wpasowuje się w baśniowy, nieco oniryczny klimat odcinka. Nie jest używana zbyt często i dużo jest scen, gdzie mamy tylko głosy postaci i dźwięki otoczenia, ale jak już wchodzi, to myślę, że warto będzie czekać aż się ukaże pełen soundtrack do przesłuchania. Natomiast te wróżki bardziej mi skrzyżowanie ich z harpiami, szczególnie wygląd skrzydeł i pazury zamiast stóp. Czemu jak zawsze oglądam anime wieczorem, to musi być na ekranie mnóstwo, całkiem smacznie wyglądającego jedzenia? Also - jest też trochę ekspozycji na temat tego czym jest nasza szkarłatnowłosa bohaterka i czym objawiają się jej unikatowe zdolności. Ogólnie wydaje się, że seria będzie bardziej z tych spokojnych, przepełnionych atmosferą - więc świetnie będzie się mi to śledziło między kolejnymi, bardziej emocjonującymi seriami.

    Póki co - po pierwszych wrażeniach, polecam sprawdzić.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      @jaqqu7: Jest sierotą, ale nie była wychowywana w bidulu. Powtórzę - w anime postacie tylko rozważają wysłanie jej do domu dziecka. Nie dowiadujemy się, że była wychowywana w bidulu.

    •  

      @jaqqu7: Przypadkowo obejrzałem OVA - Chise opowiada tam o swojej przeszłości. W serialu nie ma przedstawionej jednej czy dwóch postaci, które są w OVA. Jeżeli Ci to nie przeszkadza to możesz śmiało obejrzeć, w przeciwnym razie poczekaj kilka odcinków.

      Ogólnie to anime bardzo mi się podoba i liczę, że się na nim nie zawiodę.

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    #ballroomeyoukoso - do nowego sezonu anime jeszcze nieco ponad tydzień, więc najbliższe dni pewnie poświęcę na dokończenie Kakegurui i zrobienie podsumowania z tej serii. Poza tym jedyną serią, która mi została z obecnego sezonu jest właśnie Ballroom... gdzie właśnie zaczyna się cały drugi cour i z tego co już zdążyłem zauważyć, prawdopodobnie będą chcieli zawrzeć wszystko co do tej pory było w mandze. Będzie się to wiązało z wycięciem za pewnie mniej znaczących scen, więc dla pełnego doświadczenia z historią polecam sięgnąć jednak po mangę jako uzupełnienie i ogólnie kontynuację - wychodzi w trybie rozdział/mc więc spokojnie szybko zorientujecie się, że jesteście na bieżąco... chyba, że ktoś nie chce sobie sopoilerować anime, w takim razie poczekajcie na jego zakończenie i w tedy wskoczcie...

    ...przechodząc już do właściwego epizodu, zaczynamy dosłownie w tym momencie, w którym zakończył się poprzedni - czyli nowa rudowłosa bohaterka wpada w tłumie na Tatarę. Natomiast reakcja MC na to jak ta zamiast przeprosić czy coś naburmuszona każe mu milczeć, że ją tutaj widział - rewelacyjna kwaśna mina na jego twarzy. Tak nawiasem jeszcze co do nowego openingu - to podobnie jak poprzedni strasznie mi się w mózg wkręcił, ale i wizualia przy bliższym przyjrzeniu się oraz analizie tego co widzę mnie bardziej kupiły. Nadal uważam, że zdradzono w nim zbyt wiele dla widzów anime-only, ale mimo wszystko świetnie wpisuje się w to jaką relację będzie mieć między sobą para głównych bohaterów i jaką dynamikę dla nich to wprowadzi. Szczególnie pierwsza scena z tym intensywnym wpatrywaniem się w siebie i odbiciem w oku twarzy oraz sam taniec w deszczu. Jak pisałem też w poprzednim akapicie dostaniemy (prawdopodobnie) zaadaptowaną całą dotychczasową mangę, co biorąc pod uwagę cały "środek" czołówki pod lupę wszystko na to wskazuje. Jak zwykle zapuszczam się w rozbudowane dygresje jednak zamiast mówić o odcinku.

    Więc pomimo dość speszonej postawy Chinatsu (tak się nazywa nasza rudowłosa) daje głównemu bohaterowi w szkole sprzeczne sygnały - pierwsza się do niego odzywając. Chyba możecie się domyślić, że miała wcześniej już styczność z tańcem towarzyskim, choć początkowo nie chciała tego ujawniać. Dlaczego? Na wyjaśnienie musicie poczekać. Natomiast podobało mi się szczotko-przejście między scenami - lubię tego typu płynny montaż zamiast urywanych cięć (chyba, że akurat wymaga tego sekcja dramatyczna i narracja). Przy okazji dostajemy trochę wglądu w to jak działa "znajdywanie" sobie par do tańca od kuchni w tym sporcie + w mandze bardzo mnie zaskoczyło użycie tej kobity przy tuszy jako komediowej scenki po tym jak straciła jakieś 2/3 wagi. No i mamy też krótką przebitkę na bro-Gaju. Jednak najciekawszym wydarzeniem jest to jak Chinatsu postanawia śledzić Tatarę do studia tańca skuszona zasłyszanym podczas rozmowy imieniem Sengoku. Natomiast trzeba przyznać, że jego partnerce - Hongo naprawdę oddali to jak seksowna jest, a jak ściągała kask brakowało tylko błyszczących gwiazdek wokół i efektu dźwiękowego, można by puszczać to jako reklamę szamponu, czy innej odżywki do włosów w telewizji. Dodatkowo jest równie mega sympatyczną postacią co Sengoku i polubiłem ją czytając oryginał z miejsca - oboje tworzą świetną parę i relacje. Reakcje na twarzy Fujity natomiast to jest złoto w tym odcinku. Szczególnie przy "Chi-chan" xD Jedną z lepszych rzeczy jakie w tej drugiej części sezonu czuć na początek to napięcie pomiędzy Tatarą a Chinatsu, w scenie gdy Hongo zachęca ich do spróbowania wspólnego tańca już widać, że nie będzie to łatwa droga dla obojga. Podoba mi się wykorzystanie tutaj ciszy i tylko stukotu szpilek o podłogę oraz szelestu ubrań. Przy okazji wyczucie przez Fujitę, że Chi-chan nie jest całkiem amatorką w tańcu - wejście muzyki i początek próby wygląda fantastycznie. Szczególnie od strony narracyjnej, reżyserii i prowadzenia akcji. No i uwaga MC oraz wycofanie się rudej też fajnie wypadło. No i scenka z autografem oraz przytulasem od Hongo to już czyste złoto, szczególnie te rozpostarte ramiona oraz scenka jak spotkanie matki z córką po długim rozstaniu. Po tym znów mamy kontynuację rozwijającej się relacji między Chi a Tatarą, gdy ten pyta ją czy by nie chciała z nim potrenować w wolnej chwili, a ta ponownie speszona ucieka. Plus ten telefon od Gaju także jest niezłym wytrychem dla tego aby nadać jeszcze dodatkowej motywacji głównemu bohaterowi. Tutaj przy okazji jeszcze wspomnę co wycięli - a mianowicie cały wywiad na nowego partnera naszej ex-puszystej, którą teraz możemy obserwować w tle następnej sceny. Nie wpisywało się to jakoś specjalnie w ogólną historię i pełniło raczej rolę komediową, więc wycięcie tego nie stanowi jakiejś wielkiej zmiany - dla odpowiedniego zachowania tempa prowadzenia i zaoszczędzenia cennych minut na ruszenie do przodu z resztą poświęcono ten drobny fragment. Uważajcie jednak przy tej scenie, gdzie Tatara ma tłumaczone jak działa system Grand Prix dla nowicjuszy, bo to będzie później istotne fabularnie. Plus mamy też rewelacyjne przepychanki słowne jak i fizyczne między Sengoku i Hongo.

    Jednak teraz zaczyna się najważniejsza część odcinka - gdzie Chinatsu jednak zgadza się na trening z Tatarą. Będzie to pewne wyjście dla następnych wydarzeń. Ogólnie jedno z ważniejszych okołotanecznych jakie były do tej pory poza samymi konkursami. I od razu zaczyna się od lekkiego spięcia między nimi. A dalej jest tylko gorzej... i jest do znakomite z punktu widzenia historii. Ile razy mieliśmy w sportówkach kolesia, który samym talentem rozjebywał wszystkich rywali? Tutaj jest to o niebo lepiej poprowadzone i pokazuje, że nawet siedem miesięcy praktyki to wciąż za mało - szczególnie w tak odpowiedzialnej roli jako tego, który ma prowadzić partnerkę. No i propozycja Sengoku aby to Chi-chan przejęła tę rolę na ten moment. A to jak tłumaczy Hongo w jaki sposób ma Tatara emulować bycie "partnerem" - to aż mnie zabolały przy tym jak się wygięła. Oczywiście jest to wszystko nieco naciąganie względem rzeczywistości - ale jak dla mnie świetnie to się sprawdza i pokazuje, że taniec towarzyski to bardzo techniczna i trudna "zabawa". A scena jak Chinatsu zmierza do niego jako lead z zdeterminowaniem w oczach i pewnymi ruchami + muzyka - jest fantastyczna. I ogólnie jak zaczynają trening właściwego tańca - absolutnie fe-no-me-na-lnie to wypada! W sumie fajnie ta scena wypada jako kontrast do tego co mamy w czołówce. I sprawdza się świetnie jako benchmark dla umiejętności Tatary. No, a anime nie traci czasu i następny odcinek to już pierwsze ich koty za ploty jako oficjalna para taneczna.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    GFY

    źródło: gfycat.com

  •  

    #bokunoheroacademia

    I o to kończy się kolejna rewelacyjna seria Boku no Hero Academia - więc czas na wpis podsumowujący. O ile będzie mi brakować cotygodniowej dawki tego anime, to na szczęście zapowiedziano już sezon trzeci, więc w przyszłym roku powinien trafić do widzów. A jest na co czekać, bo przed nami kolejne emocjonujące wydarzenia, które teasowano nam w końcówce tego sezonu bardzo mocno. Jako czytelnik mangi już wskakuję na hype-train i czekam na odjazd!

    MINI RECENZJA / PODSUMOWANIE (BEZ JUŻ BEZ SPOILERÓW JAK W ZWYKŁYM PODSUMOWANIU)

    Studio BONES ponownie z powodzeniem przenosi mangę Koheia Horikoshiego na mały ekran z drugim sezonem jego mangi, która wyrasta na nowy filar WSJ. Jak dla mnie to jest jeden z najlepszych shounenów ostatnich lat, a to jak adaptuje się go do serii TV powinno stanowić przykład dla innych studiów. Po pierwszym sezonie, który posiadał tylko 1-cour ze względu na małą liczbę chapterów, po roku dostajemy pełny 25 odcinkowy sezon. I nie zwalniamy tępa!

    Tym razem mamy już za sobą przedstawienie Deku i jego marzeń oraz ambicji, co pozwoliło skupić się na innych bohaterach - nie tylko w kontekście interakcji z nimi głównego bohatera. Głównie dzięki fantastycznie poprowadzonemu pierwszemu Arcowi, gdzie mamy do czynienia z turniejem, w którym biorą udział absolutnie wszystkie postacie z klasy MC, a także pozostali uczniowie UA. Stanowiło to oczywiście fantastyczną okazję aby przybliżyć nam ich charaktery oraz to jak działają ich moce - rozwinięto ten motyw jeszcze w ostatnim krótkim rozdziale, gdzie przeciwstawiono pary bohaterów nauczycielom. BONES o tyle jeszcze to podkręciło, że korzystając ze sporej liczby odcinków - postanowiło rozszerzyć występy innych postaci na tyle ile się dało, zmieniając pojedyncze panele z mangi w pełnoprawne sceny. Zadziałało to fantastycznie i stanowi dodatkowy motywator do sięgnięcia po wersję anime, gdyż stanowi nie tylko wierne przeniesienie historii, ale i dodaje coś od siebie. Wielkie brawa za taką decyzję. Tym bardziej, że możemy się mocniej dzięki temu zżyć z pozostałymi bohaterami, nawet jeżeli historia wciąż jest skupiona na drodze Deku do osiągnięcia szczytu jako herosa. Najważniejszy jednak był drugi cour, gdzie dla mnie zaczęło się właściwe Boku no Hero Academia gdy czytałem na bieżąco mangę - to tutaj w końcu z bardzo przyjemnego shounena z ciekawie zapowiadającymi się wątkami przeszedł w jedną z moich ulubionych pozycji, które wychodzą obecnie i na którą czekam co tydzień. Hero Killer Arc to absolutnie fantastyczna historia i stanowi prawdziwą odskocznię dla kolejnych rozdziałów, które mają dopiero nadejść!

    Oprócz rozwoju bohaterów, których już przedstawiono nam w poprzednim sezonie - tutaj ze szczególnym naciskiem na Todorokiego, Iidę oraz Bakugo, którzy dostali sporo miejsca dla siebie (z naciskiem na dwóch pierwszych) oraz z nieustannym rozwojem Deku - dostaliśmy niemały roster nowych postaci. Przedstawiono nam przede wszystkim młodych bohaterów z pozostałych klas, które aspirują do bycia nowym pokoleniem herosów, przede wszystkim uczniów z klasy B (ci powrócą w trzecim sezonie w jeszcze bardziej rozbudowanej roli), a także fantastyczną Hatsume Mei, która skradła me serce swoim występem w anime. Jednak najważniejszymi postaciami, które wprowadzono do świata BnHA byli: podstarzały bohater Gran Torino, były mentor All Mighta, a teraz osoba, która bierze na chwilę pod swe skrzydła Deku... no i przede wszystkim motor napędowy drugiej połowy serii - "Hero Killer" Stain, jego przydomek chyba mówi wszystko, ale motywacje są o wiele głębsze niż mogłoby się wydawać, a związane z nim wydarzenie były absolutnie fenomenalne.

    Ogólnie dzięki poszczególnym incydentom, a także poznaniu backgroundu wielu postaci, czy pewnym plot twistom, które zaserwowała nam fabuła - świat w którym moce są na porządku dziennym stał się jeszcze ciekawszy, kolorowy... a jednocześnie mroczniejszy i zawierający tajemnice, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Jeszcze wyraźniejszym stał się wpływ All Mighta na to jak wygląda tamto społeczeństwo i jaką wagę ma dla niego istnienie "Symbolu Sprawiedliwości". Duży też wpływ czuć w tym, że każda decyzja i akcja postaci ma konsekwencje. Czy to dla innych, czy dla ich samych, a walka ze złoczyńcami (a także zwykła rywalizacja między poszczególnymi postaciami) jest nie tylko fizycznym starciem, ale i ideologicznym. Pozostawiającym zarówno blizny na ciele jak i niosącym pewne pytania oraz wątpliwości natury moralnej.

    Wypadałoby też parę słów napisać o wizualnych aspektach. No więc widać, że nie poskąpiono budżetu - przez 25 bitych odcinków nie czułem choćby na moment spadku jakości. Animacje walk, płynność, wszelkie efekty - absolutnie pierwsza liga anime. Czuć i widać, że animatorzy doskonale wiedzieli co chcą osiągnąć i jak - każdy cios ma wyraźny impakt i wagę, każdy uraz zostawia wyraźny ślad, a zderzenia efektownych mocy - wyglądają absolutnie widowiskowo. Jeżeli miałbym wskazać jeden moment, który bym jednak uważał, że wymaga poprawy: byłoby to pewne spotkanie Deku z inną postacią w ostatnim odcinku. Szkoda, że nie pokusili się o użycie pewnych eksperymentalnych stylów animacji, które zaprezentowało studio przy okazji zeszłorocznego Mob Psycho 100. Pasowałoby do niepokojącego charakteru sceny jak ulał.

    Nie mogę też nie wspomnieć o muzyce Yuuki Hayashiego, który ponownie udowadnia, że ciężko w branży znaleźć kogoś, kto czułby jak powinno się robić soundtracki do serii shounenowych tak jak on. Każda kompozycja z poprzedniego sezonu, jak i nowe utwory wypadają fantastycznie. Ponownie odwalił kawał dobrej roboty. Nie mogę też narzekać na openingi, szczególnie na ten z numerem dwa dla tego sezonu, który został świetne wpleciony narracyjnie w historię. Sam utwór w sobie, czyli "Sora ni Utaeba" od amazarashi jest świetny, ale jego tekst połączony z wizualiami naprawdę fenomenalnie rezonuje i stanowi interesującą całość. Na deser dostajemy także wybitnie dobry ending - również drugi dla BnHAs2, gdzie mamy przeniesionych bohaterów do krainy fantasy i obserwujemy krótką historię przypominającą legendę. Polecam sprawdzić jeżeli ktoś przegapił.

    Podsumowując - tak samo jak w zeszłym roku, tak samo i w tym dostajemy wysokoprofilowe anime z gatunku shounen, które pewnie w przyszłości będzie równie kultowe co inne adaptacje mang od WSJ. Tym bardziej, że mamy tutaj nie typowego tasiemca, który ma rozwleczone tempo i nierówną oprawę audiowizualną, ale produkt naprawdę wysokiej jakości. Decyzja studia BONES o rozdzielnych sezonach była prawidłowa, dzięki czemu dostajemy ponownie kawał bardzo dobrego anime, a w przyszłości szykuje nam się tego jeszcze więcej. Oby tak dalej i cieszyłbym się gdyby inne studia również zdecydowały się podążyć tą drogą.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    GIF

    źródło: i.imgur.com (12.15MB)

    +: Sentox, A......r +11 innych
    •  

      @bastek66: Już widać wrócił do dobrej dyspozycji, bo ostatni chapter zamiata. Natomiast rzeczywiście miał trochę problemów zdrowotnych podczas tego arcu i dwa rozdziały były lekko niedokończone, a w zeszłym tygodniu musiał odpocząć również.

    •  

      @jaqqu7: Ostatni odcinek jest inny niż pozostałe - ewidentnie mamy do czynienia bardziej z 20 minutowym trailerem 3 sezonu, niż pełnoprawnym odcinkiem.
      I to nie wada - a wręcz przeciwnie. Aż chce się czekać. O ile pierwszy sezon BNHA był "tylko" dobry, o tyle drugi sezon był fenomenalny, i tak jak napisałeś, ciężko szukać słabszych momentów. Jedna z moich ulubionych serii.
      W sezonie letnim, równie dobry był chyba tylko Made in Abyss. W sezonie wiosennym, nie kojarzę żadnego równie dobrego anime.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    #shingekinobahamut

    Dzisiaj już bez podsumowania odcinka, tylko całego sezonu. Krótko jednak co do samego epizodu pierwsze 10 minut to naprawdę epicki pokaz kawałka fantastycznej animacji. Wszystko był zrealizowane po mistrzowsku i muzyka także dawała sporo od siebie aby jeszcze podkręcić wydźwięk całości. Samo zakończenie miało zdecydowanie słodko-gorzki wydźwięk (chociaż z wielu dyskusji widziałem sporo soli wysypanej na temat tego jak potraktowano jedną z głównych postaci - moim zdaniem niesłusznie, bo wszystko bądź co bądź spaja się w logiczną całość) - co więcej widzę tutaj, że trzeci sezon jest bardzo prawdopodobny, osobiście więc czekam. Jeszcze dodam, że zakończenie nie potoczyło się jednak do końca tak jak przewidywałem.

    MINI RECENZJA / PODSUMOWANIE (BEZ JUŻ BEZ SPOILERÓW JAK W ZWYKŁYM PODSUMOWANIU)

    Przechodząc już do samego podsumowania - bardzo brakowało mi takiej szalonej przygody fantasy w pełnowymiarowym 2-courowym sezonie, a mając wciąż w pamięci Shingeki no Bahamut: Genesis bardzo się ucieszyłem, że powracamy do tego świata. Pierwsza odsłona tej serii przypominała bardziej długi film, który okazał się zbyt długi na wydanie w kinach i postanowiono go podzielić i wydać jako serię TV - przez co przejścia pomiędzy poszczególnymi odcinkami wydawały się czasem nienaturalnie urwane. Z Virgin Soul jednak jest inaczej, czuć, że tutaj od początku do końca myślano nad anime przeznaczonym dla telewizji, co przełożyło się na nieco lepsze tempo, jednocześnie w niektórych elementach widać, że dłuższy run spowodował, iż trzeba było korzystać z pewnych rozwiązań mających na celu trzymanie budżetu w ryzach, ale o tym później...

    Jedną rzeczą, która się nie zmieniła jest to, że ponownie całość historii napędzają bohaterowie - tutaj, oprócz powracających prawie wszystkich istotnych z pierwszego sezonu (którzy schodzą jednak na drugi plan), dostajemy trójkę zupełnie nowych:

    Ninę - energiczną i obdarzoną bezdennym optymizmem dziewczynę, która przybywa do stolicy aby odciążyć finansowo rodzinę z prowincji... a także w pół-krwi smokołak. Dodatkowo ma pewną irytującą przypadłość, że przemianę nie wywołuje żaden księżyc, czy inne magiczne widziadło, ale głębokie zawstydzenie, szczególnie w obecności przystojnych, młodych mężczyzn (jak głupio to nie brzmi wpisuje się w pewne wydarzenie z dzieciństwa i to w jakim środowisku została wychowana).

    Mugaro - tajemnicze dziecko, z bardzo tajemniczymi mocami, które jest pozbawione głosu. Zdradzenie więcej o nim byłoby dużym spoilerem.

    Charioce - nowy król krainy znanej z pierwszego SnB. Z pozoru despota, który wypowiedział posłuszeństwo bogom, a także zniewolił demony. Bardzo niejednoznaczna postać, której motywy dopiero są ujawniane pod koniec serii.

    Pozostali znani bohaterowie są o całe dziesięć lat starci i naznaczeni wydarzeniami z Genesis, które mocno się na nich odcisnęły. O ile w zakończeniu pierwszego sezonu tego nie można było tak odczuć, to jednak pierwsze spotkanie z Bahamutem po latach wciąż ma na ich losy wpływ. Szczególnie widać to w relacjach między starymi, a nowymi postaciami, gdzie ci pierwsi zostali przekierowani często do roli mentorów dla nowego pokolenia. W serii występuje też kilka innych mniej, lub bardziej ważnych postaci, którzy mają mniejszy lub większy wpływ na historię jak np. podwładni Kaisara, który tutaj jest już kapitanem jednego z bractw rycerskich.

    Co do samej historii, jak w poprzednim akapicie zaznaczyłem - jej akcja toczy się dekadę po pierwszym Shingeki no Bahamut i obserwujemy świat ludzi, który wciąż powoli odbudowuje się po bitwie z tytułowym monstrum, jak i wkracza w nową erę dobrobytu pod silną władzą nowego króla - Charioce XVII. Jednak nowy ład jest oparty na starożytnej technologii wykradzionej bogom, a także niewolniczej pracy demonów, których władca pokonał i w błyskawicznej wojnie zdobył stolicę. Ci pierwsi pod władzą bogini Gabriel poczuli się zdradzeni i chcą aby ludzkość na powrót znalazła się pod ich skrzydłami, a demony - szczególnie w osobie Azazela, który stał się poszukiwanym terrorystą, walczą w podziemiu o odzyskanie swobód... O ile sama historia jest dość prosta to broni się przede wszystkim tym, że nie ma tutaj podziału na dobrą i złą stronę, każda walczy tutaj w imię swojej własnej sprawiedliwości i całość bardziej zanurzona jest w odcieniach szarości. Ogólnie cała opowieść jest znacznie mroczniejsza niż Genesis, więcej dramatów bohaterów, strat i śmierci. Nie brakuje tutaj oczywiście sporej dawki przygody, ale w ostatecznym rozrachunku jest dużo, dużo poważniej. Skupiono się ponownie, a może i nawet bardziej - na historiach i interakcjach między bohaterami i to oni ciągnął całość. Jeżeli ich nie kupujesz, nie będziesz się dobrze bawił, jeżeli natomiast polubisz - masz przed sobą 24 odcinki bardzo satysfakcjonującego anime.

    Sam świat nabrał także więcej szczegółów i tła. Chociaż jest to seria typowo fantasy mamy tutaj naprawdę szeroki miszmasz różnorakich motywów - od steampunku, poprzez stroje reprezentujące od średniowiecza po ubrania pasujące do XX wiecznego El Presidente z jakiejś południowoamerykańskiej dyktatury, a także różnorakie magiczne urządzenia przypominające nieco industrialną aparaturę. Na pierwszy rzut oka może to się ze sobą gryźć, ale na swój szalony sposób miesza się w jeden spójny kolorowy świat. Dodaje to na pewno unikalnego charakteru i wyróżnia spośród innych serii fantasy.

    Dużo dobrego mogę też powiedzieć o stronie audiowizualnej. Projekty postaci, animacja - wszystko jest na bardzo wysokim poziomie, a walory produkcyjne SnB:VS są spore i seria cieszy oko. Szczególne wrażenie robią wszelkiego rodzaju sceny walki i batalistyczne, gdzie animatorzy z MAPPA odwalili kawał świetnej roboty, a wszelkie eksplozje i efekty świetlne to już top tier tego co oferuje branża. Jedyną rzeczą, do której mogę się przyczepić, to wspominane przeze mnie element służący do trzymania budżetu w ryzach - czyli szerokie użycie CG. Niestety często było ono wykorzystywane dość nierozważnie, a co przez to mam na myśli? Pokazywanie tego typu wyrenderowanych obiektów na bliskim planie i w ruchu. Nie muszę chyba mówić jaki to miało wpływ na odbiór części scen. Szczególnie bolało to na tle bardzo ładnych teł i tradycyjnie narysowanych postaci, gdzie po prostu przypominało kleksa na śnieżnobiałym obrusie.... Muzyce natomiast też nie mogę nic zarzucić - SnB stoi głównie pompatycznymi chóralnymi i orkiestrowymi kompozycjami podkreślającymi epickość scen, a także wydźwięk tych dramatycznych. Nie zabrakło także miejsca dla bardziej optymistycznych utworów w momentach zwykłej interakcji życia codziennego. Jedynie openingi mnie nie porwały... natomiast drugi endingi już były fantastycznie zrobione i polecam je sprawdzić.

    Na koniec jeszcze chciałem wyróżnić jedną rzecz, która zdecydowanie wybija Shingeki no Bahamut: Virgin Souls i stanowi jedną z największych zalet tego anime. Jest to niemal absolutny brak ekspozycji! Narracja jest tak fantastycznie poprowadzona, że oszczędzono nam większości tyrad na temat tego co się aktualnie dzieje, działo lub ma się dziać. Nie tracą czasu na posadzenie bohaterów i łopatologiczne dialogi. Zamiast tego mamy akcję, a przede wszystkim skupienie się na emocjach - nikt tutaj nie tłumaczy w słowach tego co czuje, wszystko jest wypisane w ekspresji oraz zachowaniu bohaterów. Jest to fantastycznie zrealizowane i tak odświeżające, że absolutnie biję brawo dla reżyserów i scenarzystów, że fantastycznie to ogarnęli. Tego typu prowadzenie opowieści nie jest łatwe, ale wybrnęli z tego wzorowo. Bez słów wiesz co aktualnie każda postać czuje i myśli - chciałbym aby inne anime poszły za tym przykładem i tego sobie i reszcie widzów anime życzę z całego serca.

    Kończąc ten i tak już przydługi wpis - osobiście bawiłem się świetne. Nie żałuję, że spędziłem z Shingeki no Bahamut: Virgin Soul te 24 epizody i z mojej strony mogę polecić. Nie jest to nic rewolucyjnego ani przełomowego, ale na tyle dobrze zrealizowane i wypełnione postaciami, które polubiłem oraz którym kibicowałem, że z przyjemnością spędziłem z nim czas.

    #anime #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: snb-3.jpg

    +: A.....h, jotpek997 +5 innych
    •  
      A......r

      0

      @jaqqu7: Ja się trochę zawiodłem, nie jakoś strasznie, ale jednak miałem większe oczekiwania. ( ͡° ʖ̯ ͡°) Wydawało mi się, że jedną z głównych wad pierwszej serii była jej długość - była za krótka. Tutaj chyba jest tak samo, ale w drugą stronę, VS było za długie i moim zdaniem trochę za dużo czasu poświęcono nowym bohaterom, którzy niespecjalnie mnie porwali (a już szczególnie Azazelowi), kosztem starych ulubieńców.
      Przyjemnie mi się oglądało Virgin Soul i o ile w drugiej serii nie dostrzegam żadnych wielkich wad, nie widzę w niej też żadnych wielkich zalet. Część uroku Genesis tkwiła w efekcie zaskoczenia: Jak to możliwe, że z reklamówki gry karcianej na urządzenia mobilne wyszło porządne fantasy? Tutaj już siłą rzeczy tego elementu zabrakło, a oczekiwania były dosyć wyśrubowane. Czekam na trzecią serię, ale mam nadzieję, że będzie lepsza. ( ͡º ͜ʖ͡º)
      pokaż całość

    •  

      @Agnaktor: Ja miałem o wiele niższe wymagania, lubiłem Genesis jako prostą historię przygodową z sympatycznymi bohaterami, ale to Virgin Soul mnie bardziej pozytywnie zaskoczyło - szczególnie podejściem do pokazywania emocji bohaterów i bardziej niejednoznaczną moralnością.

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów